Kontraktowe make or break
W związku z nadchodzącymi w sezonie 2027 zmianami w regulacjach technicznych w MotoGP wiele zespołów już teraz skupia się na przyszłorocznym motocyklu bardziej, niż na rozwoju maszyny na sezon 2026. W związku z tym wielu kibiców obawia się, że nadchodzące mistrzostwa będą sezonem przejściowym, podczas którego zobaczymy niewiele zmian w wynikach w porównaniu z zeszłym rokiem. Naprzeciw tym obawom wychodzi jednak bardzo ciekawa rywalizacja, która na pewno będzie istotnym wątkiem – rywalizacja o kontrakty na sezon 2027.
Aktualnie tylko trzech spośród 22 kierowców ma zapewnione kontrakty na przyszły sezon – debiutanci Diogo Moreira Toprak Razgatlıoğlu (o rywalizacji o miano debiutanta roku przeczytasz TUTAJ ) i Johann Zarco. Oczywiście wśród pozostałych kierowców znajdziemy wielu zawodników, którzy – o ile nie wydarzy się nic nadzwyczajnego – powinni zostać w swoich ekipach. Natomiast są też kierowcy, których forma w ostatnim sezonie (a nawet sezonach) pozostawia wiele do życzenia. Lepiej dla nich, jeśli szybko się poprawią, gdyż zarówno na obecnym gridzie, jak i w Moto2 czy WSBK czekają już gotowi następcy. Znajdziemy też odwrotny przykład, kiedy to zespoły muszą zbudować zaufanie swoich kierowców, jednak tym tematem zajmiemy się kiedy indziej. Tak więc dla których kierowców będzie to sezon z gatunku make or break?

Álex Rins
| Sezon | Pozycja | Zespół |
| 2017 | 16 | Suzuki |
| 2018 | 5 | Suzuki |
| 2019 | 4 | Suzuki |
| 2020 | 3 | Suzuki |
| 2021 | 13 | Suzuki |
| 2022 | 7 | Suzuki |
| 2023 | 19 | Honda |
| 2024 | 18 | Yamaha |
| 2025 | 19 | Yamaha |
Pozycje Alexa Rinsa w klasyfikacji generalnej MotoGP oraz motocykl, na jakim wtedy jeździł
Powyższe statystyki wyraźnie pokazują, że 30-letni Hiszpan swój prime ma już za sobą. Oczywiście sezon 2023 został naznaczony strasznym wypadkiem na torze Mugello, gdzie zawodnik poważnie złamał prawą nogę (kontuzja, której konsekwencje odczuwa do dziś), natomiast coraz trudniej jest dawać mu kolejne szanse z nadzieją na to, że powróci do formy z czasów jazdy z Suzuki. Przeprowadzka do Yamahy w sezonie 2024 też nie okazała się zbawienna. Rins zaliczał głównie przebłyski, ale są one niczym, jeśli porówna się je z wynikami Fabio Quartararo. Nie ma też co ukrywać, że Yamaha zatrudniła Topraka Razgatlıoğlu, żeby docelowo umieścić go w fabrycznej ekipie, co już na starcie jest dużym wyzwaniem dla Rinsa.
Ktoś mógłby powiedzieć, że zawsze można go zamienić z Toprakiem i dać mu kontrakt w zespole satelickim, niemniej warto zwrócić uwagę, że w zeszłym sezonie Rins przegrał punktowo z jeżdżącym tam Jackiem Millerem (79 do 68), więc przynajmniej na razie wydaje się, że jeśli Yamaha chciałaby wymienić jednego ze swoich kierowców, byłby to właśnie Hiszpan.
Tym bardziej, że Pramac ma swój zespół w Moto2, w którym coraz lepsze wyniki notuje Izan Guevara. Jeśli utrzyma formę, byłby on naturalnym kandydatem do awansu (dostał też w listopadzie możliwość testowania motocykla MotoGP). Dużo zależeć będzie od relacji Rinsa z Yamahą z silnikiem V4. Wstępny test w Walencji został oceniony przez kierowcę całkiem pozytywnie, więc być może jest to jakieś światełko w tunelu. Lepiej późno niż wcale, natomiast warto obserwować korespondencyjną walkę Rinsa z Millerem, która może się okazać walką o byt w MotoGP.
Moja predykcja: Rins po tym sezonie odejdzie z MotoGP. Nawet jeśli Jack Miller straci miejsce, myślę, że Pramac prędzej postawi na dwóch nowych kierowców.
Brad Binder

Brad Binder przez lata był znany w MotoGP jako solidny zawodnik. Było nawet możliwe zbudowanie wzoru typowego weekendu tego zawodnika KTM-a – średnie kwalifikacje, niezły sprint, dobry wyścig.
Pozycje Brada Bindera w klasyfikacji generalnej MotoGP
2020: 11. miejsce,
2021: szóste miejsce
2022: szóste miejsce
2023: czwarte miejsce
2024: piąte miejsce
2025: 11. miejsce
Można zaobserwować, że w poprzednim sezonie coś się zepsuło. Binder wciąż zdobywał niezłe punkty w wielu wyścigach, natomiast pojawiło się też dużo wywrotek. Cztery z nich miały miejsce w samych wyścigach niedzielnych, co jest jego najgorszym wynikiem od sezonu 2023. Wtedy jednak zawodnik z RPA był w stanie dokładać podia, a nawet zdobywać zwycięstwa w sprintach.
W poprzednim sezonie podiów nie było. Binder był jedynym przedstawicielem KTM-a, który tego nie doświadczył (Viñales otrzymał karę w Katarze i stracił podium, ale wydarzyło się to dopiero kilka godzin po ceremonii, podczas której odebrał puchar za drugie miejsce). Dodatkowo Brad bardzo blado wypadł w zestawieniu z Pedro Acostą. 22:0 (!) w kwalifikacjach, 5:0 w podiach w niedzielę, 7:0 w podiach w sprincie, wreszcie 307:155 w punktach. Absolutna przepaść.
Na pewno nikt nie skreśla Bindera, ale pozostaje pytanie, czy jego solidność jest wystarczająca, żeby utrzymać się w fabrycznym KTM-ie? Tym bardziej, że wyniki Viñalesa (przynajmniej do momentu kontuzji) były co najmniej obiecujące. Co więcej, KTM ma w niższych klasach wyścigowych dość bogatą bazę juniorów, którzy w tym roku na pewno wykonają kroki w stronę awansu. Bardzo interesująca będzie również zmiana szefa garażu po stronie Bindera. Andrés Madrid, z którym współpracował przez dziesięć lat, zostanie zastąpiony przez Phila Marrona, tworzącego przez latak świetną parę z Toprakiem Razgalıoğlu. Dobra współpraca ze swoim garażowym przełożonym, to na pewno wartość dodana.
Forma KTM-a w tym sezonie będzie zagadką, gdyż koncern Bajaj, który wspomógł finansowo austriacką markę w poprzednim sezonie, już w zeszłym roku zapowiadał cięcia budżetowe. Istnieje więc ryzyko, że nawet jeśli Binder będzie chciał, to motocykl nie będzie mu pozwalał w pełni rozwinąć skrzydeł. „Ratunkiem” dla Bindera może być też odejście Pedro Acosty, który pali się do zmiany motocykla na bardziej konkurencyjny. Pytanie, czy sam Afrykaner będzie w stanie dać jakiekolwiek argumenty od siebie, żeby zasłużyć na kontrakt?
Moja predykcja: Binder będzie walczyć z kierowcami Tech3 o miejsce w fabrycznym KTM-ie. Porażka sprawi, że zostanie zdegradowany do ekipy satelickiej, lub zmieni motocykl (może Yamaha?).
Franco Morbidelli
Siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Dwa podia w wyścigach, do tego dwa kolejne w sprintach. Patrząc na surowe wyniki, Franco Morbidelli miał przyzwoity sezon (najlepszy spośród omawianych w tekście zawodników). Gorzej natomiast wypada głębsze spojrzenie w to, jak wyglądała ta kampania w wykonaniu byłego wicemistrza świata. Tam znajdziemy mnóstwo własnych wywrotek, doprowadzania do wielu wywrotek rywali, spowodowanych zbyt agresywną jazdą Włocha, liczne kary i słowa krytyki ze strony innych zawodników, ekspertów, kibiców itd. Sam Morbidelli próbował się bronić, mówiąc, że w stykowych sytuacjach, które powinny być rozpatrywane jako incydenty wyścigowe, sędziowie karali go ze względu na reputację, choć tak naprawdę większość jego wypadków to normalne sprawy, w których nie da się zrzucić winy na jedną osobę.
Słowa te ocenia potem rzeczywistość, w której Morbidelli doprowadza do wypadku nawet w momencie ustawiania się na polach startowych:
Kiedy Morbidelli przechodził do VR46, wiele osób zwracało uwagę, że jedynymi argumentami za tym posunięciem były przynależność Włocha do akademii Valentino Rossiego i brak realnych innych opcji spod skrzydeł legendarnego Włocha (wszyscy inni byli obsadzeni w zespołach fabrycznych). W 2025 roku Morbidelli sportowo wypełnił swoje minimum, ale jednocześnie ukończył mistrzostwa ze stratą 31 punktów do zespołowego kolegi, Fabio Di Giannantonio. W tym sezonie Morbidelli musi się, mówiąc kolokwialnie „ogarnąć”, podtrzymać niezłe rezultaty, ale przede wszystkim zminimalizować PRową burzę wokół siebie. Tym bardziej, że Nicolò Bulega otwarcie mówi o chęci przejścia do MotoGP w sezonie 2027. Zgadnijcie, z jakiej akademii pochodzi obecny wicemistrz WSBK.
Moja predykcja: Franco Morbidelli nie będzie miał fotela na pełen etat w MotoGP w sezonie 2027, ale pozostanie w strukturach Ducati jako tester, albo kierowca w WSBK.
Joan Mir i Luca Marini

To nieoczywiste kandydatury, biorąc pod uwagę, że obaj kierowcy Hondy mogli być w miarę zadowoleni z wyników w poprzednim sezonie. Mir, choć wciąż miał problemy z wywrotkami, był w stanie kilkakrotnie stawać w czołówce, zarówno w kwalifikacjach, jak i wyścigach. Dołożył też dwa podia w Japonii i Malezji.
Marini z kolei udowodnił, że jest typem kierowcy, który rośnie z sezonu na sezon. Podobnie jak to miało miejsce podczas jego współpracy z Ducati zaczął regularnie punktować dopiero w swoim drugim sezonie z Hondą. W trzecim sezonie w zespole VR46 był już stałym bywalcem top 10, a także dołożył do tego kilka podiów. Można zakładać, że sezon 2026 będzie dla niego całkiem udany. Co więcej, Marini znany jest ze swojej dobrej wiedzy technicznej, i jest uważany za jednego z praktycznych architektów awansu Hondy w rankingu koncesyjnym. Jego ósme miejsce w Walencji ostatecznie potwierdziło ów awans.
Mamy więc dwóch dobrych kierowców – jednego nieregularnego, ale szybkiego (wszak mówimy o mistrzu świata), drugiego, nieco wolniejszego, ale regularniejszego. Historia nakazuje sądzić, że w tym sezonie może być jeszcze lepszy.
Dlaczego więc znaleźli się na tej liście? Otóż dlatego, że czasem lepsze jest wrogiem dobrego. Zasadnicze pytanie brzmi: czy obaj są na tyle dobrzy, żeby zaspokoić mistrzowskie ambicje Hondy? Japońska marka marzy o powrocie na szczyt, szczególnie że wyniki w poprzednim sezonie świadczą o znaczącym progresie, a i wstępne przygotowania do sezonu 2027 są nader obiecujące.
Można się zastanowić, czy dla Hondy posiadanie dwóch solidnych kierowców jest wystarczające? Już w zeszłym sezonie, Massimo Rivola mówił otwarcie, że Jorge Martín był poważnie zainteresowany przejściem do Hondy, kiedy jego relacja z Aprilią uległa pogorszeniu. W kuluarach głośno było też o podchodach Japończyków pod Pedro Acostę. Prawdopodobnie uważnie monitorują relacje Fabio Quartararo czy Pecco Bagnai z ich zespołami. Honda ma sportowe i – co równie ważne – finansowe argumenty, pozwalające ich skaperować.
Kolejnym problemem dla aktualnego duetu Hondy, jest to, że dwóch z trzech kierowców z kontraktami na przyszły sezon to zawodnicy LCR, czyli satelickiego zespołu japońskiej marki, co zamyka jakąkolwiek furtkę pozostania w ich obiegu poza ekipą fabryczną. Dlatego zarówno Mir, jak i Marini potrzebują mocnego sezonu. Tylko czy nawet mocne wyniki okażą się wystarczające?
Moja predykcja: przynajmniej jeden z w.w zawodników odejdzie z Hondy. Ewentualnie skończy się na degradacji do LCR przy jednoczesnym zerwaniu kontraktu z Zarco.
Jak widzicie, powyższych pięciu kierowców ma przed sobą sporo pracy w nadchodzącym sezonie. Oczywiście, wszyscy pozostali kierowcy – chociażby Pecco Bagnaia – też będą musieli się postarać, ale przynajmniej teoretycznie ich sytuacja zdaje się być bezpieczniejsza. W najbliższych tygodniach poruszę dwie inne kwestie związane z kontraktami na sezon 2027 – zespołów, które najbardziej muszą zapracować na zaufanie kierowców, tak żeby nie odeszli, oraz juniorów z Moto2, którzy mogą ich wkrótce zastąpić.

