
Australijski rollercoaster już za nami, więc czas na spokojnie podsumować wyścig. GP Australii F1 obfitowało w gigantyczne emocje. Co działo się niedzielnego poranka na Albert Park?
GP Australii F1 – chaos już od samego początku
Gdy wszyscy obawiali się przesunięcia pory startu GP Australii F1, kierowcy ruszyli na okrążenie formujące. Jako pierwszy z zabawy postanowił wypisać się Isack Hadjar, bowiem Francuz już na drugim zakręcie okrążenia formującego najechał na niezwykle śliską białą linię i znalazł się w barierach. Procedura startowa wstrzymana, wyścig rozpoczął się dziesięć minut później.
Kierowcy ponownie ustawili się na starcie i tym razem udało się ruszyć. Kibice nie na długo nacieszyli się jednak obecnością kierowców na torze, ponieważ już po kilkudziesięciu sekundach Jack Doohan roztrzaskał swój bolid w szybkiej sekcji zakrętów 5-6. Na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, w którego trakcie Carlos Sainz rozbił się o bandy w ostatnim zakręcie.
Po wznowieniu rywalizacji, na torze zostało już tylko siedemnastu kierowców. Kolejne okrążenia wyścigu przebiegały w walce o każdy minimetr przyczepności. Na torze błyszczał Andrea Kimi Antonelii, który za ciosem gonił kierowców z pierwszej dziesiątki. Jednak i Włoch nie uniknął przygody na torze w Melbourne – obrócił się w zakręcie nr 4, co spowodowało zaprzepaszczenie całej wypracowanej przewagi przez ostatnie kilka kółek. Gdy tor przesychał, a wszyscy zastanawiali się, który zespół jako pierwszy zaryzykuje zmiany na slicki, emocji dostarczył nam Max Verstappen, który nie mając już praktycznie opon, przyblokował koła w zakręcie nr 11, co skrupulatnie wykorzystał Oscar Piastri.

Uśpiona czujność kibiców – kapitalna końcówka GP Australii F1
Momentami wyścig w Australii przypominał dobranockę, która ma nas wszystkich ułożyć do snu, jednak wtedy Fernando Alonso przypakował w ścianę, a na tor ponownie wyjechał samochód bezpieczeństwa. Prawie cała stawka zdążyła przesiąść się na slicki. Jednak wszyscy zamarli, gdy to inżynier Lando Norrisa doniósł o możliwym deszczu klasy trzeciej za 10 minut.
Zaraz po wznowieniu rywalizacji, bo na 45. kółku, spadła potężna ulewa. Jej skutkiem był incydent, prowadzących w wyścigu, kierowców Mclarena. Lando Norris, a tuż za nim Oscar Piastri, wypadli w zakręcie nr 12 z toru. Brytyjczyk natychmiast zjechał do boksu, by zmienić opony, a Oscar Piastri po chwili wygrzebał się z trawy i wrócił do rywalizacji. Prowadzenie objął czterokrotny mistrz świata.
Wydawało się, że Max Verstappen w cuglach dowiezie zwycięstwo do mety, ale wtedy Red Bull podjął decyzję o pozostaniu na torze… Norris, wykorzystując przejściowe opony, momentalnie zaczął wyprzedzać wszystkich, którzy nie zdecydowali się na zmianę opon. Gdy drużyna z Austrii zorientowała się, jakie są warunki, postanowiła ściągnąć swojego kierowcę, jednak było już za późno – Lando Norris wyprzedził kierowców Ferrari i został liderem wyścigu.
Nagle na 47. okrążeniu Liam Lawson i Gabriel Bortoleto wylądowali w bandach, kolejno w zakręcie nr 2 i nr 13. Na torze pojawił się po raz kolejny samochód bezpieczeństwa, w którego trakcie stracili wszyscy kierowcy, którzy jeszcze nie zmienili opon, szczególnie duet ze stajni z Maranello. Na 51. okrążeniu zakończył się samochód bezpieczeństwa, a kierowcy pod przewodnictwem Lando Norrisa rozpoczęli sprint do mety! W trakcie sześciu okrążeń byliśmy świadkami wielu fantastycznych pojedynków. Błysnął szczególnie Oscar Piastri odrabiający straty po swojej przygodzie oraz Andrea Antonelii, który zakończył wyścig na 4. pozycji!
Gdy wydawało się, że Norris wygra, nagle Brytyjczyk popełnił błąd w zakręcie nr 6 co pozwoliło Verstappenowi zbliżyć się na tyle, by móc za kierowcą Mclarena aktywować system DRS. Warunki na torze pozostawały ciężkie, przez co Holender nie był w stanie wyprowadzić skutecznej próby ataku, a na metę wjechał 0,8 s za Norrisem.

Podium uzupełnił unikający przygód George Russell, cztery sekundy za nim metę przeciął Alex Albon, który ostatecznie został sklasyfikowany na P5. Dalej mieliśmy już kierowców, którzy bardzo skorzystali na wcześniejszej zmianie opon – Stroll, Hülkenberg, Leclerc, Piastri a punktowaną dziesiątkę zamknął Hamilton. Tak, Kick Sauber zdobył w GP Australii F1 więcej punktów niż Ferrari – absolutne szaleństwo!