Grand Prix Brazylii MotoGP 2026

Kolejny nowy tor i kolejne upokorzenie dla MotoGP. Pierwsze od 22-óch lat motocyklowe Grand Prix Brazylii nie będziemy wspominać za piękne pojedynki Marca Marqueza z Fabio Di Giannantonio, gwiazdorski sprint Fabio Quartararo czy też świetny dublet Aprilii. Z pewnością będziemy jednak pamiętać dziurawy i rozpadający się asfalt, który przerwał sobotnią akcję na torze, a w niedzielę ranił zawodników. Tak, naprawdę. A to tylko kolejny przykład niezmiennie tragicznego zarządzania Dorna Sports i FIM w przypadku nowych torów MotoGP, którego nie można dłużej ignorować.

Co się wydarzyło w Grand Prix Brazylii?

Intensywne opady deszczu jeszcze przed weekendem wyścigowym zapoczątkowały jeden wielki efekt domina. Nie powinno to dziwić, marzec jest jednym z najbardziej ulewnych miesięcy w Brazylii. Akurat tutaj nie należy doszukiwać się winy MotoGP i słabego planowania, gdyż Goiania od lat gości lokalne serie wyścigowe w trakcie pory deszczowej – do tej pory, bez większych problemów.

Ogromne ilości wody okazały się jednak zbyt dużym wyzwaniem dla nowego systemu drenażowego. Autodromo Internacional Ayrton Senna został zalany, choć pomiędzy dziennikarzami na portalu X trwa spór odnośnie tego, czy zdjęcia z początku zeszłego tygodnia zostały „podrasowane” sztuczną inteligencją.

Nie zmienia to jednak faktu, że woda wsiąknęła w grunt oraz zupełnie nowy asfalt Goianii. Piątkowe treningi, których start został z tego powodu opóźniony o około godzinę, były zatem bardzo wymagające dla zawodników. Zmagali się oni nie tylko z błotem przy krawędziach toru, ale miejscami też wodą wyciekającą wprost z nawierzchni. Było to szczególnym zagrożeniem w wyboistym zakręcie numer 4, gdzie zobaczyliśmy w poprzedni weekend mnóstwo wypadków.

Prawdziwe problemy zaczęły się jednak w sobotę. Deszcz wreszcie ustał, lecz nagromadzona wilgoć spowodowała…. zapadnięcie toru. Po kwalifikacjach MotoGP zauważano dziurę na prostej startowej, tuż za ostatnim zakrętem. Najbardziej racjonalną decyzją byłoby odwołać resztę sobotnich sesji i bez pośpiechu, traktując bezpieczeństwo jako najwyższy priorytet, załatać dziurę nowym asfaltem. Zamiast tego, wylano szybkoschnący cement (gdyż znajdował się pod ręką, na miejscu) i jeszcze tego samego dnia, z półtorej godzinnym opóźnieniem, odbył się sprint MotoGP. Kwalifikacje Moto3 przełożono na późne sobotnie popołudnie, a kwalifikacje Moto2 na niedzielny poranek. Całe szczęście dla organizatorów, dziura znajdowała się kompletnie poza linią wyścigową, więc przynajmniej nie trzeba było obawiać się o zawodników najeżdżających na tę część toru.

Akt trzeci kompromitującego Grand Prix Brazylii miał miejsce w niedzielę. Na zaledwie 5 minut przed startem wyścigu ogłoszono skrócenie jego dystansu z 31 do 23 okrążeń. Dlaczego? Dopiero po kilku kolejnych minutach czekania MotoGP raczyło wypuścić komunikat, z którego dowiedzieliśmy się, że powodem tej decyzji była „degradacja toru”. Według tej logiki, obiekt niewystarczająco bezpieczny, aby ugościć pełne Grand Prix, był już bezpieczny na 3/4 dystansu. Wybór tej liczby wcale nie był przypadkowy, gdyż wymogiem przyznania pełnych punktów za wyścig jest przejechanie przez zawodników minimum 75% planowanej ilości okrążeń.

Zespoły oraz ich motocykliści zostali poinformowani o tej decyzji minimalnie wcześniej niż my. Co gorsza, oficjele MotoGP przekazywali tę informację po kolei, zaczynając od zawodników z przodu stawki. Liderzy mieli zatem czas, aby zmienić opony na bardziej miękkie, lepiej przystosowane do krótszego wyścigu, w przeciwieństwie do rywali z końca „gridu„. Szczególnie wściekły z tego powodu był startujący z ostatniej pozycji Enea Bastianini.

Kolejne problemy objawiły się oczywiście w samym wyścigu. Przez rozpadający się pod motocyklami asfalt, Marc Marquez popełnił błąd, który kosztował go podium. Fragmenty nawierzchni uderzyły natomiast Alexa Rinsa w palec, a Alexa Marqueza w ramię, pozostawiając bolesne ślady. Po wyścigu Toprak Razgatlioglu znalazł nawet kawałek asfaltu w swoim bucie. Zdjęcia toru, które opublikował tego wieczoru Simon Patterson (dziennikarz The Race), zrobiły natomiast furorę w Internecie.

Przynajmniej FIM czuło się po tej całej farsie zobowiązane, aby wypuścić oświadczenie dotyczące Grand Prix Brazylii. Nie zawiera ono jednak żadnych nowych informacji. Co ciekawe, PR-owcy federacji zdecydowali się pokrótce opisać proces homologacji torów – kwestię, która w zeszły weekend była bardzo mocno kwestionowana.

Grand Prix Brazylii MotoGP 2026 oświadczenie FIM
Oświadczenie FIM w sprawie Grand Prix Brazylii 2026. Źródło: FIM.

Przynajmniej ten wyścig się odbył

Biorąc pod uwagę, że tor im. Ayrtona Senny wcale nie jest znanym, prestiżowym obiektem motorsportowym, powinniśmy się cieszyć, że Grand Prix Brazylii w ogóle doszło do skutku. Goiania musiała przejść poważną renowację, aby spełnić współczesne standardy bezpieczeństwa FIM. Wielu fanów i dziennikarzy miało słuszne wątpliwości, czy te prace zostaną ukończone na czas i, czy MotoGP rzeczywiście powróci w tym roku do Brazylii. Prawdopodobnie taki scenariusz spełniłby się, gdyby tor trzeba było wybudować kompletnie od zera. MotoGP ma długą i usianą porażkami historię z tego typu sytuacjami.

Wystarczy cofnąć się o zaledwie 6 lat. W 2020 roku ogłoszony został powrót MotoGP do Brazylii. Wcale nie chodzi tu jednak o wyścig, który oglądaliśmy w zeszły weekend. Dorna zawarła porozumienie z firmą Rio Motorsport, aby zbudować kompletnie nowy tor w drugim najbardziej zaludnionym mieście Brazylii. Następnie podpisany został 5-letni kontrakt, zgodnie z którym Grand Prix Brazylii miało zagościć w kalendarzu od 2022 roku. Obiekt ten nigdy jednak nie powstał, a słuch o nim kompletnie zaginął. Musieliśmy czekać do grudnia 2024, aby usłyszeć kolejny oficjalny komunikat o motocyklowym Grand Prix Brazylii. Wtedy właśnie poznaliśmy plan skupiony wokół Autodromo Internacional Ayrton Senna. Tego jak udana była druga próba powrotu, właśnie się przekonaliśmy.

Historia lubi się jednak powtarzać. W tym przypadku, o kilka razy za dużo. Pamiętacie Grand Prix Węgier 2009 i 2010? Odpowiedź brzmi nie, gdyż te wyścigi nigdy się nie odbyły. Budowa toru Balatonring była tak wielką porażką, że obiekt w ogóle nie powstał, a jego teren jest dziś zarośniętą ruiną. W ten oto sposób stałe miejsce w kalendarzu zdobyła Aragonia.

Grand Prix Brazylii MotoGP 2026 Balatonring Grand Prix Węgier MotoGP 2009
Zdjęcie opuszczonego toru Balatonring z 2018 roku. Źródło: Wikipedia.

15 lat później MotoGP faktycznie udało się wrócić do Węgier. Otwarty w 2023 roku tor Balaton Park (nie mylić z wspomnianym przed chwilą Balatonringiem) wzbudził jednak wątpliwości dziennikarzy oraz zawodników ze względów bezpieczeństwa. Obiekt ten uzyskał licencję FIM Grade 1, mimo bardzo ciasnej nitki oraz niewielkich poboczy.

Poskutkowało to dwoma niebezpiecznymi incydentami. W kwalifikacjach rozbity motocykl Pedro Acosty nie zdążył wyhamować i uderzył w stanowisko operatora kamery. Dzień później na starcie wyścigu Enea Bastianini przewrócił się w ciasnej szykanie 12-13. Zgodnie z obawami, zawodnik oraz jego maszyna wróciły na tor, tuż przed ogromną grupą zawodników, co mogło skończyć się tragicznie. W połączeniu ze słabą jakością ścigania, której każdy się spodziewał po pierwszym spojrzeniu na mapę toru, mało kto był zadowolony z powrotu Grand Prix Węgier.

A to dopiero początek tej listy. Warto też przypomnieć kuriozalne Grand Prix Indii 2023. Problemy zaczęły się na długo przed startem weekendu wyścigowego. Personel MotoGP, w tym nawet zawodnicy, mieli trudności z otrzymaniem wiz. Niektórzy dostali zgodę na wjazd do kraju dopiero kilka dni przed wyścigiem. Kiedy dotarli na Buddh International Circuit zastały ich… węże w padoku oraz upały, które nagrzewały motocykle tak bardzo, że część zawodników miała od nich poparzenia. Przez następne 2 lata Grand Prix Indii było jedynie „rundą rezerwową” w kalendarzu MotoGP z uwagi na brak porozumienia wśród krajowych polityków w sprawie finansowania wyścigu.

Prędzej czy później, z większymi lub mniejszymi problemami, wydarzenia te dochodziły jednak do skutku. Nie można tego powiedzieć o GP Walii 2016, GP Finlandii 2020, GP Rosji 2021 oraz GP Kazachstanu 2024. Trójka z tych wyścigów miała odbyć się na zupełnie nowych torach. Pomysł Circuit of Wales kompletnie upadł, a KymiRing oraz Sokol International Circuit nie spełniły warunków homologacji.

W przypadku Finlandii dodatkową przeszkodą była pandemia oraz obawy o bezpieczeństwo w związku z inwazją Rosji na Ukrainę. Według oficjalnej wersji, Grand Prix Kazachstanu zostało natomiast odwołane przez lokalne powodzie. Kryzysy te należy traktować jako wymówki dla organizatorów, gdyż nawet bez nich nie mielibyśmy tych wyścigów. Wyjątkiem jest sytuacja Rosji, która miała już gotowy obiekt Igora Drive. Skandal dopingowy oraz agresja na Ukrainę zrujnowały jednak reputację kraju, odstraszając między innymi motocyklowe mistrzostwa świata.

To już jest stała formuła

Ogłoś wyścig w egzotycznym kraju, często bez większej historii z motorsportem. Zorganizuj go na obiekcie, który jeszcze nie istnieje lub potrzebuje znaczących modyfikacji. Szok i niedowierzanie, cały projekt upadł lub tor jest fatalnie przygotowany na ostatnią chwilę. MotoGP popełnia ten błąd tak naprawdę co rok.

Sytuacja Grand Prix Brazylii jest najbardziej zbliżona do Grand Prix Indonezji. Oryginalnie Sentul International Circuit miał powrócić do kalendarza już w 2017 roku, lecz plan ten nie doszedł do skutku. 5 lat później MotoGP zadebiutowało na torze Mandalika, lecz pierwsze od 25 lat Grand Prix Indonezji musiało zostać skrócone z powodu uszkodzonej od upałów nawierzchni.

Grand Prix Brazylii MotoGP 2026 Grand Prix Indonezji MotoGP 2025
Start sprintu MotoGP w Indonezji 2025. Źródło: x.com/KTM_Racing.

Jednak od tego czasu runda na wyspie Lombok to jedna z najważniejszych komercyjnie w kalendarzu. Mandalika Street Circuit (tor, który jest uliczny wyłącznie z nazwy) dostarcza ciekawe wyścigi oraz powszechnie lubią go zarówno fani jak i zawodnicy. Jedyny problem to słaba dostępność dla Indonezyjczyków. Mieszkańcom stolicy – Dżakarty – łatwiej, wygodniej i taniej jest polecieć do Kuala Lumpur w Malezji niż na małą, odległą wyspę w ich własnym kraju. Ponadto, ceny biletów na wyścig w Mandalice są dla przeciętnego Indonezyjczyka kompletnie poza finansowym zasięgiem.

Grand Prix Brazylii łączy jednak najlepsze cechy Grand Prix Indonezji. W zeszły weekend na trybunach pojawiło się 148 tysięcy kibiców. Atmosfera w padoku była świetna, a samo ściganie dość dobre. Goiania jest znacznie lepszym centrum dla MotoGP w Ameryce Południowej niż argentyńskie Termas. Wyścig ten powinien zostać w kalendarzu na lata. Zmiany muszą nastąpić wewnątrz FIM, Dorna Sports i MotoGP.

Za moment popełniony zostanie ten sam błąd…

MotoGP dopiero co ogłosiło kontrowersyjną przyszłość Grand Prix Australii. Ukochane Phillip Island zostanie porzucone w 2027 roku na rzecz Adelaide Street Circuit. W tym przypadku nie będzie to wydmuszka jak Mandalika, tylko prawdziwy tor uliczny, na którym w latach 80-tych i 90-tych ścigała się Formuła 1. Oczywiście przejdzie on poważne modyfikacje, lecz jak udowodniła historia, wcale nie można na tym polegać. Pomysł wyścigu ulicznego w MotoGP jest skrajnie nierozsądny, a wręcz niemożliwy do bezpiecznego zrealizowania.

Grand Prix Brazylii MotoGP 2026 Grand Prix Australii MotoGP 2027 Adelajda
Prezentacja proponowanej nitki toru Adelaide Street Circuit 2027. Źródło: MotoGP.

Zaufanie kibiców, dziennikarzy i zawodników w tej sprawie z pewnością byłoby większe, gdyby homologacją toru wreszcie zajął się ktoś inny. Przez ostatnie lata Loris Capirossi (doradca ds. bezpieczeństwa) i Tome Alfonso (oficer ds. bezpieczeństwa) udowodnili swoją niekompetencję. To oni są głównymi osobami odpowiedzialnymi za inspekcje torów MotoGP – zadanie, które jak widać, nie wykonują poprawnie. Wraz z resztą pracowników FIM rozdają homologację Grade 1 niczym watę cukrową, często naginając przy tym regulamin do granic możliwości, byle MotoGP nie traciło pieniędzy na odwoływaniu wyścigów. Warto dodać, że Alfonso to siostrzeniec Carmelo Ezpelety, czyli szefa całego Dorna Sports. Sama kwestia nepotyzmu jest tutaj rażąca.

Nie bez powodu prawie wszystkie tory MotoGP, które zaliczyły bezproblemowe debiuty w przeciągu ostatnich dwóch dekad, to istniejące od lat obiekty o wysokiej renomie lub powracające lokacje. Mowa tu przykładowo o Silverstone, Red Bull Ringu czy Brnie. Chang International Circuit w Tajlandii stanowi jeden z bardzo nielicznych wyjątków. W przypadku Szanghaju, Stambułu czy COTA, tory te zostały „przetestowane” wcześniej przez Formułę 1, która swoje inspekcje wykonuje znacznie lepiej (choć nadal istnieją wpadki jak np. Grand Prix Las Vegas). Jeżeli Liberty Media ma coś przenieś z F1 do MotoGP, to miejmy nadzieję, że właśnie to.

Źródło grafiki poglądowej: x.com/KTM_Racing

Autor

  • Igor Dlugosz

    Moi znajomi nie bez powodu nazywają mnie motorsportową encyklopedią. Szczególnie interesuję się długim dystansem, ale też MotoGP, IndyCar, F1 i NASCAR. Dołączyłem do Kontry po siedmiu latach prowadzenia portalu Świat Motorsportu w mediach społecznościowych. Absolwent politologii na Uniwersytecie Warszawskim.

PREVIOUS POST
You May Also Like