Alberto Ascari podczas GP Holandii 1952

„Formuła 1 się skończyła”. To określenie ostatnimi czasy regularnie przewija się w dyskusjach czy komentarzach dotyczących królowej sportów motorowych. Taki stan rzeczy jest oczywiście spowodowany niezadowoleniem wielu fanów z powodu kształtu nowych regulacji i zwiększenia znaczenia mocy elektrycznej w tegorocznych silnikach. Już w ostatnich dniach zaczęły pojawiać się głosy o potencjalnym zastąpieniu obecnych silników przez V8 turbo. Niewiele osób jednak zdaje sobie sprawę z tego, że w historii Formuły 1 był okres, do którego ta fraza pasuje znacznie lepiej, niż gdy jest używana w odniesieniu do dzisiejszych zasad. To dlatego, że w latach 1952 i 1953 w F1 ścigano się samochodami F2. Aby jednak dobrze zrozumieć, dlaczego tak się stało, trzeba zacząć od samego początku.

Wielka inauguracja

Król Jerzy VI na trybunie, 200 000 fanów wokół toru, bele siana jako bariery i 21 zawodników na linii startu. Po dwóch godzinach zmagań linię mety na trzech pierwszych pozycjach przecinają trzy Alfy Romeo 158. Tak wyglądało pierwsze w historii Grand Prix Formuły 1, które miało miejsce na torze Silverstone.

Start do pierwszego w historii Grand Prix Formuły 1 na Silverstone w 1950 roku.
Start do pierwszego w historii Grand Prix Formuły 1 na Silverstone w 1950 roku. Źródło: facebook.com / Singapore Grand Prix

To, co wydarzyło się 13 maja 1950 roku, stanowiło zapowiedź tego, jak miał wyglądać inauguracyjny sezon czempionatu. Farina, Fangio i Fagioli to dżentelmeni, którzy za kierownicą „Alfetty” zdominowali 1950 rok. Nie licząc wyścigu Indianapolis 500 w USA, na którym włoska ekipa się nie pojawiła (jak to zresztą w zwyczaju miało wówczas wiele zespołów), Alfa Romeo wygrała wszystkie rundy tamtego sezonu, a Giuseppe Farina został pierwszym mistrzem świata kierowców.

Rok później rękawicę Alfie rzucił inny włoski zespół – Scuderia Ferrari. Stajnia z Maranello rozwijała model 375, napędzany 4,5-litrową V12, który – jak się okazało – był w stanie rywalizować z wysłużoną już „Alfettą”, której konstrukcja opracowywana była jeszcze przed wojną. Co ciekawe, sam Enzo Ferrari był bezpośrednio zaangażowany w rozwój Alfy Romeo 158, bowiem w czasach, kiedy ta była projektowana, on stał na czele działu wyścigowego marki.

Kiedy przy okazji Grand Prix Wielkiej Brytanii w 1951 roku José Froilán González za kierownicą Ferrari jako pierwszy minął flagę w czarno-białą szachownicę, tym samym pokonując Alfy Romeo, musiał to być wyjątkowy moment dla Enzo. „Il Commendatore” w nawiązaniu do tego wydarzenia miał powiedzieć po czasie: „czuję się, jakbym zabił własną matkę”. Jednak na koniec sezonu, pomimo zagrożenia ze strony ekipy Enzo Ferrariego, to Juan Manuel Fangio zdołał sięgnąć po tytuł mistrzowski, jeżdżąc Alfą Romeo, która z powodu wprowadzonych poprawek została przemianowana na 159.

Problemy Alfy Romeo

Trzeba przy tym wszystkim pamiętać, że Formuła 1, którą podziwiamy dzisiaj, diametralnie różni się od tego, jak ten sport wyglądał przeszło 70 lat temu. W sezonie 1951 kierowcy Ferrari faktycznie regularnie potrafili stawać na podium, jednak to wcale nie wynikało z prędkości, jaką dysponował ich bolid. Szkopuł tkwił w różnicy zużycia paliwa.

Jeśli brać pod uwagę wyłącznie moc i czyste tempo, Alfa Romeo nie miała sobie równych, ale problemem był duży apetyt na paliwo, jakim odznaczała się jej konstrukcja na tle konkurencji. Bolidy Alfy potrafiły mieć spalanie na poziomie nawet pięć razy większym niż wyścigówki Ferrari i z tego powodu kierowcy albo musieli jeździć oszczędniej, albo częściej zjeżdżać na tankowanie. Zawodnicy, którzy tracili cenny czas, czekając, aż mechanicy napełnią benzyną baki ich samochodów, rzucali się później do odrabiania strat, ale ta sztuka nie zawsze kończyła się powodzeniem. Niemniej jednak, pomimo pewnych problemów, wyniki sportowe Alfy Romeo były fenomenalne i z tego powodu decyzja, którą Włosi podjęli później, mogła być niemałym zaskoczeniem.

Farina w Alfie Romeo z numerem 2 walczący z Gonzálezem z Ferrari podczas Grand Prix Francji w 1951 roku
Farina w Alfie Romeo z numerem 2 walczący z Gonzálezem z Ferrari podczas Grand Prix Francji w 1951 roku. Źródło: Wikimedia Commons

Wywalczone dwa tytuły mistrzowskie i 10 wygranych Grand Prix z 13, w których Alfa Romeo brała udział, to liczby robiące wrażenie. A jednak, pomimo takich sukcesów, z początkiem roku 1952 firma zdecydowała się nie przystąpić do nowego sezonu mistrzostw świata. Na pozór nie ma powodu, dla którego ta decyzja mogłaby się obronić. Za kulisami sprawa wyglądała jednak inaczej. Alfa Romeo była własnością państwa, a włoski rząd nie planował angażować środków finansowych w dalszy rozwój modelu 159, który wymagałby licznych ulepszeń, aby w przyszłości odeprzeć ataki Ferrari.

Firma co prawda zaczęła prace nad nowym samochodem, który miałby być zgodny z wchodzącymi w życie wraz z sezonem 1954 przepisami, zakładającymi użycie wolnossących silników o pojemności 2,5 litra, ale później zaniechano tego projektu. Legendarna marka wróciła na tory Formuły 1 dopiero w roku 1979.

Sytuacja bez precedensu

Taki obrót spraw postawił władze sportu w trudnej sytuacji. W sezonie 1951 to właśnie oba włoskie zespoły były jedynymi, które faktycznie liczyły się w walce o najwyższe cele. W cieniu tej rywalizacji w wyścigach brali udział jeszcze między innymi Anglicy z BRM, Francuzi z Talbota lub Simci-Gordini czy prywatni zawodnicy wystawiający na przykład Maserati, jednak oni wszyscy byli wyraźnym tłem dla dwóch dominujących ekip. Zaczęto obawiać się, że w nadchodzącej kampanii przewaga Ferrari nad pozostałymi rywalami będzie zbyt wielka. Druga zagwozdka dotyczyła samej liczby samochodów przystępujących do zawodów. W większości rund Alfa Romeo wystawiała aż czterech kierowców. Teraz stawka została uszczuplona o tych zawodników.

Te wszystkie obawy spowodowały, że w oczekiwaniu na wejście w życie nowych przepisów silnikowych zdecydowano się na radykalny krok. W sezonach 1952 i 1953 w F1 ścigano się samochodami F2. Wówczas regulamin techniczny niższej serii zakładał wykorzystanie wolnossących 2-litrowych silników. Dodatkowo w tamtych czasach Formuła 2 nie była, tak jak dzisiaj, stricte serią juniorską. Wtedy były to po prostu mistrzostwa, które umożliwiały ściganie się samochodami wolniejszymi i tańszymi niż te, które były zgodne z regulaminem Formuły 1. Z tego powodu cykl był atrakcyjniejszy dla mniejszych zespołów i uboższych konstruktorów, którzy chcieli spróbować swoich sił w wyścigach bolidów jednomiejscowych.

Okres, gdy w F1 ścigano się samochodami F2, został zdominowany przez Ascariego. Na zdjęciu – za kierownicą Ferrari 500 podczas Grand Prix Belgii 1952.
Okres, gdy w F1 ścigano się samochodami F2, został zdominowany przez Ascariego. Na zdjęciu – za kierownicą Ferrari 500 podczas Grand Prix Belgii 1952. Źródło: facebook.com / F1

Można powiedzieć, że taka zmiana przyniosła połowiczny sukces. Owszem, stawka stała się trochę bardziej zróżnicowana i to pozwoliło nowym ekipom wystartować w mistrzostwach najwyższej rangi, lecz zespołem najlepiej przygotowanym do ścigania się tego rodzaju samochodami wciąż była Scuderia Ferrari. W efekcie nie udało się zapobiec totalnej dominacji Włochów z Maranello, którzy zwyciężyli w 14 z 15 Grand Prix rozgrywanych w obu sezonach (wyłączając z tego Indianapolis 500, w którym brali udział w zasadzie tylko Amerykanie). Alberto Ascari był autorem aż 11 z tych triumfów, w tym aż dziewięć z rzędu (znów nie licząc Indy 500).

To osiągnięcie zostało wyrównane dopiero przez Sebastiana Vettela w 2013 roku, a pobite przez Maxa Verstappena w 2023. Świetne wyniki pozwoliły Ascariemu zostać dwukrotnym mistrzem świata, a Włosi na kolejnego czempiona czekają aż do dziś.

Okres, gdy w F1 ścigano się samochodami F2 – podsumowanie

Dzisiaj wydaje się nie do pomyślenia, aby podobna sytuacja mogła się powtórzyć w świecie Formuły 1. Na przestrzeni dekad królowa motorsportu stała się tak wielką i rozpoznawalną organizacją, że podjęcie decyzji takiej jak ta z roku 1952 byłoby zapewne postrzegane jako jej wizerunkowe samobójstwo. Wtedy krok podjęty przez władze sportu również wydawał się niecodzienny, ale trzeba mieć na uwadze, że w sezonie 1954 wszystko wróciło „do normy”. W życie weszły nowe regulacje techniczne Formuły 1 i o dwuletnim okresie, w którym mistrzostwa świata były rozgrywane na zasadach Formuły 2, mało kto już pamięta. Z dzisiejszej perspektywy jedno jest jednak pewne – nawet mimo najpoważniejszych problemów i przeróżnych regulaminowych zawirowań – Formuła 1 nigdy się nie skończy.

Korekta: Nicola Chwist

Źródło obrazka wyróżniającego: Wikimedia Commons

Authors

  • Jakub A.

    Formułą 1 jestem nieustannie zafascynowany od kilkunastu lat. Uwielbiam nie tylko oglądać akcję dziejącą się na torach, ale też zgłębiać bogatą historię tego sportu. Prywatnie jestem kibicem Ferrari. Pasjonuję się również WRC, a także śledzę i dopinguję polskich zawodników w świecie wyścigów. Poza motorsportem, fan piłki nożnej.

  • Nicola Chwist

    Absolwentka sztuki pisania i studentka psychologii. Z zawodu Starsza Korektorka materiałów dydaktycznych na uczelni prywatnej. W wolnym czasie redaguje dla wydawnictw, a jedną z jej specjalizacji stała się Formuła 1. Współpracowała przy książkach, takich jak "Grand Prix" Willa Buxtona, "Mercedes. Za kulisami teamu F1" Matta Whymana, "Formuła 1. Ilustrowana historia królowej motorsportu" Maurice’a Hamiltona czy "Bez ściemy" Günthera Steinera. Wierna fanka F1 od 2007 roku.

PREVIOUS POST
You May Also Like