Kwalifikacje Indianapolis 500 są jednymi z najlepszych w całym motorsporcie. Nawet wtedy, kiedy deszcz zabiera nam połowę rywalizacji. „Super Niedziela”, przeprowadzona w trudnych warunkach pogodowych, pozostawiła nas z dość przemieszaną i pełną niespodzianek kolejnością startową do 110. edycji Indy 500.
Deszcz modyfikuje format
Ze względu na 33 uczestników oraz brak Bump Day kwalifikacje Indianapolis 500 miały w tym roku mieć zmieniony format. W poniedziałek, tuż przed startem treningów, IndyCar ogłosiło utworzenie nowej sesji Fast 15. Kierowcy, którzy w sobotę zajęliby pozycje od dziesiątej do 15, walczyliby w niej o ostatnie trzy miejsca w Fast 12.
Matka Natura miała jednak inne plany. Tak jak wielu fanom, nie spodobał się jej nowy format czasówki. Po raz pierwszy od 2008 roku cały dzień kwalifikacji do Indianapolis 500 został odwołany z uwagi na deszcz. W tych okolicznościach IndyCar postanowiło skompresować cały weekend kwalifikacji w zaledwie jeden dzień. Godzinna sesja treningowa była pierwszym punktem niedzielnego programu. Następnie kierowcy mieli prawo wykonać tylko jeden przejazd kwalifikacyjny, zgodnie z kolejnością wylosowaną w piątek wieczorem.
Pomysł sesji Fast 15 został natomiast całkowicie porzucony z uwagi na brak czasu. Tak jak w poprzednich latach najszybsza 12 z pierwszej części czasówki była wynagradzana bezpośrednim awansem do Fast 12. Czołowa szóstka z drugiego segmentu przechodziła następnie do ostatecznego pojedynku o pole position w postaci Fast 6.
Format kwalifikacji podyktowany przez pogodę okazał się niezwykle ciekawy. Ograniczenie kierowców do zaledwie jednego przejazdu wymusiło na nich absolutną perfekcję. Możliwość poprawy błędów po prostu nie istniała. W niedzielnych segmentach kwalifikacji jest to standard, lecz coś takiego było kompletną nowością w kontekście walki o pozycje w środku oraz na tyłach stawki. Taki format byłby jeszcze bardziej interesujący, gdyby do kwalifikacji przystępowało więcej niż 33 samochody. Kierowcy z problemami mogli po prostu dotoczyć się do końca swoich przejazdów i nie ryzykować kraksy. Pomiędzy startem z 26. a 33. pozycji naprawdę nie ma dużej różnicy. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby było wiadome, że najwolniejszy zawodnik pojedzie do domu.
Kwalifikacje Indianapolis 500 2026 – zaskakująco trudne warunki
Dokładnie taką strategię objął Sting Ray Robb. Kierowca Juncos Hollinger Racing zmagał się z koszmarną podsterownością, więc postanowił niczego nie ryzykować. Zdecydowanie najgorszy samochód tych kwalifikacji uzyskał średnią prędkość zaledwie 226,572 mil na godzinę, zajmując 33. pozycję. Ostatni raz, kiedy tak wolny przejazd poskutkował zakwalifikowaniem się do Indianapolis 500, miał miejsce w 2020 roku. Wówczas również nie mieliśmy Bump Day.
Mimo braku deszczu szczególne wyzwanie dla zawodników stanowiła wczoraj pogoda. Temperatury były znacznie wyższe niż w treningach. Nikt jednak nie spodziewał się tego, jak bardzo zaszkodzą one w prowadzeniu bolidów. Graham Rahal jako jeden z pierwszych wyjechał na tor, ale niespodziewana podsterowność zrujnowała jego przejazd. Syn zwycięzcy Indianapolis 500 zakwalifikował się dopiero na P30.
Kierowcy, którzy wyjeżdżali z alei serwisowej później, mieli jeszcze gorsze warunki, ale w zamian mogli lepiej dostosować swoje samochody. Wielu zawodników padło jednak ofiarą drugiej skrajności. Aby uniknąć podsterowności, dodawali zdecydowanie za dużo siły docisku do swoich aut, a ta spowalniała ich na prostych. W ten oto sposób na tyłach stawki skończyli Romain Grosjean, Katherine Legge, Mick Schumacher, Jack Harvey, Dennis Hauger i Jacob Abel. Dla kierowców Dale Coyne Racing, HMD Motorsports oraz Abel Motorsports były to akurat dość spodziewane rezultaty. Schumacher oraz Harvey przyznali jednak, że zbyt agresywnie zmienili ustawienia swoich bolidów w reakcji na wcześniejsze przejazdy kolegów zespołowych.
Należy również wspomnieć o dwóch wielkich nazwiskach – Kyle’u Kirkwoodzie oraz Josefie Newgardenie. Amerykanin, dwukrotny zwycięzca Indy 500 wyjechał na tor niedługo po trudnym, choć udanym przejeździe Scotta McLaughlina. Najprawdopodobniej skutkiem tego było dodanie zbyt dużego docisku do auta #2, gdyż każdy zakręt pokonywał z łatwością na pełnym gazie, ale przy niskiej prędkości. Mimo że samochody Penske prezentowały się świetnie podczas Fast Friday, Newgarden zajął dopiero 24. miejsce. Okazał się znacznie wolniejszy od partnerów zespołowych, a mimo to był szczęśliwy podczas wywiadu i nie zdradził źródła swoich problemów. Jakby nie patrzeć, w 2025 roku niemalże wygrał po starcie z ostatniego rzędu, więc raczej nie ma on powodów do zmartwień.
Niepokoi natomiast Kyle Kirkwood oraz jego ekipa. 27-latek świetnie rozpoczął tydzień treningów. Rywale zaczęli go nawet nazywać jednym z faworytów do zwycięstwa. W tempie kwalifikacyjnym samochody Andretti okazały się jednak fatalne. Niedzielną czasówkę zakończyły one na zaledwie P18 (Ericsson), P20 (Power) oraz P26 (Kirkwood).
Z pewnością rozczarowane jest również szefostwo McLarena. Tylko Pato O’Ward potrafił wyciągnąć z ich samochodów wynik godny awansu. Christian Lundgaard, Nolan Siegel oraz Ryan Hunter-Reay skończyli kwalifikacje praktycznie obok siebie, na pozycjach 19, 21 oraz 23. Każdy z nich miał problemy z wiatrem w plecy podczas pokonywania T3. Siegel fatalnie rozpoczął swój przejazd, lecz szybko dostosował ustawienia zawieszenia, aby wyratować z tego dość przyzwoity wynik.
Marcus Armstrong (któremu zgasł silnik na okrążeniu wyjazdowym), Christian Rasmussen, Helio Castroneves, Ed Carpenter oraz Takuma Sato zaliczyli obiecujące próby z niewielkimi błędami. Gdyby mieli szansę na zoptymalizowanie swoich ustawień i ponowienie przejazdów, to z pewnością byłoby ich stać na Fast 12. W tego typu formacie zostali jednak skazani na pozycje 13–17. Piąty rząd można zatem nazwać rzędem weteranów. Średnia wieku Sato, Carpentera i Castronevesa wynosi niecałe 48 lat!
Alex „Inevitable” Palou…
Chip Ganassi Racing świetnie przygotowało swoje samochody na kwalifikacje. Choć jako jedni z ostatnich wyjeżdżali na tor, Kyffin Simpson oraz Alex Palou wciąż awansowali do Fast 12. Czterokrotny mistrz IndyCar był zatem bardzo dobrze zapoznany z gorącymi warunkami i ustanowił drugi najlepszy rezultat w „Q2”. Jego partnerzy zespołowi nie byli jednak w stanie tego odwzorować, nawet Scott Dixon.
Kierowcy, którzy wykonali swoje pierwsze przejazdy na samym początku dnia, mieli spore problemy z dostosowaniem się do wyższych temperatur. Fenomenalni wcześniej Conor Daly, Scott McLaughlin czy Rinus VeeKay odpadli w Fast 12, gdyż musieli mniej lub bardziej odpuszczać gaz, aby w ogóle zmieścić się w zakrętach. Tyczy się to nawet Caio Colleta, którego samochód prowadził się jak po sznurku w pierwszym segmencie. Santino Ferrucci, Pato O’Ward i Alexander Rossi narzekali na swoje auta, lecz każdy z nich ustanowił średnią prędkość 231,0 mph, która wynagrodziła ich awansem do Fast 6.
Spodziewaliśmy się, że dokładnie ta trójka ustawi się obok siebie w drugim rzędzie. O ile Ferrucci i O’Ward faktycznie zakończyli Fast 6 na końcu tabeli, Alexander Rossi oraz Ed Carpenter Racing odrobili swoją pracę domową na 5+. W ciągu zaledwie godzinnej przerwy między finałowymi częściami kwalifikacji udało im się wyciągnąć z bolidu #20 aż jedną milę na godzinę. Być może nie brzmi to spektakularnie, lecz tak wielka poprawa w ustawieniach samochodu podarowała Rossiemu start z drugiego pola. Zwycięzca Indianapolis 500 2016 do tej pory tylko raz zakwalifikował się w pierwszym rzędzie.
Faworyt do pole position był jednak tylko jeden. Felix Rosenqvist absolutnie zdominował pierwsze dwa segmenty kwalifikacji. Jako jedyny w tych sesjach ustanowił średnie prędkości przekraczające 232 mph. Nawet on został jednak zdradzony przez trudne warunki pogodowe. Trzeci i finałowy przejazd zakończył z prędkością zaledwie 231,375 mph. Taki rezultat nie tylko pozbawił go pole position, ale też startu z pierwszego rzędu. Szwed przyznał, że zarówno on, jak i zespół nie mają pojęcia, skąd wynika tak wielki spadek osiągów.
Do czołowej trójki wbił się zatem David Malukas – najmłodszy oraz najlepszy zawodnik Penske, który uśmiecha się od ucha do ucha za każdym razem, kiedy reporterzy pytają go o prowadzenie bolidu. Z uwagi na problemy Rosenqvista pole position musiał oczywiście przejąć nie kto inny jak Alex Palou. Czterokrotny mistrz IndyCar wylosował 31. miejsce w kolejce, a i tak znalazł sposób na wygranie kwalifikacji. Hiszpan zamienił niekorzyść w przewagę. Znajomość ciepłych warunków z „Q1” pomogła mu w optymalizacji samochodu na finałowe przejazdy, kiedy jego rywale mieli z tym problemy. Brakuje już słów na określenie talentu oraz dominacji tego kierowcy.

Kwalifikacje Indianapolis 500 zakończone dyskwalifikacjami
Kiedy obudziliśmy się w poniedziałek rano, wyniki kwalifikacji wyglądały inaczej niż przed pójściem spać. Caio Collet oraz Jack Harvey zostali wykluczeni za złamanie regulaminu technicznego. Choć rywalizują dla różnych zespołów, obaj padli ofiarą tych samych przepisów. Zarówno w bolidzie #4, jak i #24 oficjele dopatrzyli się modyfikacji pokryw osłaniających struktury zderzeniowe. Jest to czarno-biała zasada, gdyż regulamin wprost nakazuje używanie tych części w dokładnie takiej specyfikacji, jaką zespoły otrzymują od Dallary.
Dla Brytyjczyka werdykt ten nie robi większej różnicy, gdyż i tak miał ruszać z 29. pozycji. Collet stracił jednak spektakularne P10. Brazylijczyk wykona swój pierwszy start w Indianapolis 500 z przedostatniego miejsca. Z pewnością jednak w przyszłą niedzielę dostarczy nam mnóstwo emocji, przebijając się przez stawkę. Kolejność startowa jest dość przemieszana w porównaniu do osiągów z treningów, więc powinniśmy oczekiwać wielu przetasowań podczas wyścigu.
Ustawienie na starcie 110. edycji Indianapolis 500
W najbliższą niedzielę, 24 maja, o godzinie 18:45 czasu polskiego, zobaczymy tradycyjną formację 11 rzędów po trzy samochody w każdym. Konkretna kolejność zawodników będzie wyglądać następująco:
| Rząd | Wewnętrzna | Środek | Zewnętrzna |
| 1 | Alex Palou (#10) | Alexander Rossi (#20) | David Malukas (#12) |
| 2 | Felix Rosenqvist (#60) | Santino Ferrucci (#14) | Patricio O’Ward (#5) |
| 3 | Kyffin Simpson (#8) | Conor Daly (#23) | Scott McLaughlin (#3) |
| 4 | Scott Dixon (#9) | Rinus VeeKay (#76) | Takuma Sato (#75) |
| 5 | Ed Carpenter (#33) | Helio Castroneves (#06) | Christian Rasmussen (#21) |
| 6 | Marcus Armstrong (#66) | Marcus Ericsson (#28) | Christian Lundgaard (#7) |
| 7 | Will Power (#26) | Nolan Siegel (#6) | Louis Foster (#45) |
| 8 | Ryan Hunter-Reay (#31) | Josef Newgarden (#2) | Romain Grosjean (#18) |
| 9 | Kyle Kirkwood (#27) | Katherine Legge (#11) | Mick Schumacher (#47) |
| 10 | Graham Rahal (#15) | Dennis Hauger (#19) | Jacob Abel (#51) |
| 11 | Sting Ray Robb (#77) | Caio Collet (#4) | Jack Harvey (#24) |
Dokładnie jak w przypadku Indy NXT – serii towarzyszącej z udziałem Tymka Kucharczyka – oficjalne transmisje IndyCar w Polsce prowadzi wyłącznie międzynarodowa platforma IndyCar LIVE. Subskrypcja całosezonowa kosztuje 50 dolarów, a w ramach „Month of May” można zakupić specjalny pakiet miesięczny za 20 dolarów.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło grafiki poglądowej: indycar.com/photos

