Aprilia w ostatnich latach przewodzi w stawce, jeśli chodzi o rozwiązania aerodynamiczne. Najpierw wprowadziła elementy aerodynamiczne powodujące efekt przypowierzchniowy, a teraz postanowiła odkurzyć stare rysunki McLarena z Formuły 1 i wprowadziła F-Duct.
To ostatni sezon obowiązywania obecnych regulacji technicznych w MotoGP. Od przyszłego roku sporo się zmieni, jednak to nie przeszkodziło Aprilii w stworzeniu kolejnego genialnego rozwiązania, które jest wyciągnięte rodem z F1. Mowa o kanale F, znanym lepiej jako F-Duct system.

W 2010 roku zespół McLaren wykorzystał lukę w przepisach i stworzył F-Duct. Było to rewolucyjne rozwiązanie, które najwięksi rywale ekipy z Woking postanowili jak najszybciej skopiować. System ten budził jednak kontrowersje i po sezonie 2010 został zakazany. Na jego miejsce wprowadzono system DRS.
F-Duct – co to takiego?
F-Duct miał za zadanie zmniejszyć opór aerodynamiczny na prostych poprzez wygaszenie tylnego skrzydła. W ten sposób McLaren zwiększał swoją prędkość maksymalną o 10 km/h. Kontrowersje wobec tego rozwiązania były związane z bezpieczeństwem. A to dlatego, że przepływ powietrza był kontrolowany przez kierowcę, który musiał zmienić położenie swojego ciała bądź jego konkretnej części. W przypadku kierowców McLarena wlot ten musiał być blokowany kolanem, natomiast polscy fani z pewnością kojarzą to, jak Robert Kubica wjeżdżał w zakręt Eau Rouge, sterując jedną ręką, a drugą blokując wlot powietrza.
Czy rozwiązanie Aprilii jest legalne?
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zespół z Noale zastosował aktywną aerodynamikę, w końcu opór powietrza jest zmniejszany bądź zwiększany. Przepisy mówią jasno, że aktywna aerodynamika jest niedozwolona. W pierwszej chwili możemy więc zarzucić Aprilii, że zastosowała nielegalną zagrywkę.
Ku rozczarowaniu rywali, a na szczęście dla Aprilii i jej geniuszu, to rozwiązanie jest jak najbardziej legalne, a to dlatego, że za zmianę przepływu powietrza odpowiada zawodnik. Kiedy zawodnicy wyjeżdżają na prostą, są oni ustawieni w taki sposób, że minimalizują opór aerodynamiczny, a co za tym idzie – ich ręce zmieniają położenie. Kończyny zawodników ustawione są w taki sposób, że blokują jeden z kanałów i powietrze przelatuje przez ten sam wlot, ale trafia w inne miejsce. W ten sposób opór się zmniejsza i zwiększa się prędkość maksymalna.

Podczas testów w Malezji nie można było na pierwszy rzut oka zobaczyć efektów, ale to dlatego, że Aprilia przyjechała z niepełnym pakietem poprawek. W Tajlandii przybył już cały pakiet i podczas testów, a także w trakcie pierwszej rundy sezonu efekty były doskonale widoczne. Aprilia niemal w całości zdominowała pierwszą rundę sezonu. Dodatkowo rejestrowała najszybsze prędkości na prostej. W Grand Prix Brazylii już prędkość na prostych nie miała takiego znaczenia, ale widać było, że zawodnicy fabrycznej ekipy Aprili za wszelką cenę układali ręce na wyjściach z zakrętów tak, aby zyskac chcoć odrobinę prędkości na prostej.
Kto jeszcze zastosuje F-Duct?
Jak już wcześniej było wspomniane, to jest ostatni sezon regulacji technicznych, dlatego dostosowanie tego rozwiązania do obecnych maszyn może zająć za dużo czasu. Dodatkowo też trzeba pamiętać o tym, że każda z ekip już obrała ścieżkę rozwoju na ten sezon i nie mogą pozwolić sobie na więcej innowacji. Przykładowo Ducati ze względu na wieloletnią dominację w MotoGP, w tym świetną kampanię w 2025 roku, ma koncesję A, więc ma najmniejsze pole do manewru, jeśli chodzi o poprawki motocykla.

Yamaha jest dla odmiany na odwrotnym biegunie, jednak ten zespół zrobił kompletną rewolucję – wprowadził silnik V4. Wszystkie pokłady sił i rozwój poszły w tym kierunku, więc dorzucanie F-Duct nie jest możliwe. Zostają jeszcze KTM i Honda, ale zarówno jedni, jak i drudzy też mają własne ścieżki rozwoju, więc kanał F tylko mógłby wprowadzić chaos w ich rozwoju motocykla.

Wychodzi na to, że raczej tylko Aprilia będzie stosowała F-Duct. Czy to zapewni jej tytuł mistrzowski? McLarenowi w F1 w 2010 roku zapewniło to przewagę tylko na początku sezonu, jednak inne zespoły skopiowały rozwiązanie i ostatecznie McLaren musiał obejść się smakiem oraz uznać wyższość Red Bulla. Ducati z pewnością ma jeszcze jakiegoś asa w rękawie i niekoniecznie jest to tylko broniący tytułu Marc Márquez.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło grafiki poglądowej: instagram.com/marcobez72

