Charles Leclerc to niewątpliwie jeden z najbardziej utalentowanych kierowców z obecnej stawki Formuły 1. Monakijczyk uznawany jest przez kibiców z Maranello za złote dziecko, za kogoś, kto odbuduje potęgę Ferrari i przywiezie do Italii upragnione mistrzostwo świata. Jednak Charles rozpoczyna swój dziewiąty sezon w królowej motorsportu, a upragnionego tytułu nadal nie ma.
JUŻ JEST! POBIERZ DARMOWY PRZEWODNIK KIBICA FORMUŁY 1 NA SEZON 2026!
Talent to nie wszystko – Cierpienia Młodego Leclerca
Kiedy grasz w grę o tytuł, wygrywasz albo upadasz. Nie ma drogi pośredniej – parafrazując jeden z najsłynniejszych cytatów z „Gry o Tron”. Walka o tytuł w królowej motorsportu wymaga talentu, to fakt. Jednak wymaga ona też kilka innych czynników, których zabrakło Leclercowi.
Mimo wszystko Formuła 1 jest sportem zespołowym. Nie da się pójść dalej bez konkurencyjnego bolidu, odpowiedniej strategii wyścigowej, szybkich pit stopów. W skrócie – ciężko może być osiągnąć upragniony tytuł bez silnego zaplecza ze strony fabryki.
I to jest właśnie trochę przykład Leclerca, któremu – jak już wspominałem – absolutnie nie można odmówić talentu i potencjału, jednak brakuje mu zespołu, który będzie w stanie zapewnić mu najlepsze warunki do walki o mistrzowski tytuł.
Wiadomym jest już od czasu występów w seriach juniorskich, że Leclerc to kierowca o niezwykłej inteligencji wyścigowej, umiejętnościach i potencjale. Wiadomym było, że jest on materiałem na mistrza świata.
I faktycznie w 2022 roku wydawać się mogło, że to jest iście TEN rok. Leclerc obejmujący prowadzenie po kilku pierwszych rundach, całkowicie zdominowany przez Ferrari pierwszy wyścig, Charles w końcu przywróci dawny blask w Maranello… Był całą nadzieją tifoso.
Jednak jak to Ferrari – nie obyło się bez problemów. Te zaczęły się już w trakcie rundy na Imoli, a trwały aż do końca sezonu. Płonne nadzieje na mistrzowski tytuł prysły wraz z Grand Prix Francji, gdzie Leclerc rozbił swoje marzenia o tytule o bandę.
Tytuł ostatecznie zdobył Max Verstappen, który z Leclerkiem stoczył kilka naprawdę fascynujących pojedynków, jak choćby ten w trakcie Grand Prix Austrii. Walczyli oni na naprawdę równym poziomie, a Leclerc zaskakiwał swoimi umiejętnościami w defensywie, jak też naprawdę inteligentnymi zagrywkami w trakcie manewrów wyprzedzania.
W dużym skrócie – nie jest tajemnicą to, że jest on kierowcą przez duże K. Leclercowi nie brakuje talentu i potencjału, choć osobiście uważam, że nie można go nazwać kierowcą kompletnym. Dlaczego? Czasem „brakuje mu głowy”, aczkolwiek nie jest to już ten młody, cierpiący Charles.

Lojalność nie taka dobra?
No i właśnie – wspominałem o odpowiednim zapleczu i konkurencyjnym zespole do walki o tytuł. Czy Leclercowi opłaca się pozostanie w Scuderii?
Po siedmiu pełnych sezonach w czerwonych barwach ciężko jest uwierzyć w to, że Leclerc dalej nie ma w gablocie tego upragnionego trofeum. Złoty chłopiec, który miał odbudować potęgę Maranello, nie zdołał zdobyć z tym zespołem żadnego istotnego trofeum. Ani konstruktorki ani mistrzostwa świata kierowców.
Charles Leclerc już od dzieciństwa marzył o ściganiu się w barwach Scuderii. Kiedy to marzenie się spełniało był wniebowzięty. Ten młody chłopak z Monako ściga się w takiej ogromnej marce, w legendzie tego sportu, w Ferrari. Obecny sezon jest jego ósmym w czerwonej stajni.
Po tych wszystkich zmarnowanych latach ciężko uwierzyć w to, że realnie będzie lepiej, a już zaczęły pojawiać się pogłoski, że sezon 2026 może być tym ostatnim dla Leclerca, który być może rozpoczął już poszukiwania nowego pracodawcy. Pomimo tego, że wielokrotnie pytany w wywiadach o ewentualne ruchy transferowe odpowiadał, iż jego marzeniem jest zostanie mistrzem w barwach Ferrari.
Nie możemy być jednak w stu procentach przekonani, że Leclerc pozostanie w ekipie. Wszystko będzie zależało od tego sezonu. Jeżeli Ferrari dalej pozostanie tak wielkim rozczarowaniem, a wejście w nowe regulacje techniczne będzie kompletną porażką, to il Predestinato najpewniej pożegna się ze swoim obecnym zespołem.
Historia sportu pokazała nam, że czasem pozostawanie wiernym swojej drużynie nie przynosi sportowych efektów (Marco Reus – widzę Cię). Pytanie tylko, na czym zależy bardziej Monakijczykowi. Na zostaniu mistrzem czy na byciu kierowcą Ferrari?

Sezon 2026 – ostatnia szansa
Jeżeli w tym sezonie nie uda się zdobyć upragnionego tytułu z Ferrari, to jest szansa, że już nigdy się nie uda. Myślę że zarówno tifosi, jak i całe Maranello doskonale zdają sobie z tego sprawę. Najbliższe miesiące i rundy będą kluczowe.
Pozostaje jedna kwestia: czy Ferrari jeszcze to ma?
Źródło obrazka wyróżniającego: x.com/leclercsletters
Korekta: Nicola Chwist

