Od początku obecnego sezonu Formuły 1 stawka liczy sobie 11 zespołów. Do stawki, po dość długim boju, dołączył Cadillac. Jednak bardzo mało się o tym mówi. Trochę tak, jakbyśmy wszyscy masowo ulegli amnezji w sprayu. Co za tym stoi? Dlaczego tak mocno „grzany” temat dodatkowego zespołu w stawce stał się praktycznie zapomniany?
Awantura o Cadillaca – jak Amerykanie dołączyli do Formuły 1
Jestem przekonany, że większość z Was pamięta, jak wyglądała droga Cadillaca do Formuły 1. Zostanie 11. zespołem Formuły 1 wcale nie było tak proste i oczywiste. Początkowo przecież dołączyć miał zespół pod szyldem Andretti Racing, jednak nie został on zaakceptowany przez FOM.
W związku z tym Andretti musiał nieco zmienić swą pierwotną koncepcję – podjął decyzję, że to General Motors stanie się filarem całego przedsięwzięcia, co zdecydowanie bardziej przypadło do gustu Formula One Management, który to bowiem nie chciał zaakceptować samego nazwiska Andretti, dopóki nie będzie stać za nim pełnoprawny producent z realnym zaangażowaniem technicznym i finansowym. Tak oto powstał projekt Andretti-Cadillac.
I pomimo pierwotnego zaakceptowania aplikacji Andrettiego o dołączenie do Formuły 1, a także zarejestrowania w FIA Cadillaca jako dostawcy silników od 2028 roku, FOM ponownie nie wyraził zgody na dołączenie zespołu do stawki F1, co uargumentowano brakiem wartości dodanej dla serii.
We wrześniu 2024 roku Michael Andretti zrezygnował z zarządzania Andretti Global, a jego stanowisko przejął Dan Towriss. W listopadzie Formuła 1, FIA i General Motors osiągnęły porozumienie, w myśl którego Cadillac zadebiutował w charakterze zespołu i konstruktora w 2026 roku.
W ten oto sposób dochodzimy do sezonu 2026, czyli oficjalnego debiutu amerykańskiej ekipy w Formule 1. W momencie pisania niniejszego tekstu jesteśmy już po dziesięciu rundach. Jak prezentował się w nich Cadillac? O tym trochę później.

Jeden z 11 – zaangażowanie mediów w sprawę Cadillaca
Wróćmy jeszcze na chwilkę do samego procesu akcesyjnego Cadillaca do królowej motorsportu. Ten był naprawdę bardzo medialny. Wiele czołowych portali informacyjnych publikujących wiadomości ze świata wyścigów regularnie informowało czytelników o aktualizacjach w kwestii projektu Andrettiego. Szczególnie w momencie odrzucania kolejnych prób dołączenia Amerykanów do Formuły 1.
Przeanalizujmy sobie szum medialny związany z Cadillakiem. O całej sprawie pisało naprawdę wiele portali informacyjnych – wśród nich motorsport.com, Autosport, BBC, ESPN i wiele mocno zasięgowych serwisów.
W tych publikacjach najczęściej rozważano to, czy zespół wniesie wartość dodaną dla sportu, a także to, czym umotywowana była decyzja FOM o nieprzyjęciu Cadillaca w szeregi F1. Największe zasięgi generowały momenty przełomowe: odrzucenie kandydatury, reakcja FIA, i – oczywiście – zgoda FOM i FIA na dołączenie Cadillaca do Formuły 1.
Zdecydowanie najszybciej rozkwitło konto instagramowe ekipy, które wystrzeliło w sierpniu ubiegłego roku, czyli w momencie ogłoszenia duetu kierowców na obecny sezon. Wówczas licznik obserwujących wzrósł o niespełna milion użytkowników!
Na platformie X wzrost nie był tak gwałtowny jak na Instagramie, natomiast nadal są to imponujące liczby, gdyż tutaj mogliśmy zaobserwować przyrost o niemal sto tysięcy obserwujących.
Jak możemy zauważyć, jest to naprawdę wyraźny skok, jednak musimy pamiętać, że to zjawisko całkowicie naturalne. Zazwyczaj, kiedy dzieje się coś istotnego, przełomowego, trenduje wśród użytkowników sieci.
Natomiast jak to wygląda teraz? Zasięgi Cadillaca na Instagramie utrzymują się na równym poziomie. Posty są lajkowane stale przez około 10–15 tys. użytkowników. To relatywnie dobre liczby. Kolega z amerykańskiego podwórka – Haas – wykręca średnio 4 tysiące polubień, więc widać dość sporą przepaść między tymi ekipami.
Jednak wyjdźmy ze świata cyferek i liczb, gdyż w mojej opinii nie tak powinno się analizować zainteresowanie ludzi tematem Cadillaca.

Niby jest, ale kto o nim pamięta?
I tym pytaniem mógłbym podsumować wejście Cadillaca do F1. Z jednej strony większość z nas śledziła cały proces akcesyjny tejże ekipy. Była to swego rodzaju sensacja. Jednak na tym się skończyło.
Dzisiaj przeciętnego fana Formuły 1 nie interesuje to, co dzieje się na amerykańskim podwórku, a dzieje się przecież całkiem sporo. I okej, zespół dalej nie zdobył upragnionego punktu, choć niewiele do tego brakło – mowa oczywiście o wyścigu w Monako – natomiast regularnie dowozi pakiety poprawek do swoich samochodów i cały czas zbiera niezbędne do rozwoju dane.
Niestety przechodzi to bez większego echa. To naturalne, że koncentrujemy się na walce w czołówce i że obchodzą nas największe laury motorsportowego światka. Mimo to rodzi się we mnie myśl, że zazwyczaj chętniej zbaczamy na to, co dzieje się w dolnej części tabeli. Przykład pierwszy z brzegu – Aston Martin. Regularnie śledzimy to, co dzieje się w zespole z Silverstone. Interesują nas postępy (albo ich brak) dokonane przez wspominaną ekipę. Natomiast to, co dzieje się w Cadillacu, już nie.
Co o tym decyduje? Przypominamy sobie o amerykańskim zespole dopiero w momencie popełnienia błędu przez ich kierowcę, ewentualnie, gdy zawieszenie zdecyduje się wystrzelić w kosmos.
Być może jest to kwestia nowych regulacji technicznych i wszystkiego, co z nimi związane. Mowa oczywiście o kontrowersjach, które zaczęły się pojawiać już po weekendzie w Australii. Jest również szansa, że to zacięta walka pomiędzy kierowcami Mercedesa przyćmiła debiut Cadillaca. A może najzwyczajniej w świecie nikogo już nie interesują zespoły z końca stawki.
Ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, co kryje się za tak słabą siłą przebicia do masowego przekazu. Z jednej strony cały czas mówimy o zespole, któremu brakuje regularnego punktowania, czy choćby włączania się w rywalizację o punkty. Z drugiej zaś mówimy o zespole, który po naprawdę zaciętej batalii dopiero wszedł w kręgi Formuły 1, a został przez jej fanów prawie zapomniany.
Powiem otwarcie, że sam złapałem się na takim myśleniu. Kiedy dotarła wiadomość o poszerzeniu gridu F1 do 11 miejsc, byłem arcyciekawy tego, jak potoczą się losy beniaminka w królowej motorsportu. Jednakowoż już po starcie sezonu zeszło to na dalszy plan. Przesadą byłoby stwierdzenie, że kompletnie o tym zapomniałem, ale fakt faktem – troszkę przestało mnie to interesować.
I zapewne dokładnie według takiego samego schematu postąpiła reszta fanów szybkich samochodów, a szkoda, bo Cadillac naprawdę jest godny uwagi. Dlaczego?

Bolidowe rewolucje – Cadillac rozwija samochód
To pierwszy rok Cadillaca w Formule 1. I tak, wiem, powtarzam to po raz kolejny, ale to naprawdę istotna informacja. Jest to dla zespołu przede wszystkim czas gromadzenia danych, analizowania, wymiany spostrzeżeń odnośnie do bolidu, konkurencyjności, a także rozwoju obecnych regulacji na przyszłe lata.
I jak na razie idzie im naprawdę dobrze. Na rundę w Austrii pracownicy ekipy przywieźli pakiet poprawek, co oznacza, że wiedzą, w których aspektach ich bolid wymaga poprawy, a także potwierdza to ich ciągły rozwój.
Zresztą mają do tego idealnych kierowców. Doświadczony duet Perez–Bottas to w moim mniemaniu strzał w dziesiątkę. Zespół debiutujący w szeregach Formuły 1, zbierający dane, próbujący się odnaleźć, a do tego dwóch niezwykle doświadczonych kierowców, którzy swoje już w sporcie osiągnęli. Brzmi idealnie.
Wróćmy jednak do poprawek przywiezionych na Spielberg. Przede wszystkim zmodyfikowane zostały boczne wloty powietrza, zmieniono także pokrywę silnika. W dużym skrócie: sporo się zmieniło. Poprawiono chłodzenie, stabilność przepływu i docisk tylnej osi.
No i okej, sam pakiet poprawek był spory, ale dalej nie przyniósł ekipie upragnionych punktów. Ale to już inna historia…
Podsumowanie
Po naprawdę głośnym wejściu w szeregi królowej motorsportu Cadillac zaliczył jeszcze bardziej spektakularny falstart. Z naprawdę medialnego tematu, jakim była „awantura o Cadillaca”, stał się on tematem tabu. Przyczyn tego może być wiele, choćby brak jakichkolwiek szans na rywalizację z czołówką oraz z zespołami środka stawki.
Spowodowało to, że większość fanów zapomniała o tym, iż taki zespół w ogóle istnieje, a nawet jeśli, to mało to wie, co się z nim dzieje. To niezwykle istotne, patrząc w kontekście tego, że większość z nas interesuje się np. Astonem Martinem. Czasem warto jednak zerknąć na sam dół tabeli i zainteresować się debiutantem, bo kto wie – może z czasem ten na razie niedosmażony kotlet stanie się pysznym, amerykańskim burgerem.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło grafiki poglądowej: cadillacf1team.com

