
Marc Márquez ponownie okazał się najlepszy. Hiszpan w wielkim stylu zwyciężył w Grand Prix Węgier, nie obyło się jednak bez kilku problemów na torze Balaton Park.
Z Austrii na Węgry
Z Austrii zawodnicy wyjechali z nadziejami na to, że uda się im ugrać coś więcej na Węgrzech, na zupełnie nowym torze Balaton Park. Nadzieje na udany weekend miał Aleix Espargaró, ale Hiszpan niestety wymeldował się z wyścigu jeszcze przed startem weekendu. Aleix przyjechał na Węgry poturbowany po wypadku na rowerze. To oznaczało, że Honda ponownie będzie jeździć w trójkę. W lepszym stanie przyjechał nad jezioro Balaton młodszy brat Aleixa. Pol Espargaró w ten weekend miał zastąpić Mavericka Viñalesa. W dodatku Hiszpan ma już doświadczenie na torze Balaton z testów, w których brał udział wraz z zawodnikami innych ekip.
Treningi przed Grand Prix Węgier
Zawodnicy w pierwszym wolnym treningu zapoznawali się z nitką toru Balaton Park. Można było zauważyć, komu najbardziej przypada ona do gustu. Najszybszy w FP1 był Marc Márquez, a zaraz za nim znajdowały się dwa KTM-y. Pierwszy z nich należał do Pola Espargaró, a drugi do Pedro Acosty. Bardzo dobre tempo zaprezentował też Luca Marini, plasując się na czwartym miejscu. Sporą uwagę skupiły jednak motocykle Aprilii, które poszły z dymem. Najpierw poddał się motocykl Martína, następnie ducha wyzionęła maszyna Raula Fernandeza.

W treningu przesądzającym o tym, kto pojawi się bezpośrednio w Q2, najszybszy był Pedro Acosta. Zaraz za nim znaleźli się bracia Márquezowie. Czwarty był Fermín Aldeguer, natomiast piąty Enea Bastianini. To jednak nie był koniec niespodzianek. Najszybszą dziesiątkę uzupełnili Morbidelli, Mir, Espargaró, Marini i Quartararo. Ewidentnie nie radził sobie Pecco Bagnaia, który ukończył trening na odległej 14. pozycji. Bezzecchi i Martín otarli się o pierwszą dziesiątkę – można rzec, że poranne problemy chyba pokrzyżowały im plany.
W sobotni poranek Marc Márquez i Pedro Acosta potwierdzili wysoką formę. Na trzecim miejscu uplasował się Fabio Di Giannantonio, który tym samym dał sygnał, że pomimo nieudanego piątku będzie walczyć w Q1 o awans do Q2 i o możliwie najlepsze miejsce na starcie. Bagnaia natomiast miał nadal spore problemy i zakończył trening na 18. pozycji.

Kwalifikacje bez większych niespodzianek
Marco Bezzecchi i Fabio Di Giannantonio byli najszybsi w pierwszej części kwalifikacji i awansowali do Q2. W drugim segmencie czasówki spodziewano się więc tego, że Bezzecchi może powtórzyć wyczyn sprzed tygodnia, ale miał też mocnych rywali w postaci Marca Márqueza czy Pedro Acosty. Ośmiokrotny mistrz świata zaczął bardzo dobrze, bo od najszybszego czasu.
Natomiast Pedro Acosta szybko skomplikował sobie życie, zaliczając upadek w jednym z szybkich zakrętów. Motocykl poszybował w górę i uderzył w stanowisko operatora kamery. Z operatorem wszystko było w porządku, ale kamera lekko oberwała. Na szczęście ucierpiał tylko sprzęt, a nie człowiek.
Po pole position sięgnął Marc Márquez, a pierwszy rząd uzupełnili ci, którzy awansowali z Q1, czyli Bezzecchi i Di Giannantonio. Zaraz za nimi pojawili się Bastianini, Morbidelli i Quartararo. Ostatecznie Acosta niewiele wykrzesał z tych kwalifikacji, kończąc je na rozczarowującym siódmym miejscu. Pierwszą dziesiątkę uzupełnili Aldeguer, Marini i Mir.

Sprint z mocnym początkiem i słabym zakończeniem
Początek sprintu był pełen fajerwerków. Fabio Quartararo miał sprytny plan – postanowił, że do pierwszego zakrętu pojedzie po wewnętrznej i opóźni hamowanie. Plan był dobry, ale wykonanie gorsze. Nagle szczyt zakrętu szybko urósł – reszta wjeżdżała tam z mniejszą prędkością i zawodnik Yamahy wyprostowanym motocyklem prawie storpedował Fabio Di Giannantonio i Marco Bezzecchiego.
Ostatecznie Włochom udało się uniknąć zderzenia, ale będący po zewnętrznej Enea Bastianini już nie miał tyle szczęścia i Quartararo wjechał prosto w niego. Francuz wywrócił się, a Bastianini spadł na koniec stawki. Po tym początkowym chaosie Marc Márquez uciekł rywalom, a na drugie miejsce wysunął się Franco Morbidelli.
Później jednak Fabio Di Giannantonio wyprzedził swojego rodaka. Nie zmienia to faktu, że start wyjaśnił, kto wygra. Marc Márquez kontrolował tempo do końca sprintu i zwyciężył. Podium uzupełnili Di Giannantonio i Morbidelli. Czwarty dojechał Luca Marini, dla którego był to najlepszy rezultat na Hondzie.
Ciekawy wyścig, choć zwycięzca wciąż ten sam
Marc Márquez nie wystartował najlepiej do tego wyścigu, dobrze ruszył natomiast Marco Bezzecchi. Hiszpan i Włoch zderzyli się na wyjściu z drugiego zakrętu. Tym samym Hiszpan spadł jeszcze za Morbidellego i Mariniego, ale szybko odrobił te pozycje. Trzeba było jednak gonić Bezzecchiego, który kolejny weekend z rzędu był bardzo szybki.
Mocno zadrżały wszystkim serca, kiedy pod koniec pierwszego okrążenia Enea Bastianini wywrócił się w szykanie i wrócił na tor pod całą kawalkadę motocykli. Na szczęście Marini pojechał szeroko, a Pedro Acosta wcisnął hamulec, dzięki czemu większość stawki zwolniła. Na kolejnych okrążeniach na deskach znaleźli się Joan Mir i Raul Fernandez.
Marco Bezzecchi dzielnie trzymał się na prowadzeniu do 11. okrążenia, jednak Marc podczas poprzednich dwóch kółek przygotował sobie taki atak, że na początku tego okrążenia wysunął się na prowadzenie, którego już nie oddał aż do mety. Tempo Bezzecchiego wyraźnie spadło, ponieważ chwilę później wyprzedził go także Pedro Acosta.

Po tych manewrach w czołówce już nic się nie zmieniło i Marc Márquez zwyciężył po raz siódmy z rzędu. Jeśli doliczymy sprinty, jest to jego czternaste zwycięstwo w tym sezonie. Acosta dojechał drugi, a Bezzecchi trzeci, jednak na największe pochwały zasługuje…
Wielki Jorge Martín
Jorge Martín zaliczył dobry start – na starcie przebił się z odległej 16. pozycji do pierwszej dziesiątki. Następnie kontynuował wspinaczkę w górę tabeli. Oczywiście skorzystał również z błędów zawodników przed nim. Fabio Di Giannantonio miał problemy jeszcze przed startem, natomiast później w trakcie wyścigu wywrotki zaliczyli zawodnicy Gresini Racing.
Martín przebijał się przez takich zawodników, jak Binder, Marini, Espargaró czy Morbidelli. Pod koniec wyścigu zbliżył się nawet do Marco Bezzecchiego. Wydawało się, że obrońca tytułu wyprzedzi Włocha i sięgnie po swoje pierwsze podium na Aprilii, a także pierwsze po kontuzji. Niestety tak się nie stało. Mimo to na pochwałę zasługuje tak znakomita jazda. Nie codziennie widzi się finisz zaraz za podium po starcie z odległego 16. pola.

Następny przystanek – Barcelona
Po Grand Prix Węgier Marc Márquez ma na swoim koncie 455 punktów, natomiast jego brat, znajdujący się na drugim miejscu, zaledwie 280. Trzecią lokatę utrzymuje Pecco Bagnaia z 228 punktami na koncie. Włoch zarzeka się, że po fatalnym weekendzie na torze Balaton „coś znalazł”, ale zobaczymy, jak to będzie w Hiszpanii.
Tor pod Barceloną nie jest ulubionym torem Marca Márqueza. Nie zmienia to jednak faktu, że Hiszpan w tym sezonie zamienia tory, których nie lubił, w swoje kolejne twierdze. Bezzecchi trzyma mocną formę i traci do swojego rodaka jedynie 31 punktów. Jorge Martín natomiast wróci na tor, na którym zdobył tytuł mistrzowski w poprzednim sezonie.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło zdjęcia poglądowego: Ducati.com