Nowe regulacje, które wejdą w życie wraz ze startem sezonu 2027, przyniosą szereg zmian w motocyklach
przed nami sezon 2026, jednak jest to już ostatni sezon z obecnymi motocyklami. W 2027 roku MotoGP powita nowe regulacje, które będą zdecydowanie przełomowe i na nowo zdefiniują oblicze klasy królewskiej. Nowe przepisy techniczne, ogłoszone przez Komisję Grand Prix i ratyfikowane 26 kwietnia 2024 roku w Jerez, mają uczynić wyścigi bezpieczniejszymi, bardziej zrównoważonymi i spektakularnymi, bez utraty adrenaliny, która czyni ten sport wyjątkowym.
Nowe silniki na sezon 2027
Jedną z najważniejszych zmian jest zmniejszenie pojemności silnika z 1000 cm³ do 850 cm³, a także zmniejszenie maksymalnej średnicy cylindra z 81 mm do 75 mm. Ten krok ma na celu obniżenie mocy i prędkości maksymalnej motocykli, co zwiększy bezpieczeństwo i kontrolę nad motocyklami w wyścigach. Według Corrado Cecchinellego, dyrektora ds. technologii w MotoGP, zmiana ta może wydłużyć czasy okrążeń o jedną do dwóch sekund, w zależności od toru, jednocześnie poprawiając prowadzenie motocykli, dzięki krótszemu rozstawowi osi i płynniejszej jeździe.
Dodatkowo w wyścigach pojemność zbiornika paliwa zostanie zmniejszona z 22 do 20 litrów, a w sprintach – z 12 do 11 litrów, co zmusi zespoły do optymalizacji jego zużycia. Znaczne zmiany zajdą również w samym paliwie. W 2027 roku wszystkie motocykle MotoGP będą jeździć na paliwie zrównoważonym w 100%, co stanowi spory krok naprzód w porównaniu z 40% udziałem paliw niekopalnych wprowadzonym w 2024 roku.
Mniejsze silniki nie są nowością
W MotoGP zmiany pojemności skokowej nie są obce. Jeszcze w czasach świetności Valentino Rossiego zmniejszono pojemność z 990 cm³ do 800 cm³. Nastąpiło to kilka lat po zmianie z 2002 roku, kiedy to czterosuwowe silniki o pojemności 990 zastąpiły legendarne dwusuwowe o pojemności 500 cm³, co oznaczało rewolucję technologiczną.
W 2007 zmniejszono pojemność, aby ograniczyć koszty, ale w 2012 roku, ze względów komercyjnych, postanowiono ponownie zwiększyć ją do 1000 cm³, zbliżając motocykle wyścigowe do tych dostępnych dla klientów. Wybór motocykla o pojemności 850 cm³ w sezonie 2027 to kompromis łączący osiągi i zrównoważony rozwój.

Aerodynamika
Aerodynamika była jednym z obszarów największych innowacji w ostatnich latach. Wraz z wypadkiem Marca Márqueza w 2020 roku i końcem dominacji Hondy era zbrojeń aerodynamicznych rozpoczęła się na dobre. Ducati i Aprilia przewodziły w tym zakresie dzięki rozwiązaniom, takim jak przednie skrzydła i tylne owiewki. Aerodynamika sprawiła, że w ostatnich latach motocykle MotoGP stały się prawdziwymi „pociskami na dwóch kołach”.
Teraz jednak aerodynamika ulegnie znacznemu zmniejszeniu. Szerokość przedniej owiewki zostanie zmniejszona o 50 mm, a przód motocykla zostanie cofnięty o 50 mm, co ograniczy efekt aerodynamiczny na prostych i podczas hamowania. Dodatkowo tylne elementy aerodynamiczne będą podlegać homologacji, a dozwolona będzie tylko jedna modernizacja w sezonie. Ma to obniżyć koszty.

Dlaczego aerodynamika odchodzi w niebyt?
Zmiany te mają przywrócić to, co w ostatnich latach zaczęło zanikać w MotoGP, czyli walkę na torze, a co za tym idzie – większą liczbę manewrów wyprzedzania. Przednie skrzydła i tylne owiewki zaczęły wytwarzać ten sam problem, jaki mamy w Formule 1. Chodzi oczywiście o efekt „brudnego powietrza”. Nowe przepisy mają rozwiązać tę kwestię i sprawić, że ponownie liczyć się będą przede wszystkim umiejętności zawodnika, a nie – jak do tej pory – docisk aerodynamiczny.
Przynajmniej tak to wyglądana na papierze, bo według dwukrotnego mistrz świata, Casey’a Stonera będzie gorzej. Według Australijczyka lżejesze motocykle będą jeszcze szybciej wchodzić w zakręty i owiewki, które pomimo zmniejszenia ich powierzchni pozostaną w MotoGP, będa wytwarzać jeszcze więcej „brudnego powietrza”. To sprawi, że wyprzedzanie nadal będzie bardzo trudne.
Koniec z obniżaniem tyłu przed startem
Od 2027 roku wszystkie systemy regulacji wysokości zostaną zakazane. Systemy te umożliwiają obniżenie motocykla na starcie lub podczas przyspieszania. Nie da się ukryć, że często działanie to wypaczało wyniki wyścigów. Przykładowo Aprilia borykała się z tym systemem i przegrała w ten sposób wiele wyścigów, a nawet jeśli jej zawodnicy by nie wygrali, to i tak zapewniliby ciekawą batalię o zwycięstwa do samego końca.

Rozwiązanie to nie do końca było bezpieczne. Jeżeli ktoś popełnił błąd, a za nim był rozpędzony zawodnik, mogło dojść do nieprzyjemnych wypadków. Zdarzało się także, że system obniżania zawodził i maszyna mogła się zapaść podczas wyścigu. Wchodzenie w zakręt z tak obniżonym motocyklem nie byłoby bezpieczne.
Zresztą dobrymi przykładami są Grand Prix Wielkiej Brytanii, podczas którego Álex Márquez zaliczył wywrotkę, a także Grand Prix Francji, gdzie Johann Zarco musiał ratować się wyjazdem na żwir. Eliminacja tego systemu oznacza, że zawodnicy będą musieli polegać wyłącznie na swojej technice, co sprawi, że starty i fazy wyścigu staną się bardziej nieprzewidywalne i ekscytujące.
Nowe opony
Ostatnią i bardzo istotną zmianą są opony, a dokładniej nowy dostawca. Michelin po sezonie 2026 zakończy swój pobyt w klasie królewskiej, a w ich miejsce wejdzie dobrze znane fanom Formuły 1 Pirelli. Tym samym włoski producent będzie dostarczał ogumienie wszystkim trzem seriom motocyklowym. Od Moto3 przez Moto2 po MotoGP. Pirelli w odróżnieniu od Michelina ma bardziej przyczepne opony, ale za to szybciej szybciej się zużywają. Z jednej strony będziemy mieli szanse zobaczyć intersujące walki o pozycje, ale z drugiej strony też mogą występować pewne przestoje w rywalizacji, gdzie zawodnicy skupią się na zarządzaniu ogumieniem.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło zdjęcia poglądowego: Red Bull Content Pool

