Formuła 1 bez wątpienia uchodzi za najbardziej prestiżową serię wyścigową na świecie. To arena ogromnych pieniędzy, milionowej widowni oraz absolutnej elity motorsportu – zarówno za kierownicą, jak i w garażach. Mistrz świata Formuły 1 bardzo często określany jest mianem najlepszego kierowcy wyścigowego globu. Skoro więc stawka jest tak wysoka, a tytuł mistrzowski tak znaczący, pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego w sporcie, który ma wyłaniać najlepszego z najlepszych, kierowcy nie rywalizują w identycznych bolidach? Przecież znaczną część sukcesu stanowi tu maszyna. W niniejszym felietonie postaram się przybliżyć odpowiedź na to pytanie – serdecznie zapraszam do lektury.
Mistrzostwa świata kierowców i…
Należy pamiętać, że mistrzostwa świata Formuły 1 nie są wyłącznie rywalizacją kierowców, choć od samego początku jej istnienia niektórzy fani mogą odnosić takie wrażenie, całkowicie zapominając o niewidocznej pracy członków zespołów. Już w 1950 roku, kiedy Giuseppe Farina zdobył pierwszy oficjalny tytuł mistrza świata Formuły 1, jasne było, że o sukcesie decyduje znacznie więcej niż tylko umiejętności zawodnika za kierownicą.
Formuła 1 nie byłaby tym samym sportem bez ogromnego wysiłku całego zaplecza pracującego wokół kierowcy: wykwalifikowanych specjalistów, doskonale znających się na technice samochodowej mechaników i inżynierów, załóg obsługujących bolidy w trakcie wyścigu, a także strategów czuwających nad przebiegiem rywalizacji. To właśnie znaczenie pracy zespołowej sprawiło, że od 1958 roku tytułem mistrza świata zaczęto nagradzać również najlepszą ekipę – zespół, który włożył olbrzymi trud w przygotowanie możliwie najlepszego narzędzia do walki na torze. Co ciekawe, na przestrzeni 67 lat istnienia mistrzostw konstruktorów aż 12 razy zdarzyło się, że tytuł mistrza świata kierowców trafił do zawodnika reprezentującego zespół, który nie zdobył w tym samym sezonie mistrzostwa konstruktorów.

To właśnie to DNA, polegające na docenianiu także tych, którzy na co dzień pozostają w cieniu, a mają ogromny wkład w sukces kierowcy, doprowadziło do powstania mistrzostw świata konstruktorów. A czym byłyby one bez rywalizacji o stworzenie najszybszego bolidu?
Oczywiście, gdyby wszystkie bolidy były identyczne, taki tytuł również można byłoby przyznawać – poza samym zaprojektowaniem samochodu istnieje wiele innych, równie istotnych zadań, którymi zajmuje się zespół. To jednak właśnie stworzenie najlepszego auta i jego perfekcyjna obsługa nadają prestiż mistrzostwu świata konstruktorów.
Czy Formuła 1 byłaby ciekawsza w równych bolidach?
Wielu kibiców uważa, że Formuła 1 byłaby ciekawsza, gdyby każdy kierowca dysponował dokładnie tym samym bolidem – o identycznym przyspieszeniu, wadze, hamulcach i pozostałych parametrach. Jednak wydaje się, że to złudna nadzieja. Gdyby samochody były równe, to w teorii w rywalizacji liczyłyby się jedynie ustawienia przygotowane przez mechaników oraz umiejętności kierowcy. A czy właśnie nie to, że jeden bolid lepiej radzi sobie w zakrętach, a inny nadrabia na prostych, sprawia, że kwalifikacje i wyścigi są tak pasjonujące?
Mój argument można stosunkowo łatwo podważyć, wskazując chociażby na sezon 2023, w którym bolid Red Bulla wydawał się wręcz nie z tej ziemi. Jednak i na ten kontrargument można odpowiedzieć, odwołując się do jednego z kierowców tej ekipy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Max Verstappen jest obecnie najlepszym zawodnikiem w stawce. Robert Kubica w jednym z wywiadów na kanale YouTube Cezarego Gutowskiego stwierdził nawet, że gdyby bolidy były równe, Verstappen sięgnąłby po tytuł mistrza świata już w połowie sezonu.

W Formule 1 zdarzają się sezony, w których jeden zespół wyraźnie dominuje nad resztą stawki. Jest jednak równie wiele lat, gdy rywalizacja toczy się pomiędzy kilkoma ekipami i właśnie wtedy oglądamy najbardziej fascynujące mistrzostwa. Każdy detal ma wówczas znaczenie: jeden bolid lepiej spisuje się w kwalifikacjach, inny w warunkach wyścigowych; jedni zmagają się z problemami w określonych obszarach, podczas gdy pozostali radzą sobie z nimi bezbłędnie. Co więcej, takie sezony sprawiają, że kibice zaczynają uważniej śledzić techniczną stronę Formuły 1 i dostrzegają, jak niezwykle skomplikowanym sportem ona jest.
Formuła 1 a innowacje techniczne
Należy pamiętać, że prestiż Formuły 1 nie wynika wyłącznie z jej sportowego wymiaru. Przez niemal całą swoją historię seria ta była prawdziwym poligonem doświadczalnym dla rozwiązań, które z czasem trafiały do samochodów drogowych. O ile takie elementy, jak silniki hybrydowe czy monokok z włókna węglowego zostały wprowadzone w dużej mierze na mocy regulacji, a dopiero później znalazły swoje zastosowanie w autach produkcyjnych, o tyle koncepcje, takie jak przednie skrzydło czy zawieszenie typu push-rod powstały wyłącznie dzięki temu, że bolidy nie były schematyczne ani równe. To właśnie swoboda projektowa dawała inżynierom przestrzeń do tworzenia innowacji, które mogły zapewnić ich kierowcom dodatkowe ułamki sekund zysku na torze.

Nie bez powodu przywołałem właśnie przykład przedniego skrzydła i zawieszenia typu push-rod. Są to bowiem rozwiązania, które wyszły spod deski kreślarskiej jednego z najwybitniejszych projektantów w historii Formuły 1 – Colina Chapmana. Warto wyobrazić sobie dzisiejsze bolidy bez tak zaawansowanej aerodynamiki, jaką znamy obecnie. Fakt, że samochody Formuły 1 osiągają dziś tak niewiarygodne prędkości – nie tylko na prostych, lecz także w zakrętach – jest bezpośrednim efektem tego, że w przeszłości inżynierom pozwolono działać swobodnie. To właśnie nieustanna i wieloletnia pogoń za przewagą nad rywalami doprowadziła Formułę 1 do tak wysokiego poziomu technologicznego, który do dziś budzi powszechny podziw.
Myślę, że istnieje spora grupa fanów, która – nawet będąc jedynie amatorami – z przyjemnością przygląda się ciekawym rozwiązaniom technicznym w bolidach, porównuje je ze sobą i z zaciekawieniem obserwuje, jak podczas pierwszego treningu danego weekendu pojawiają się nowe elementy w samochodzie ulubionego zespołu. To wszystko stanowi nieodłączną część Formuły 1. W serii z równymi bolidami ten wymiar zwyczajnie by zniknął, a sam sport stałby się czymś zupełnie innym – innym niż ten, w którym zakochaliśmy się jako kibice.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło obrazka poglądowego: x.com/ScuderiaFerrari

