Dziesięć lat temu McLaren był jednym z najgorszych zespołów w Formule 1. Obecnie dominuje w walce o tytuł mistrzowski w klasyfikacji konstruktorów, a ich kierowca, Lando Norris, świętował zdobycie tytułu mistrza świata w sezonie 2025. Na przestrzeni ostatnich lat zespół przechodził przez kryzysy finansowe i zmiany kadrowe. Krok po kroku pracownicy brytyjskiego koncernu realizowali założone cele, zwiększali swoje możliwości i ostatecznie wrócili na szczyt. Dziś prześledzimy, jak z ekipy końca stawki McLaren powrócił do należnego mu miejsca wśród czołowych zespołów Formuły 1.
Nadciągające problemy
Zespół McLaren został założony przez Bruce’a McLarena w 1966 roku. Już dwa lata później brytyjska ekipa świętowała swoje pierwsze zwycięstwo w Grand Prix i wicemistrzostwo w klasyfikacji konstruktorów. W sezonie 1974 kierowca zespołu, Emerson Fittipaldi, został mistrzem świata, a McLaren zdobył swoje pierwsze mistrzostwo w klasyfikacji konstruktorów.
Przez następne dekady ekipa z Woking rywalizowała ze Scuderią Ferrari, Williamsem i Renault o najważniejsze triumfy. Na początku XXI wieku McLaren nie zdobył żadnego mistrzostwa konstruktorów (afera Spygate pozbawiła ich tego tytułu w 2007 roku), ale regularnie zajmował drugie lub trzecie miejsce w tej klasyfikacji. Ponadto w barwach McLarena kierowcy dalej walczyli o tytuły mistrzowskie i aż do 2012 roku liczyli się w walce o zwycięstwo w wyścigach.

Pierwsze poważne problemy zaczęły się od fatalnej w skutkach decyzji. Dział technologiczny stwierdził, że osiągnął limit rozwoju swojej koncepcji projektowania bolidów. Zupełnie nowe podejście do tematu okazało się strzałem w stopę i McLaren nagle stał się zespołem rywalizującym w środku stawki. To wszystko było również wynikiem błędnego założenia, że trzeba dążyć do uzyskania teoretycznie maksymalnych osiągów. McLaren MP4-28 spisywał się rewelacyjnie w symulatorze, jednak ewidentnie zapomniano, że nawet zaawansowana wirtualna symulacja może nie odpowiadać rzeczywistości.
W sezonie 2014 sytuacja lekko się poprawiła, ale i tak McLaren zajął drugi raz z rzędu piąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Zespołowi nie pomógł nawet dominujący wówczas silnik Mercedesa, którego potencjał nie mógł być wykorzystany w stu procentach. Uniemożliwił to Mercedes, który chciał chronić tajemnice i możliwości swojego silnika, gdyż McLaren miał zamiar zmienić dostawcę jednostki napędowej.

Honda dostarczyła GP2 Engine
Ówczesny szef zespołu, Ron Dennis, był odpowiedzialny za kryzys McLarena, gdyż to on podjął błędną decyzję o zmianie koncepcji bolidów przed sezonem 2013. Chciał zmienić losy zespołu na lepsze, decydując się na zakontraktowanie Hondy jako dostawcy silnika od 2015 roku. Doprowadził też do licznych zmian kadrowych wśród inżynierów, a kierowcami zespołu zostali Jenson Button i Fernando Alonso.
Dwóch mistrzów świata, legendarny szef zespołu, świeża krew w postaci nowych pracowników, zespół z wieloletnią tradycją w Formule i nowy silnik. Wszystkie zmiany sprawiały wrażenie strzału w dziesiątkę, lecz nikt nie był przygotowany na to, co sprezentowała Honda. Japoński koncern skonstruował jednostkę napędową o koszmarnie niskiej jakości. Bolidy McLarena były tak powolne, że traciły na prostych aż 20 km/h względem konkurencyjnych konstrukcji. Była to przepaść w żaden sposób nie do załatania. Pomimo poprawek, które w dalszej części sezonu trochę pomogły, sytuacja kierowców niewiele się poprawiła. Zespół zakończył sezon 2015 na dziewiątym miejscu w klasyfikacji konstruktorów.

Bolid MP4-31 na 2016 rok był pierwszym, który w pełni przygotowała nowa ekipa inżynierów. Forma zespołu się poprawiła, ale silnik dalej był tragiczny, dlatego piąte miejsce Alonso w GP Monako i GP USA było bardzo dużym sukcesem. Ten sezon został zakończony przez ekipę na szóstym miejscu w klasyfikacji konstruktorów, z dość dużą stratą do piątego Williamsa. Kolejny słaby sezon doprowadził do poważnych zmian kadrowych wewnątrz struktur brytyjskiego konstruktora.
Ron Dennis został odwołany ze stanowiska prezesa McLarena po 25 latach pracy w zespole. Tym samym legenda zespołu, która przemianowała garażowy (choć utytułowany) zespół w wielką fabrykę zatrudniającą setki mechaników, została pozbawiona stanowiska. Zdymisjonowany został również jeden z wieloletnich dyrektorów McLarena, Ekrem Sami. Odejścia sprawiały, że na scenę wkroczyły inne postacie, w tym m.in. Zak Brown, który został dyrektorem wykonawczym McLarena. Na tym stanowisku początkowo zajmował się głównie kwestiami marketingowymi, lecz jak przyszłość pokazała, dość szybko awansował w hierarchii.

Zwolnienie Dennisa, choć bolesne, było powiewem świeżego powietrza dla wszystkich pracowników fabryki z Woking. Pozostali dotychczasowi właściciele poszczególnych spółek McLarena zdecydowali się na połączenie w jeden duży koncern. Dzięki temu rozwiązaniu dział zajmujący się sprzedażą samochodów, notujący regularne zyski, mógł wspomóc dział odpowiedzialny za Formułę 1 zastrzykiem finansowym.
Wielkie zmiany nie odmieniły od razu sytuacji McLarena. Testy przed sezonem 2017 w wykonaniu zespołu McLaren-Honda przebiegły pod znakiem ciągłych problemów technicznych z silnikiem. Zespół przejechał najmniej kilometrów w całej stawce i nie wykonał zaplanowanego programu testowego. Kiedy problemy Hondy się mnożyły i wyrastały jak grzyby po deszczu, inni dostawcy silników rozwinęli swoje jednostki napędowe. Nawet przy udanej konstrukcji podwozia słaby silnik nie pozwolił Fernando Alonso i Stoffelowi Vandoorne’owi na uzyskiwanie rezultatów godnych legendarnej historii zespołu. McLaren ponownie zajął dziewiąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów i wyprzedził zaledwie Saubera.
Honda znika, ale problemy zostają
Kryzysowa sytuacja sprawiła, że Zak Brown został prezesem McLarena i od tego momentu odpowiadał także za Formułę 1. W wywiadach swojej wściekłości na Hondę. Już w połowie sezonu 2017 zespół przygotował medialny i prawny grunt pod rozwód z dotychczasowym dostawcą silników. Niedługo później media obiegła informacja, że od 2018 roku Renault będzie dostarczać McLarenowi silnik V6. Brytyjski zespół dokonał krok naprzód pod względem technologicznym, lecz krok wstecz finansowo. Wartość umowy z Hondą, która była ich tytularnym sponsorem, oscylowała na około 100 milionów euro rocznie. Mimo wszystko w następnych latach Zak Brown zniwelował tę stratę finansową.
Konstrukcja z nowym silnikiem była udana, co potwierdza piąte miejsce Fernando Alonso i dziewiątą pozycję Stoffela Vandoorne’a podczas inaugurującego sezon 2018 GP Australii. Dwukrotny mistrz świata mówił wtedy doniośle przez radio, że teraz „mogą walczyć”. Ta wypowiedź była jednak mocno na wyrost, gdyż rywalizacja w Melbourne była jednocześnie najlepszym wyścigiem dla zespołu w tamtym roku. Poprawa McLarena względem ich związku z Hondą była dobrze widoczna, gdyż zajął wówczas szóste miejsce w klasyfikacji konstruktorów.

Wraz z zakończeniem 2018 sezonu opadła medialna fasada, którą kibice byli karmieni przez poprzednie lata, zgodnie z którą słabe wyniki McLarena były spowodowane wyłącznie silnikiem Hondy. Na wierzch wyszły skrywane problemy, które należało zwalczyć. Poza trudnościami czysto konstrukcyjnymi, wrzało wewnątrz zespołu. Pracownicy ekipy pracowali po godzinach, by dowieźć lepsze rezultaty, a zamiast pieniędzy za nadgodziny, otrzymywali jako premię batoniki. Pracownicy też nie chcieli uczęszczać na nieprofesjonalnie przeprowadzane spotkania z kierownictwem, a poszukiwanie problemów technicznych z samochodem badano na podstawie niepełnowymiarowych modeli z drewna (zamiast pełnowymiarowych z włókna węglowego).
Ponadto potęgowały się problemy z całą wewnętrzną strukturą McLarena, która zajmowała się Formułą 1 i rynkiem cywilnym jednocześnie. Z tego powodu tworzono różne funkcje kierownicze w fabryce w Woking, które nie były a tak ściśle skonkretyzowane na królowej sportów motorowych, jak w przypadku innych fabryk z całkowicie odrębnymi działami.
Powrót do walki o coś więcej
W odpowiedzi na liczne problemy Zak Brown wcielił w życie długofalowy, kilkuletni plan, który miał na celu przywrócenia McLarena do walki o mistrzowskie tytuły. Na początku 2019 roku na stanowisko szefa zespołu mianowano Andreasa Seidla. Było to posunięcie, które miało pozwolić Zakowi Brownowi na skupienie się na innych dziedzinach, związanych z funkcjonowaniem koncernu McLarena. Wcześniej ze stanowiska dyrektora wyścigowego odszedł Éric Boullier, a zastąpił go Gil de Ferran. Ponadto nowym dyrektorem technicznym mianowano Jamesa Keya.
Dzięki tym zmianom znacznie poprawiła się sytuacja McLarena w Formule 1, który wraz z nowym sezonem zmagań zmienił swój dotychczasowy skład kierowców. Carlos Sainz wyrósł na zawodnika regularnie dojeżdżającego na wysoko punktowanych pozycjach, z kolei debiutujący w wtedy Lando Norris nabierał cennego doświadczenia. Pod koniec roku podczas GP Brazylii, dzięki karze Lewisa Hamiltona, Carlos Sainz znalazł się na najniższym stopniu podium, a ekipa z Woking mogła świętować swoje pierwsze podium w Grand Prix po ponad pięcioletniej przerwie. Ponadto McLaren zakończył sezon 2019 na czwartym miejscu w klasyfikacji konstruktorów, z dość sporą przewagą nad piątym Renault.

W kolejnym sezonie zmagań Carlos Sainz walczył do samego końca o zwycięstwo w Grand Prix Włoch, a Lando Norris znacząco się poprawił, przez co finalnie niewiele tracił do swojego hiszpańskiego kolegi. Brytyjski zespół zaciekle rywalizował z Racing Point, by w ostatnim wyścigu sezonu zapewnić sobie trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, pierwszy raz od 2012 roku. Ponadto na kilka godzin przed ostatnią rundą sezonu amerykańska grupa inwestycyjna MSP Sports Capital zakupiła 15% udziałów w McLarenie. Było to kluczowe, gdyż był to rok naznaczony pandemią COVID-19. Przed tym zastrzykiem gotówki zespół musiał znacząco ciąć koszty, zwolnić niektórych pracowników i wstrzymać prace nad nowym tunelem aerodynamicznym.
Zak Brown do dawna zapowiadał, że rok 2021 będzie kluczowy w realizacji powrotu McLarena na szczyt. Było to związane z ważnymi zmianami w regulaminie technicznym, a także przesiadką Brytyjczyków z silnika Renault na jednostkę napędową Mercedesa. Działy zajmujące się aerodynamiką i konstrukcją przestrzeni dla podzespołów nowego silnika podołały wyzwaniu i cel w postaci zbliżenia się do czołówki został zrealizowany. Wiele wskazywało na dalszy rozwój założonego planu, ale niestety Scuderia Ferrari również się odbudowała po fatalnej kampanii 2020, w której rywalizowała w środku stawki.
Do Charlesa Leclerca w Scuderii dołączył dotychczasowy lider McLarena, Carlos Sainz, którego zastąpił jeszcze bardziej doświadczony Daniel Ricciardo. Fenomenalne zwycięstwo Australijczyka w Grand Prix Włoch nie przesłoniło jednak faktu, że ten spisywał się znacznie gorzej od Lando Norrisa, a kierowcy McLarena na przestrzeni całego sezonu odstawali od Ferrari, a także – niezmiennie – od Red Bulla i Mercedesa.
Nieszczęście Alpine szczęściem McLarena
Rok 2022 był jeszcze trudniejszy dla Brytyjczyków. Jedyną siłą napędową zespołu okazał się Lando Norris, który zdobył ponad trzykrotnie więcej punktów niż Daniel Ricciardo. Fatalna forma Australijczyka sprawiła, że McLaren przegrał walkę o czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów z Alpine. Okazało się jednak, że z powodu zbiorowej amnezji pracowników francuskiego koncernu ekipa McLarena wygrała o wiele ważniejszą walkę. Mianowicie chodziło tu o zatrudnienie nowego członka zespołu na miejsce Ricciardo.
Oscar Piastri był utalentowanym zawodnikiem, który wówczas należał do szkółki juniorskiej Alpine. Pomimo zdobycia mistrzostwa Formuły 2 i Formuły 3 w debiutanckim sezonie, 2022 rok spędził na ławce rezerwowych, gdyż zespół bardziej pokładał nadzieje w składzie Alonso–Ocon. Francuski koncern po długich wahaniach ostatecznie ogłosił zatrudnienie Australijczyka od sezonu 2023, lecz okazało się, że zwlekał z tym tak bardzo, że spóźnił się dokładnie o dzień od obowiązywania klauzuli, na podstawie której Piastri nie mógłby odrzucić takiej oferty. Ostatecznie termin upłynął, a Australijczyk skorzystał z okazji, podpisał kontrakt z McLarenem i dołączył do Lando Norrisa.

Na początku 2023 roku zespół zreorganizował swój pion techniczny. Liczne zmiany personalne sprawiły, że wiele osób wewnątrz firmy awansowało na stanowiska kierownicze i dyrektorskie. Kierowano się zasadą, że najlepiej wykorzystać fachowców wewnątrz swojego grona. Były to świetne rozwiązania, które wydały swój owoc w postaci lepiej funkcjonującego zespołu, który i tak był na fali wznoszącej. McLaren od 2023 roku aż po dziś stosuje bardzo przemyślaną strategię implementacji nowych poprawek do swoich bolidów. Mianowicie, kiedy te poprawki się pojawiają, działają one praktycznie zawsze.
Ze świadomością, że każda wykonana przez dział technologiczny praca w trakcie sezonu kończy się sukcesem, można lepiej podchodzić do projektowania bolidu i planowania jego rozwoju w trakcie danego roku kalendarzowego. Początek tego rozwoju było widać szczególnie w drugiej połowie sezonu 2023, kiedy Lando Norris zaczął regularnie bić się o miejsce na podium, a debiutujący w Formule 1 Oscar Piastri w Katarze wywalczył zwycięstwo w sprincie. McLaren ponownie zakończył tamten sezon na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej, ale stracił zaledwie 107 punktów do Mercedesa, który świętował wicemistrzostwo.
Powrót na szczyt, ale istnieje Max Verstappen
W 2024 roku McLaren miał wszystko, aby skutecznie walczyć o mistrzostwo w klasyfikacji kierowców i konstruktorów. Dział aerodynamiki rozwinął się w spektakularny sposób dzięki najnowocześniejszemu tunelowi aerodynamicznemu. Zespół miał ponadto stabilne finansowanie, fachowców na kluczowych stanowiskach, a także dwóch świetnych kierowców – Lando Norris wyrósł na lidera zespołu, a Oscar Piastri udowadniał, że z każdym wyścigiem jest coraz szybszy.
Największym problemem McLarena było coś, na co sam zespół ani kierowcy nie mieli wpływu. Była to wybitna forma Maxa Verstappena, który był zdecydowanie najlepszym kierowcą na torze. Holender w sezonie 2024 był bezlitosny. W pierwszych wyścigach, kiedy jego bolid był w stanie walczyć o zwycięstwa, wygrywał niemal wszystko, co tylko mógł.
Kiedy samochód Red Bulla nie był w stanie konkurować, Holender minimalizował straty jak tylko było to możliwe. Ponadto wykorzystywał złe występy Lando Norrisa na swoją korzyść, odnosząc w kluczowych wyścigach lepsze rezultaty niż goniący go Brytyjczyk. Czwarte mistrzostwo Verstappena z rzędu stało się faktem, a mistrzostwo konstruktorów dla McLarena, choć było wielkim wyczynem, przy takiej przewadze bolidu McLarena nad Red Bullem zdawało się tylko nagrodą pocieszenia.

W 2025 roku McLaren usprawnił to, co i tak miał już na najwyższym poziomie. Brytyjski zespół całkowicie zdeklasował resztę stawki w Formule 1, nie dając żadnych szans innym ekipom i przypieczętował swój dziesiąty tytuł w klasyfikacji konstruktorów. Przewaga bolidu McLarena nie skupiała się na aerodynamice czy silniku, które i tak były na bardzo wysokim poziomie, ale przede wszystkim na mechanice. Pod kątem konstrukcyjnym i z możliwością dopasowania się do różnych warunków atmosferycznych na torze McLaren był najlepszy z całej stawki. W połączeniu z dobrą formą kierowców gwarantowało to walkę o zwycięstwa w każdej rundzie. Jednocześnie McLaren starał się bardzo aktywnie podchodzić do kwestii poprawek i poszukiwania luk w regulaminie technicznym, co cały czas działało mobilizująco na możliwość stałego rozwoju auta.
Jedynym nierozwiązanym problemem pozostał Max Verstappen. Holenderski kierowca stał się legendą Formuły 1 już za czasów swojej kariery, a w 2025 roku sprawiał wrażenie silnego jak nigdy wcześniej. Nawet ewidentny spadek możliwości bolidu Red Bulla nie sprawił, że Max pozostał w tyle. Wręcz przeciwnie – po słabym początku Verstappen przez cały sezon 2025 był jak w amoku, wdawał się w pościg za Lando Norrisem i Oscarem Piastrim w klasyfikacji generalnej. Na samym finiszu się okazało, że Holendrowi zabrakło zaledwie dwóch punktów, żeby zostać mistrzem świata. Lando Norris swój tytuł mistrzowski zawdzięczał przede wszystkim przewadze bolidu McLarena nad bolidem Red Bulla, gdyż na równych warunkach Verstappen nie pozostawiłby mu żadnych szans. Nie można też zapomnieć o równie dobrze się spisującym Oscarze Piastrim, który walczył o tytuł do ostatniego wyścigu.

EPILOG
Dziesięć lat temu McLaren był cieniem samego siebie. Nawet mistrzowski skład kierowców był w stanie walczyć wyłącznie o pojedyncze punkty. Obecnie brytyjski konstruktor jest najsilniejszym zespołem Formuły 1 na płaszczyźnie technologicznej i rozwojowej. Ponadto decyzje podejmowane przez zarząd McLarena sprawiają, że ekipa cały czas sprawia wrażenie bycia na fali wznoszącej. Pozostałe zespoły w stawce czeka sporo pracy, żeby nie stracić dystansu do McLarena, nie mówiąc już o próbie jego dogonienia.
Ogromna zaleta, w postaci dwóch dobrych kierowców, którzy całą swoją karierę w F1 spędzili w McLarenie, jest jednocześnie największą piętą achillesową zespołu. Lando Norris i Oscar Piastri nie mają szans na walkę w wyrównanych warunkach z Maxem Verstappenem. Z kolei George Russell i Charles Leclerc wciąż czekają na możliwość, aż ich zespoły zbliżą się do McLarena, gdyż wtedy oni także będą mogli spróbować pokonać brytyjsko-australijską parę. Nie można też zapomnieć o weteranach – Lewisie Hamiltonie i Fernando Alonso – a także rozwijających się kierowców jak Kimi Antonelli.
McLaren bez wątpienia czekają kolejne bardzo dobre lata w Formule 1, co nie znaczy, że kolejne tytuły mistrzowskie są dla nich pewne. Dział technologiczny będzie musiał zachować tę samą, bezbłędną formę, jeżeli dalej chcą utrzymywać przewagę nad innymi zespołami. Jednocześnie nie można zapominać, że prywatny koncern na dłuższą metę nie ma tak wielkich możliwości, jak wielkie fabryki Mercedesa czy Ferrari. Dlatego w najbliższych latach się okaże, jak McLaren będzie się sprawować na pozycji najlepszego zespołu w Formule 1, a także jak długo nim pozostanie.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło zdjęcia poglądowego: Wikipedia Creative Commons

