Strategia, strategia i jeszcze raz strategia. Z uwagi na problematyczne wyprzedzanie, 6 Hours of Sao Paulo 2026 zamieniło się w pasjonujący pojedynek inżynierów.
Kolejny popis Team WRT
Dublet na Spa, podium w Le Mans, zwycięstwo na Interlagos. BMW M Team WRT w 2026 roku wspięło się na wyżyny, znane nam do tej pory wyłącznie z wyścigów GT3. Trudno nie dopatrywać się w tym przewagi, która wynika z zarządzania programem LMDh po obu stronach Atlantyku. Od sezonu 2026 WRT współpracuje z BMW również w serii IMSA, co wydaje się mieć pozytywny wpływ na osiągi w obydwu mistrzostwach. Wczorajszy występ na Interlagos to tylko kolejny przykład klasy Belgijczyków.
Vincent Vosse – szef WRT – podkreślił, że kluczem do ich sukcesu był start Kevina Magnussena i trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Były kierowca F1 wykorzystał dublowane auta GT, aby wyprzedzić Cadillaca #38 w trakcie pierwszej godziny. Następnie otrzymał prowadzenie na tacy, kiedy liderujący Cadillac #12 padł ofiarą wolnego pit stopu. Duńczyk zrewanżował się za istnie katastrofalny stint otwarcia z Le Mans.
Raffaele Marciello następnie utrzymał przewagę wybudowaną przez partnera zespołowego, a Dries Vanthoor dowiózł do mety zwycięstwo. Należy jednak zaznaczyć, że Belgijczyk, który stosunkowo często popełnia błędy, dwa razy przestrzelił zakręt Bico de Pato na zimnych oponach. Kierowca BMW ponownie igrał z losem, lecz wobec jego tempa jak zwykle nie można mieć żadnych zarzutów. Choć różnice między samochodami były bardzo małe, ekipa #15 tak naprawdę kontrolowała przebieg całego wyścigu. Po objęciu prowadzenia na starcie drugiej godziny, nigdy nie oddali pozycji lidera strategii głównej.

Wielcy przegrani
A no właśnie, gdyż zespoły kombinowały na najróżniejsze sposoby, aby uzyskać czyste powietrze – wcześniejsze pit stopy, krótsze tankowania, nie zmienianie opon etc. W tym wyścigu nie było dwóch aut na dokladnie tej samej strategii. Zdecydowanie najbardziej agresywne podejście zastosowało Alpine. Ekipa #35 zjechała na swój pierwszy pit stop bardzo wcześnie. Taki ruch był kluczem do zwycięstwa BMW na Spa i Toyoty na Le Mans.
Francuzi poszli jednak o krok za daleko. Ich strategia wymagała pojawienia się deszczu lub długiej neutralizacji. Jak na złość, 6 Hours of Sao Paulo było w tym roku wyjątkowo czyste. Jedyną neutralizacją było króciutkie Full Course Yellow w drugiej godzinie. Co za tym idzie, spędzili większość wyścigu na prowadzeniu, ale zajęli dopiero dziesiąte miejsce z uwagi na potrzebę dodatkowego tankowania w końcówce. Ekipa #36, której strategia była bardziej konwencjonalna, również wykonała nadprogramowy pit stop z uwagi na wyciek ciśnienia w świeżo załozonej oponie. Z potencjału na podwójne podium ostał się tylko 1 smutny punkcik.
U boku Alpine największym przegranym tego weekendu jest Cadillac. Drugi raz z rzędu samochody Hertz Team Jota zarezerwowały sobie pierwszy rząd na starcie 6 Hours of Sao Paulo. W przeciwieństwie jednak do zeszłego roku, brytyjska ekipa nie dowiozła tego do mety. Podczas pierwszego pit stopu auta #12 pojawił się problem z kluczem pneumatycznym, który kosztował ich około 20 sekund. Chwilę wcześniej ekipa #38 zmieniła wszystkie 4 opony, co również zrzuciło ich w głąb stawki. Jakby tego było mało, oba auta dostały później 5-sekundowe kary za kontakty z rywalami, a Norman Nato obrócił się na zimnych oponach.
Pod sam koniec Jota poprosiła swoich kierowców o zamianę pozycji, aby Jack Aitken mógł rzucić się w pościg za Jamesem Calado z Ferrari. Na taką decyzję było już jednak za późno. Ostatecznie Aitken w ogóle nie zbliżył się do Calado i zwrócił pozycję Willowi Stevensowi, kiedy został przytrzymany w „trafficu”. Cadillac po raz trzeci z rzędu dysponował najszybszym lub jednym z najszybszych samochodów i po raz trzeci z rzędu stracił zwycięstwo. P3 oraz P4 to dobre rezultaty na papierze, ale nie w tym kontekście.
Balast Sukcesu w klasie Hypercar?
Weekend na Interlagos potencjalnie odkrył gigantyczną kartę tegorocznego sezonu WEC. Układ osiągów z 6 Hours of Sao Paulo sugeruje, że używany jest system Balastu Sukcesu, znany nam dobrze z klas GT. Skąd taka sugestia? Otóż Balast Sukcesu powinien obejmować auta, które zdobyły podium w ostatnich dwóch rundach, oraz te, które zajmują pierwsze 3 pozycje w klasyfikacji punktowej.
Tak się akurat składa, że czołowa trójka mistrzostw (Toyota #7, BMW #20 i Toyota #8) zakwalifikowały się w Brazylii na pozycjach nr 16, 17 oraz 14. Słabe tempo Japonczyków mogło po prostu wynikać z niekorzystnego Balance of Performance, tak jak rok temu. Uwagę mocno przykuwa jednak ogromna dysproporcja w garażu BMW. Żaden inny producent w tych kwalifikacjach nie miał aż 0.526 sekundy różnicy pomiędzy swoimi samochodami. BMW #20 powinno dysponować poważnym balastem za P1 na Spa, P2 na Le Mans oraz P2 w mistrzostwach w porównaniu do niewielkiego spowolnienia dla BMW #15 za drugie miejsce w Belgii.
Na tę chwilę nie możemy definitywnie stwierdzić czy Balast Sukcesu został wprowadzony do klasy Hypercar. Z oficjalnych informacji wiemy tylko, że regulamin techniczny WEC 2026 zezwala, ale nie wymusza stosowania tego systemu. Z werdyktem musimy poczekać na następne rundy. Mając na uwadze Balast Sukcesu, należy pochwalić występ ekipy #20. Podczas pierwszego cyklu pit stopów udało im się przeskoczyć z drugiej dziesiątki do rywalizującej o podium grupy w Top 8. Potencjalny balast nie zmienia faktu, że czyste tempo M Hybrid V8 w zeszły weekend było bardzo dobre, dzięki czemu samochód #20 utrzymywał się z przodu stawki…
… do momentu. Na 10 minut do końca wyścigu Robina Frijnsa dogonił Antonio Fuoco. Włoch wleciał na wewnętrzną Holendra podczas hamowania do esek Senny, kompletnie zamknął mu drzwi, a następnie doszło do kolizji w zakręcie numer 2. Żaden z kierowców nie odpuścił, przez co zobaczyliśmy kalkę incydentu Maxa Verstappena oraz Estebana Ocona z Grand Prix Brazylii 2018. Sędziowie uznali Frijnsa za winowajcę tej kontrowersyjnej kolizji, co poskutkowało karą +5 sekund na mecie wyścigu. Ostatecznie ekipa #20 została zatem sklasyfikowana na P8.
Największym beneficjentem tej kolizji był Robert Kubica. Polak ominął zarówno Fuoco jak i Frijnsa, dzięki czemu awansował na piąte miejsce w samej końcówce. AF Corse może cieszyć się z takiego rezulatu. Nietypowo, start wyścigu wykonał Ye Yifei, zapewne w celu poprawienia pozycji na torze. Chińczykowi to zadanie się powiodło, gdyż zaliczył awans z P10 na P6 w początkowej fazie wyścigu.
Następnie jednak do samochodu wsiadł najwolniejszy kierowca ekipy. Phil Hanson nawet jak na swoje standardy rozczarował w Sao Paulo. Rozpoczynając drugi stint, opuszczał aleję serwisową tuż przed Normanem Nato. Obaj dostali na pit stopie dwie świeże opony. Kierowca Cadillaca wyprzedził a następnie wybudował sobie około 15 sekund przewagi nad zawodnikiem Ferrari. Jakby tego było mało, Hanson obrócił Astona Martina z klasy LMGT3, co poskutkowało karą 10 sekund doliczonych do następnego pit stopu. Gdyby nie mocna końcówka Kubicy oraz kolizja Fuoco z Frijnsem, ekipa #83 przegrałaby ten wyścig z siostrzanym autem #50, które odbyło karę przejazdu przez aleję serwisową za złamanie procedury Full Course Yellow.
Najlepszym autem Ferrari w 6 Hours of Sao Paulo była ekipa #51. Urzędujący mistrzowie świata zaliczyli spokojny, czysty wyścig – z wyjątkiem przedostatniego stintu. Opuszczając ciasną aleję serwisową, James Calado niemalże rozbił się na zimnych oponach. Przez następną godzinę jechał z kawałkiem bandy przyklejonym do przedniego zderzaka. Istnym cudem nie spowodowało to przegrzania się hamulców czy silnika. Mechanicy Ferrari usunęli fragment bariery podczas finałowego pit stopu, po czym Calado dowiózł do mety kluczowe P2 w kontekście obrony tytułu. Podium z Sao Paulo utrzymuje ich w walce o mistrzostwo.
Reszta stawki Hypercar podczas 6 Hours of Sao Paulo
Poza AF Corse #83, dwie pozycje na skutek kolizji Frijnsa z Fuoco zyskał Aston Martin #009. Drugi samochód Heart of Racing zdobył natomiast dziewiąte miejsce. Podwójne punkty oraz stabilna pozycja w środku stawki przez całe 6 godzin powinny usatysfakcjonować Brytyjczyków.
Za wspomnianym wyżej duetem Alpine linię mety przekroczyła grupa zdecydowanie najwolniejszych Hypercarów tego weekendu. Genesis zabłysnął szóstym miejscem w kwalifikacjach, lecz w niedzielę przekonaliśmy się o ich deficycie tempa wyścigowego. Nie zmienia to jednak faktu, że debiutanci, którzy zdecydowali się pozostawić wyjątkowe, pomarańczowe malowanie do końca sezonu, prezentują co raz to większy potencjał. Bardzo podobny występ, z dużo lepszą sobotą niż niedzielą, zaliczył Peugeot. Niestety, nie jest to zaskoczenie w przypadku tego samochodu. 9X8 po raz enty nie przełożyło tempa z kwalifikacji na wyścig. Po udanej czasówce Malthe Jakobsena, ekipa #94 dołączyła do #93 na tyłach stawki.
O dziwo, trzecim i ostatnim Hypercarem, który nie zdobył punktów w Interlagos jest Toyota. Czy jednak powinniśmy się dziwić, że zwycięzcy Le Mans zostali tak mocno spowolnieni przez organizatorów? W 2024 Japończycy zdominowali 6 Hours of Sao Paulo, a w 2025 i 2026 nie wyciągnęli z tego wyścigu ani punktu. Samochód był tak wolny w zeszły weekend, że nawet stratedzy Toyoty nie potrafili na to cokolwiek zaradzić. Nie pomogła też kara przejazdu przez aleję serwisową dla ekipy #7 za złamanie procedury FCY oraz kolizja auta #8 z Genesisem #17, po której naprawy zawieszenia trwały około 20 minut.
Corvetta kontynuuje passę – 6 Hours of Sao Paulo w klasie LMGT3
Racing Team Turkey by TF wreszcie skapitalizowało swoją „dziką kartę„ w postaci Petera Dempseya. Były kierowca Indy Lights po 10-letniej przerwie od motorsportu otrzymał brązową licencję FIA, z reguły przeznaczoną dla zawodników amatorskich. Wzbudziło to spore kontrowersje w padoku, gdyż okazało się, że na przestrzeni ostatniej dekady Irlandczyk wcale nie stracił tak dużo umiejętności. Wybitne tempo Dempseya na tle pozostałych „dżentelmenów„ oznacza, że ekipa #34 może w tym roku stosować nietypowe strategie.
Taka oto strategia wygrała im 6 Hours of Sao Paulo. Wyścig rozpoczął Salih Yoluc, czyli kierowca z licencją srebrną. Nic dziwnego zatem, że w stawce „brązów„ szybko przebił się do czołówki. Zmienił go następnie Dempsey, który utrzymywał pozycję w Top 3 mimo, że rywalizował z lepszymi od niego na papierze „silverami„. Fabryczny kierowca Corvetty – Charlie Eastwood – wsiadł do auta na finisz i jedyne, co musiał zrobić, to już tylko dowieźć samochód do mety.
Przewaga jaką gwarantuje Peter Dempsey była tym razem szczególnie skuteczna z uwagi na brak neutralizacji. Lekkie przebicie opony po kontakcie z WRT #69 zmusiło TF Sport #34 do wcześniejszego ostatniego pit stopu. Przewaga paliwowa i tak poskutkowała powrotem Eastwooda na prowadzenie. W ten oto sposób Corvetta została pierwszym w tym roku wielokrotnym zwycięzcą wyścigu klasy LMGT3.
A co z ich liderującymi w mistrzostwach kolegami zespołowymi? No właśnie, z tego powodu ekipa #33 zmagała się na Interlagos z poważnym Balastem Sukcesu. Wbrew pozorom, 4 punkty za 8. miejsce są bardzo wartościowe. Balast Sukcesu nie obowiązywał natomiast WRT #69, dzięki czemu zwycięzcy z Imoli wrócili na podium. Najpoważniejszy rywal TF Sport również zaliczył bardzo dobry występ w Brazylii. Manthey tradycyjnie było niepozorne w kwalifikacjach, po czym stabilnie przebijali się do przodu podczas wyścigu. Fantastyczna końcówka w wykonaniu Richarda Lietza oraz Ayhancana Guvena podarowała im trzecie oraz czwarte miejsce. Oznacza to, że ekipa Manthey #92 zdobyła brązowy medal w każdym tegorocznym wyścigu poza Le Mans.
TF Sport oraz Manthey zasługują na szczególne gratulacje, biorąc pod uwagę przewagę aut z silnikami z przodu na torze Interlagos. Spośród 10 aut w sesji Hyperpole aż 8 z nich korzystało z takiej konfiguracji jednostki napędowej. Dokładnie taki sam trend mogliśmy zauważyć rok temu, lecz wtedy Goodyear przywiózł do Brazylii opony twarde, preferowane przez auta z silnikami z przodu ze względu na ich rozkład masy. Od sezonu 2026 samochody LMGT3 korzystają tylko z jednej mieszanki ogumienia, a mimo to, omawiany układ osiągów utrzymał się.
Wyjątkowo silny występ Forda jest zatem łatwy do wytłumaczenia. Oprócz nich, punkty zdobyli Iron Lynx #61 (mimo kary za spowodowanie kolizji), Akkodis #87, wspomniane wcześniej TF Sport #33 oraz AF Corse #21. Aston Martin i McLaren to jedyni producenci LMGT3, których oba samochody znalazły się poza Top 10 w tym wyścigu. Heart of Racing nieskutecznie eksperymentowało ze strategią auta #27, a ekipa #23 (zdobywcy pole position) zostali staranowani przez Phila Hansona. Natomiast Garage 59, ku naszemu zaskoczeniu, kompletnie nie miał tempa przez cały weekend, mimo tak udanego startu sezonu oraz dobrego występu McLarena w zeszłorocznym 6 Hours of Sao Paulo.

Co raz ciekawszy wyścig o tytuł
Jesteśmy dokładnie na półmetku sezonu 2026, a walka o Mistrzostwo Świata Hypercar matematycznie nie może być bardziej wyrównana. Reprezentanci BMW #20 oraz Toyoty #7 posiadają dokładnie tyle samo punktów na szczycie klasyfikacji kierowców! Tymczasem w tabeli producentów zaledwie jedno oczko dzieli Niemców od Japończyków. Z rywalizacji nie należy też wykluczać Ferrari – trzecie miejsce w klasyfikacji producentów ze stratą 44 punktów do liderującej Toyoty oraz trzecie miejsce w klasyfikacji kierowców dla ekipy #51 ze stratą 18 punktów do czołowej dwójki. Mimo wszystko dobry wynik Cadillaca oznacza, że utrzymują rolę „outsidera„ w tegorocznej walce o tytuł: 72 punkty straty w tabeli producentów i 33 punkty straty w tabeli kierowców.
W klasie LMGT3 mamy natomiast bardzo wyjątkową sytuację. Ben Keating ominął Imolę i Spa przez kontuzję, Nicky Catsburg ominął Sao Paulo z uwagi na kolizję kalendarzową z IMSA, a Johny Edgar wystąpił w każdym wyścigu. Oznacza to, że wszyscy pełnoetatowi kierowcy Corvetty #33 są klasyfikowani oddzielnie, a mimo to zajmują pierwsze 3 miejsca w tabeli zawodników! Keating i Catsburg nie mogą zatem zostać mistrzami LMGT3, ale z pewnością pomogą w tym zadaniu Edgarowi oraz też całej ekipie w walce o tytuł zespołów.
Ich przewaga nad Manthey #92 wynosi znaczące 27 punktów, co pokazuje jak kluczowa jest wygrana w Le Mans przy aktualnym formacie. Czołową piątkę zamykają WRT #69 (43 punkty), TF Sport #34 (43 punkty) oraz AF Corse #21 (42 punkty).
WEC oraz ELMS udają się teraz na przerwę wakacyjną. Następna runda Mistrzostw Świata to Lone Star Le Mans. 6-godzinny wyścig wokół Circuit of the Americas odbędzie się 6 września.
Źródło grafiki poglądowej: DPPI Images

