W przeddzień Grand Prix Azerbejdżanu warto przypomnieć sobie niezwykły wyścig, który odbył się pięć lat temu. Wówczas z Baku bez ani jednego punktu wyjechali zarówno Lewis Hamilton, jak i Max Verstappen – dwaj pretendenci do mistrzowskiego tytułu. Triumfatorem został Sergio Pérez, który odniósł wówczas swoje pierwsze zwycięstwo w barwach Red Bulla. Na pozostałych stopniach podium stanęli Sebastian Vettel, z pierwszym podium dla Astona Martina, oraz Pierre Gasly reprezentujący AlphaTauri.
Pierwsza niespodzianka Grand Prix Azerbejdżanu
Choć wspominając sezon 2021, w pierwszej kolejności myślimy o niezwykle zaciętej rywalizacji Lewisa Hamiltona z Maxem Verstappenem, to tego sobotniego popołudnia w Baku na ustach całego motorsportowego świata znalazł się Charles Leclerc. Kierowca Ferrari sensacyjnie sięgnął po pole position podczas kwalifikacji do Grand Prix Azerbejdżanu.

Leclerc nie był najlepszy w żadnym treningu ani w Q1 czy Q2. Jednak sensacyjnie zdobył pole position, pokonując Lewisa Hamiltona o 232 tysięczne sekundy. Trzecim polem startowym musiał zadowolić się Max Verstappen ze stratą 113 tysięcznych do rywala z Mercedesa.
Czwarte pole przypadło późniejszemu zdobywcy podium, Pierre’owi Gasly’emu. Triumfator Grand Prix Azerbejdżanu, Sergio Pérez, ruszał natomiast z szóstej pozycji, podczas gdy Sebastian Vettel musiał rozpoczynać rywalizację dopiero z 11. miejsca.
Opony na Grand Prix Azerbejdżanu
Już na siódmym okrążeniu dwójka kierowców walczących przez cały sezon o mistrzowską koronę uporała się z Charlesem Leclerkiem i rozpoczęła marsz po zwycięstwo w Baku. Na 13. okrążeniu, dzięki efektownemu podcięciu za sprawą strategii pit stopowej Lewisa Hamiltona oraz bardzo szybkiej pracy mechaników – zaledwie 1,9 sekundy – Max Verstappen wyjechał przed swojego największego rywala.
Okrążenie później na zmianę opon zjechał również Sergio Pérez. Meksykanin wykorzystał słabsze tempo Hamiltona i powrócił na tor przed nim. Od 14. okrążenia Red Bull znajdował się więc w wymarzonym dla zespołu położeniu – oba jego samochody jechały na czele stawki.
Na 31. okrążeniu doszło do poważnego wypadku – Lance Stroll na prostej startowej stracił panowanie nad bolidem i z dużą prędkością uderzył w bariery. Przyczyną była pęknięta opona, która nie wytrzymała obciążenia. Co ciekawe, istotnym elementem całej sytuacji były również zalecenia dotyczące ciśnienia opon, które przed wyścigiem zostały zmienione przez Pirelli.
Pięć okrążeń później nastąpił restart wyścigu, na czele którego znajdowali się Max Verstappen i Sergio Pérez. To właśnie wtedy doszło do jednego z najbardziej ikonicznych momentów tamtego sezonu. Dwa Red Bulle, jadąc na przedzie stawki, rozgrzewały swoje opony, niemalże „tańcząc” przed resztą kierowców. Przez chwilę wszystko wskazywało na to, że Red Bull ma wyścig pod pełną kontrolą i śmieje się rywalom prosto w twarz.

Na 46. okrążeniu, z tego samego powodu co Lance Stroll i niemal w tym samym miejscu swój bolid rozbił Max Verstappen. Holender był wówczas liderem wyścigu i miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Nic dziwnego, że po wypadku nie krył frustracji – swoją złość wyładował między innymi poprzez kopnięcie pękniętej opony.
Chwilę później na torze pojawiła się czerwona flaga. Po neutralizacji pierwsza trójka przedstawiała się następująco: Sergio Pérez, Lewis Hamilton i Sebastian Vettel.
Pamiętny restart
Dyrekcja wyścigu zdecydowała się na restart z pól startowych na zaledwie dwa okrążenia przed metą. Sergio Pérez miał więc jedno niezwykle ważne zadanie – nie pozwolić Lewisowi Hamiltonowi sięgnąć po zwycięstwo.
Meksykanin nie zaliczył jednak dobrego startu. Hamilton ruszył znacznie lepiej i już na pierwszych metrach zaczął przeważać nad kierowcą Red Bulla. Wydawało się, że Brytyjczyk jest na najlepszej drodze do odniesienia zwycięstwa.

Wtedy jednak doszło do katastrofalnego w skutkach błędu ze strony Hamiltona. Z hamulców jego Mercedesa, jeszcze na polu startowym, zaczął wydobywać się dym, a Brytyjczyk chwilę później przestrzelił pierwszy zakręt i pojechał prosto, spadając na ostatnią pozycję.
Jak się później okazało, podczas procedury startowej Hamilton przypadkowo aktywował przycisk „brake magic”, służący do rozgrzewania hamulców i przednich opon. W ułamku sekundy balans hamulców, który w normalnych warunkach wynosił nieco ponad 50 procent na przedniej osi, został przesunięty na ponad 80 procent. Przy takiej konfiguracji Hamilton nie miał praktycznie żadnych szans na skuteczne wyhamowanie i złożenie samochodu w pierwszy zakręt.
Mimo że Hamilton od wielu lat startuje z lewą ręką ułożoną na kierownicy, tym razem przydarzył mu się błąd, który w tamtym momencie wydawał się szczególnie bolesny. Wszystko wydarzyło się bowiem w chwili, gdy zwycięstwo było dosłownie na wyciągnięcie ręki. 25 punktów za triumf mogło mieć ogromne znaczenie w kontekście walki o mistrzowski tytuł, która kilka miesięcy później miała rozstrzygnąć się w Abu Zabi.
Podium
Ostatecznie Sergio Pérez dowiózł prowadzenie do mety i sięgnął po zwycięstwo w swoim szóstym wyścigu dla Red Bulla. Co ciekawe, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu w kontekście Meksykanina mówiło się, że pierwsze pięć rund będzie dla niego czasem na aklimatyzację w nowym zespole, a od szóstej zacznie się oczekiwanie na konkretny poziom osiągów. Pérez odpowiedział na te oczekiwania w najlepszy możliwy sposób.

Drugie miejsce zajął Sebastian Vettel, który rok wcześniej zamienił Ferrari na Astona Martina. Niemiec nie krył ogromnej radości z wywalczenia podium – pierwszego, a jak miało się później okazać, również ostatniego w historii jego startów dla Astona Martina w Formule 1.
Podium uzupełnił Pierre Gasly, który przez dwa ostatnie okrążenia stoczył zaciętą walkę z Charlesem Leclerkiem. Obaj kierowcy wymieniali się pozycjami, a ostatecznie to Francuz okazał się skuteczniejszy. Gasly wykorzystał jedną z okazji do wyprzedzenia i dowiózł trzecie miejsce do mety. Tym samym na podium znalazło się aż trzech kierowców związanych z Red Bullem.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło obrazka poglądowego: www.formula1.com

