Przyszły sezon MotoGP zapowiada się arcyciekawie. Nowa specyfikacja motocykli oraz zmiana dostawcy opon sprawią, że nadchodzącą kampanię wszyscy kierowcy rozpoczną od żmudnej nauki nowej rzeczywistości. Wielu z nich postanowiło wykorzystać tę okazję do zmiany zespołu. Potwierdzony w tym tygodniu grid na sezon 2027 oznacza, że każda ekipa ma co najmniej jednego nowego zawodnika, a aż pięć przystąpi do nowego roku z całkowicie zmienionym składem.
W związku z tym postanowiliśmy stworzyć ranking. Każda osoba wypełniająca kwestionariusz miała za zadanie ułożyć zespoły MotoGP od tego, który – jego zdaniem – dysponuje najsilniejszą parą kierowców, do tego, którego kierowcy są najsłabsi. Co ważne, kryterium oceny były wyłącznie umiejętności zawodników. Ze względu na wdrażane w przyszłym sezonie nowe regulacje wszystkie motocykle będą wchodzić w nową erę z czystą kartą i dopiero czas pokaże, jak się w niej odnajdą. Tyle z wyjaśnień. Oto ranking zespołów MotoGP na sezon 2027!
11. Tech3: Luca Marini i Senna Agius
Listę otwiera satelicki zespół KTM-a, który został niemal jednogłośnie wybrany jako najsłabszy. Luca Marini jest synonimem solidności w MotoGP. Włoch bardzo rzadko miewa wywrotki (chociażby w tym roku ma komplet ukończonych wyścigów), jednak wciąż nie może oderwać od siebie łatki kierowcy, który nie przeskoczy pewnego poziomu. Marini jako jedyny zawodnik w stawce z przynajmniej dwuletnim stażem w klasie królewskiej nie ma na koncie ani jednego zwycięstwa. Choć nie można odmówić mu wiedzy technicznej, która była chwalona zarówno w Ducati, jak i na Hondzie, tak trudno mieć oczekiwania, że pod względem sportowym 29-letni zawodnik jest w stanie zaoferować coś więcej niż solidność.

Jego kolegą z zespołu będzie debiutujący w MotoGP Senna Agius. Angaż Australijczyka budzi dużo kontrowersji, gdyż zawodnik obecnie szósty w klasyfikacji generalnej Moto2 ma za partnera z zespołu Manuela Gonzáleza, wicemistrza klasy pośredniej z ubiegłego sezonu i lidera aktualnej kampanii. Na logikę to Hiszpan powinien mieć miejsce w stawce MotoGP, a nie jego młodszy o trzy lata partner z ekipy.
Zapytany o tę decyzję, Günther Steiner mówił właśnie o wieku. Zdaniem szefa Tech3, Agius ma mieć więcej potencjału i czasu do nauki. Inny argument dotyczył narodowości. Brak Jacka Millera na przyszłorocznym gridzie sprawił, że wystąpiła potrzeba zastąpienia go jego rodakiem. Choć nikt o tym głośno nie mówi, to na pewno jest to jeden z atutów Agiusa i pomoże on w reklamowaniu przyszłorocznego GP Australii.

Warto jednak dodać, że angaż Australijczyka nie jest pod kątem sportowym żadnym skandalem. Zawodnik Intact GP wygrał w tym roku dwa wyścigi i dołożył do tego dwa podia. Pod względem punktów jest bardzo blisko Davida Alonso i Daniela Holgado, których również będziemy oglądać w przyszłym sezonie w MotoGP. Choć oczywiście w kontekście Gonzáleza zatrudnienie Senny jest kontrowersyjne, tak w Moto2 można znaleźć wielu gorszych kandydatów.
Warto również powiedzieć, że Agius wszedł do mistrzostw świata Moto2 jako mistrz Europy tej kategorii, a więc wygrał tytuł, który kilka tygodni temu obronił Milan Pawelec. To pokazuje, że droga, na której znalazł się polski zawodnik, choć niestandardowa, może doprowadzić go aż do MotoGP.
Mamy więc zawodnika, który przez lata w MotoGP nie wybił się ponad solidność, oraz dość niepewnego debiutanta. Stąd ostatnie miejsce w naszym rankingu. Zobaczymy, czy mimo to zawodnicy Tech3 zdołają zaskoczyć.
10. Pramac: Toprak Razgatlıoğlu i Izan Guevara

Również niemal jednogłośny był wybór duetu zespołu Pramac na drugi najsłabszy w stawce. Chociaż, co ciekawe, pojawił się jeden głos, który plasował satelicką Yamahę w samej czołówce, argumentując to doświadczeniem obu kierowców z oponami Pirelli, w które będą wyposażone przyszłoroczne motocykle.
Toprak, który zna tego dostawcę z czasów, kiedy rządził w World Superbike, ma na razie dość ciężkie początki w MotoGP. Turek przed startem sezonu zapowiadał, że chce się przede wszystkim lepiej zaznajomić z serią i zespołem, zanim przyszłoroczne regulacje wejdą w życie. Niemniej wszyscy chyba spodziewali się po nim nieco więcej. Wśród etatowych kierowców Turek znajduje się na przedostatnim miejscu w klasyfikacji generalnej, tylko przed Maverickiem Viñalesem, który przez kontuzję opuścił wiele wyścigów.
Turek w większości rund plasuje się na końcowych pozycjach, a szczególnie w drugiej połowie sezonu czuć było od niego coraz większą frustrację związaną z brakiem zrozumienia motocykla. Punkt kulminacyjny nastąpił w Indonezji, gdzie Razgatlıoğlu doznał kontuzji barku, która wyklucza go z rywalizacji do końca sezonu. Pozostaje liczyć, że zdąży wystarczająco wyzdrowieć, żeby pojawić się na posezonowych testach w Walencji.
Bardzo ciekawie zapowiada się jego wewnętrzna rywalizacja z Izanem Guevarą. Hiszpan jest aktualnie drugi w klasyfikacji generalnej Moto2, ale znajduje się na fali wznoszącej trzech zwycięstw i traci do prowadzącego Gonzáleza tylko 5,5 punktu.
Guevara wchodził do klasy pośredniej w 2023 roku z łatką dużego talentu. Dopiero co zdobył tytuł w Moto3, a dwa lata wcześniej wywalczył mistrzostwo świata juniorów. Niestety kontuzja i bardzo powolna adaptacja do realiów Moto2 sprawiły, że przez pierwsze dwa sezony zaledwie raz stanął na podium, a punkty plasowały go na granicy drugiej i trzeciej dziesiątki mistrzostw. Przełom nastąpił w 2025 roku, kiedy zespół Pramac zaprosił go do swojego nowo utworzonego składu w klasie pośredniej. Jasne było, że dobre wyniki w tej ekipie mogą poskutkować awansem do MotoGP. Pierwszy sezon był obiecujący – Guevara znacznie lepiej punktował, w dodatku wygrał swój pierwszy wyścig od 2022 roku.

Obecna kampania to jednak duży krok naprzód. Zawodnik Pramaca w pierwszych sześciu wyścigach tego sezonu czterokrotnie stawał na podium i po kilku słabszych wynikach w środkowej części kalendarza ponownie wrócił do wysokiej formy. Jak się rzekło, trzy wygrane wyścigi z rzędu i niska strata do lidera sprawiają, że Guevara wyrasta na faworyta do tytułu. To w połączeniu z doświadczeniem w jeździe na oponach Pirelli może znacznie zaprocentować w MotoGP, nie tylko w rywalizacji wewnątrzzespołowej.
9. Gresini: Joan Mir i Daniel Holgado

Zespół Nadii Padovani w przyszłym sezonie będzie reprezentować para Hiszpanów. W naszym głosowaniu satelita Ducati miał największy rozstrzał głosów, gdyż znaleźli się tacy, co umieścili go na pozycji szóstej, ale też tacy, u których zamykał on pierwszą dziesiątkę.
Starszy o osiem lat Mir znajduje się na sporym zakręcie swojej kariery i transfer do Gresini wydaje się być dla niego walką o być albo nie być w MotoGP. Zawodnik z Majorki sensacyjnie zdobył tytuł w sezonie 2020, pomimo wygrania zaledwie jednego wyścigu (do dziś jest to jedyny triumf Hiszpana w MotoGP). Mir wykazał się bowiem niezwykłą regularnością przez cały rok. To wystarczyło, aby na koniec umieścić swoje nazwisko na Wieży Mistrzów. Co więcej, Mir utrzymał równą formę również w sezonie 2021, kiedy to zakończył rozgrywki na trzecim miejscu.
Niestety odejście Suzuki z MotoGP sprawiło, że Hiszpan musiał szukać nowego pracodawcy. Przez ostatnie cztery sezony reprezentuje on barwy Hondy, gdzie kompletnie się nie odnalazł. Początkowo problemem było dostosowanie się do motocykla przygotowanego specjalnie pod Marca Márqueza. Mir, mający kompletnie inny styl kierowania pojazdem, zupełnie nie potrafił się do niego przystosować, często przedwcześnie kończąc wyścigi. Zawodnik, który zdobył tytuł mistrzowski w MotoGP regularnością, w kilka lat stał się kimś, na kogo cześć powstały prześmiewcze profile w mediach społecznościowych, komentujące każdą wywrotkę szyderstwami.
Nawet pomimo kilku przebłysków w poprzedniej kampanii, Mir znowu ma problemy i ukończył zaledwie pięć z 14 przejechanych wyścigów. Niedawno zachorował, co wykluczyło go z rywalizacji od GP Austrii aż do teraz.
Transferem do Gresini Mir liczy na odbudowanie swojej kariery. Włoska ekipa niejednokrotnie pokazała, że potrafi rywalizować o najwyższe cele, a jeśli Hiszpan pokaże cząstkę umiejętności z czasów Suzuki, to jest dla niego nadzieja.
Jego partnerem będzie debiutujący w klasie królewskiej Daniel Holgado. Hiszpan zakończył sezon 2024 jako wicemistrz Moto3, ale pod kątem sportowym uznawany był za kogoś półkę niżej od swojego zespołowego partnera, Davida Alonso. Tymczasem dość niespodziewanie to Holgado lepiej odnalazł się w klasie pośredniej. Wygrał dwa wyścigi i zajął szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, dzięki czemu został debiutantem roku.
W tegorocznej kampanii utrzymuje się w czołówce (obecnie jest na czwartym miejscu), ale trudno nie odnieść wrażenia, że nie zrobił wyraźnego progresu. Zeszłoroczne wyniki sugerowały, że w tym sezonie powinien bić się o mistrzowski tytuł, tymczasem jego strata do Manuela Gonzáleza wynosi prawie 100 punktów. Niemniej pocieszeniem dla niego jest fakt, że wciąż znajduje się nad Alonso, choć tym razem różnica jest mniejsza.

Dwóch Hiszpanów, obaj z czymś do udowodnienia. Wszystko to w zespole, który w ostatnich latach był w stanie odbudować Marca Márqueza oraz pozwolił Enei Bastianiniemu, Álexowi Márquezowi czy Fermínowi Aldeguerowi rozwinąć skrzydła. Zobaczymy, czy to połączenie będzie przepisem na sukces.
8. LCR: Johann Zarco i David Alonso

Duet, który pod względem wieku dzieli aż 16 lat. Johann Zarco, mając 36 lat, wciąż potrafi wiele pokazać w MotoGP. Nawet pomimo strasznie wyglądającego wypadku w tegorocznym GP Katalonii, Francuz zdołał wrócić do rywalizacji i od razu zdobył punkty w wyścigu w Aragonii. Choć Zarco jako jeden z niewielu zawodników nie ma podpisanego kontraktu na sezon 2028, można być pewnym, że Francuz nie złoży broni i będzie w przyszłym roku udowadniać, że wciąż jest dla niego miejsce w klasie królewskiej.
Obok niego w garażu pojawi się David Alonso. Kolumbijczyk w sezonie 2024 wygrał 14 wyścigów w Moto3, co jest do dziś niepobitym rekordem. Wtedy wydawało się, że zaledwie trzy lata po Pedro Acoscie MotoGP zyskało nowy, wielki talent. Dwa lata w Moto2 nieco jednak ochłodziły nastroje wokół Alonso. Oczywiście w tym czasie zdołał wygrać dwa wyścigi i dołożyć kilka podiów, ale jednak oczekiwania zdawały się być nieco wyższe. Widać to wyraźnie w tym sezonie, w którym zawodnik Aspar Team nadal prezentuje dobrą formę, ale wciąż nieco mu brakuje, żeby regularnie stawać na podium. Na tytuł też nie ma co liczyć – strata do Gonzáleza wynosi 99,5 punktu.
Niemniej Alonso to wciąż gigantyczny talent i ze wszystkich debiutantów wychodzących z Moto2 zdaje się mieć największy potencjał. Jeśli przyszłoroczna maszyna Hondy rzeczywiście będzie tak dobra, jak japoński producent zapowiada, to Kolumbijczyk będzie mieć okazję, by potwierdzić, że talent z Moto3 wcale nie zniknął. A mając za kolegę z zespołu kogoś takiego jak Zarco, Alonso może liczyć na dobrego mentora i godnego rywala. Co ciekawe, Alonso ma łącznie 20 zwycięstw na poziomie mistrzostw świata, co – biorąc pod uwagę przyszłoroczny grid – plasuje go na… trzeciej pozycji (za Márquezem i Bagnaią).

7. VR46: Fermín Aldeguer i Nicolò Bulega
Fermín Aldeguer był kuszony przez zespół VR46 już w 2024 roku, kiedy zaliczył fenomenalną końcówkę sezonu Moto2, jednak wtedy ostatecznie postawiono na Fabio Di Giannantonio. Dwa lata później Włoch odchodzi z zespołu Valentino Rossiego i zastąpi go właśnie Aldeguer. Hiszpan to zawodnik o niewątpliwie dużym talencie, jednak mający pecha do kontuzji. Chociażby w tym roku urazy wykluczyły go z pięciu wyścigów. Szkoda, bo kiedy jest zdrowy, potrafi walczyć o najwyższe cele, co pokazał w tym roku, gdy zajął drugie miejsce w GP Katalonii. Aldeguer pomimo problemów zdrowotnych jest dziesiąty w klasyfikacji generalnej. Można tylko sobie wyobrazić, gdzie byłby, gdyby przejechał pięć rund więcej.

Transfer do VR46 jest pod kątem sportowym krokiem w bok, jednak VR46 mocno zabiegało o ten transfer, licząc że Ducati zacznie traktować ich priorytetowo w kwestii doboru fabrycznych motocykli. Aldeguer jest bowiem zawodnikiem bezpośrednio zakontraktowanym do fabryki z Bolonii, a dobre występy mogą poskutkować transferem do głównej ekipy w ciągu kilku lat.
Nicolò Bulega, który będzie partnerem Fermína w zespole, jest z kolei największą niewiadomą przyszłego sezonu. Z jednej strony jest obecnym mistrzem WSBK, co oznacza, że jest on dobrze zaznajomiony z oponami Pirelli. Dodatkowo Ducati regularnie zaprasza go na prywatne testy przyszłorocznej maszyny, więc zdaje się być jednym z lepiej obytych z przyszłoroczną maszyną zawodników. Te argumenty przekonały niektórych redaktorów, którzy na tej podstawie umieścili VR46 wysoko w swoich rankingach i uznali Bulegę jako tego, który będzie ciągnął Ducati za uszy.

Inni z kolei są bardziej sceptyczni i twierdzą, że nawet pomimo testów adaptacja Bulegi do MotoGP może trochę zająć, a przykład Topraka pokazuje, że mistrzowie Superbike wcale nie muszą gładko przejść z jednego rodzaju motocykla na drugi. Chociaż co do znajomości Bulegi z przyszłorocznym motocyklem nie ma wątpliwości, to na pewno jest sporo znaków zapytania co do jego umiejętności.
6. Trackhouse: Raúl Fernández i Enea Bastianini
To dwójka zawodników, która wygrała wyścigi MotoGP, a jednocześnie pojawiają się wobec niej nieustanne wątpliwości. Na tyle duże, że jeden z redaktorów umieścił Trackhouse dopiero na dziewiątej pozycji w swoim rankingu. Inny z kolei wyżej ceni umiejętności obu kierowców, plasując amerykańską ekipę w czołowej piątce.
Enea Bastianini, który jeszcze dwa lata temu kończył sezon na czwartej pozycji i niekiedy toczył zacięte boje z Márquezem i Martínem, dziś jest na dość sporym zakręcie swojej kariery. Włoch od 2025 roku jeździ w satelickim zespole KTM-a i niemal po każdym wyścigu ma jakieś zastrzeżenia co do motocykla. Choć oczywiście zdarzało się mu mieć przebłyski, tak przeprowadzka na Aprilię zdaje się być rozwiązaniem, które pozwoli przypomnieć kibicom MotoGP o tym, kim jest Enea Bastianini.
A w formie jest naprawdę szybkim zawodnikiem, który w każdym zespole, w którym się pojawił, zdołał stanąć na podium. Nieważne, czy było to fabryczne Ducati, słabiutka Avintia, czy nawet Tech3, Bestia przynajmniej raz w sezonie potrafił pokazać próbkę swoich możliwości. Wydaje się, że w zespole takim jak Trackhouse, który z roku na rok zdaje się być coraz mocniejszy, Bastianini może nie tylko się odbudować, ale też wrócić do walki o najwyższe cele.

Raúl Fernández to z kolei zawodnik, który od lat próbuje sprostać oczekiwaniom rozbudzonym przez sezon 2021 w Moto2. Wtedy jako debiutant w kategorii pośredniej został wicemistrzem świata i został błyskawicznie wcielony do MotoGP. Stało się to mimo niechęci samego zawodnika, który wolał zebrać jeszcze trochę doświadczenia, wiedząc, że wiązanie się kontraktem z KTM-em jest niebezpieczne. Przeczucie go nie myliło. Po zaledwie jednym sezonie Fernández opuścił austriacki zespół i przeniósł się do Aprilii. Tam również potrzebował długiego czasu na adaptację, ale zespół Trackhouse obdarzył go sporym zaufaniem. Hiszpan odpłacił się na torze, gdy wygrał swój pierwszy wyścig podczas zeszłorocznego GP Australii. Z kolei w tym sezonie na Silverstone dołożył drugi triumf.
W tym roku Raúl zrobił kolejny krok naprzód i coraz częściej meldował się w czołówce. Choć wewnątrz zespołu wyrósł mu poważny konkurent w osobie Ai Ogury, tak dobrymi występami Fernández zapracował na nowy kontrakt. W przyszłym roku zespół Trackhouse będzie miał sporo do udowodnienia i na pewno można go rozpatrywać w roli czarnego konia.

5. KTM: Álex Márquez i Fabio Di Giannantonio

Najniżej sklasyfikowany z fabrycznych zespołów, a jednocześnie ekipa, która w kilku rankingach przegrywała z niektórymi satelitami. KTM postawił na dwie nowe twarze, które w barwach satelickich zespołów Ducati były w stanie wygrywać wyścigi w tym sezonie.
Álex aż do feralnego wypadku w Katalonii zdawał się być w optymalnej formie. Podczas nieobecności swojego starszego brata stał się liderem Ducati. Z kolei Diggia wygrał wspomniany wyścig w Barcelonie i wtedy to on przejął na moment rolę najwyżej sklasyfikowanego zawodnika włoskiej ekipy.
Wkrótce jednak Włoch znacząco obniżył loty w wyścigach i choć pod względem punktów jest drugim najlepszym kierowcą Ducati, to jego forma sportowa jest dość przeciętna. Nieco lepiej wygląda sytuacja Álexa, który po powrocie prezentuje się lepiej niż jego przyszłoroczny kolega z ekipy.
Do obu zawodników pojawiają się wątpliwości co do umiejętności pociągnięcia fabrycznego zespołu. Obaj mieli swoje przebłyski, ale na dystansie pełnego sezonu nie potrafili utrzymać wysokiej formy. Wyjątkiem jest sezon 2025, kiedy Álex został wicemistrzem świata. Zobaczymy, czy w barwach KTM-a zawodnicy będą w stanie regularnie rywalizować o wygrane.
4. Aprilia: Marco Bezzecchi i Pecco Bagnaia
Marco Bezzecchi przez ostatnie półtora sezonu zbudował sobie opinię jednego z najlepszych kierowców w stawce i choć w połowie obecnej kampanii miał niemały kryzys, to wygrana w Indonezji zdaje się mówić, że „Bez” wraca do formy z początku roku. W niektórych rankingach Aprilia została umieszczona na podium, co brało się głównie z zaufania do włoskiego zawodnika.
Tyle że przyszłoroczny partner z zespołu Bezzecchiego budzi wokół siebie dużo więcej wątpliwości. Choć nikt nie umieścił Aprilii niżej niż na piątym miejscu, obecność „Pecco” Bagnai zdaje się nieco obniżać pozycję zespołu. Massimo Rivola ma jednak dużo zaufania do swojego rodaka i zaoferował mu kontrakt, który przy wzajemnej chęci obu stron może skończyć się dopiero w 2030 roku.
Dwukrotny mistrz świata po porażce z Jorge Martínem w sezonie 2024 musiał przyzwyczaić się do nowego kolegi z ekipy – Marca Márqueza. I od dwóch lat „Pecco” notuje coraz większy regres. Początek współpracy zdawał się sugerować, że choć na wygraną z Hiszpanem nie ma szans, to jednak Bagnaia powinien być spokojny o drugie miejsce. Niestety z każdym wyścigiem Włoch coraz gorzej dogadywał się ze swoim motocyklem. W efekcie zamiast wicemistrzostwa było piąte miejsce – za braćmi Márquezami, Bezzecchim i Acostą. W tym roku jest jeszcze gorzej, gdyż do głosu doszli też zawodnicy zespołu Trackhouse i wszystko wskazuje na to, że Bagnaia skończy sezon pod koniec pierwszej dziesiątki.

Aprilia zdaje się być odpowiednim środowiskiem do odbudowy dla Włocha, a kontrakt 2+2 zdaje się to potwierdzać. Bagnaia ma więc czas, żeby powrócić do formy i pokazać, że dwa tytuły mistrza MotoGP nie wzięły się znikąd. Dodatkowo za kolegę z zespołu będzie mieć starego znajomego z akademii VR46, co na pewno pomoże w budowie atmosfery wewnątrz ekipy.
Od kilku lat Aprilia notuje znaczące postępy, a w tym roku ma realne szanse na zdobycie tytułu mistrzowskiego. O rozwoju zespołu przeczytasz tutaj. W przyszłym sezonie przekonamy się, czy fabryka z Noale jest w stanie zbudować równie dobry motocykl w nowej specyfikacji.
3. Honda: Fabio Quartararo i Diogo Moreira
Fabio Quartararo ma opinię zawodnika, który pod kątem czystych umiejętności ustępuje tylko Marcowi Márquezowi. Francuz po zdobyciu tytułu mistrzowskiego w sezonie 2021 wciąż potrafił być konkurencyjny, mimo słabnącej formy Yamahy. Nawet w zeszłym roku Quartararo pięciokrotnie zdobył pole position i choć tylko raz przełożyło się to na podium w wyścigu, to znacząco uwiarygodniło to umiejętności Francuza.
Teraz, po ośmiu latach, Quartararo opuści Yamahę i otrzyma szansę sprawdzenia się na motocyklu, o którym mówi się, że jest bardzo dobrze przygotowany do nowych regulacji. Jeśli faktycznie tak będzie, to Fabio może być wśród faworytów do zdobycia przyszłorocznego tytułu.

Równie duże ambicje będzie mieć Diogo Moreira. Debiutujący w tym sezonie w MotoGP Brazylijczyk z wyścigu na wyścig notuje coraz większy progres. Chociaż pod kątem punktowym nie wygląda to aż tak dobrze – ma 74 punkty i zajmuje 14. miejsce w klasyfikacji generalnej ex aequo z… Quartararo. Mimo wszystko pod kątem umiejętności widać progres z wyścigu na wyścig. Udało mu się też wywalczyć pierwsze podium w sprincie na torze Motegi. Dobre występy zaowocowały awansem do zespołu fabrycznego Hondy, co nie było takie oczywiste, bo David Alonso zdawał się być początkowo faworytem na tę pozycję. Dobre występy aktualnego mistrza Moto2 sprawiły jednak, że to on dołączy do Quartararo w fabrycznej Hondzie i stworzy jeden z najciekawszych duetów na przyszły rok.

2. Yamaha: Jorge Martín i Ai Ogura

Jeśli weźmiemy pod uwagę oczekiwania wobec przyszłorocznej Yamahy to pewnie trzeba by było uplasować ten duet nieco niżej. Jednak oceniamy tylko zawodników, więc miejsce w czołowej trójce to oczywistość. Yamaha ściągnęła bowiem do siebie dwójkę kapitalnych zawodników. Martín, mistrz świata sprzed dwóch lat, odbudował się w tym sezonie i realnie walczy z Márquezem o tytuł. Mimo dość chłodnej relacji z Aprilią Hiszpan patrzy przed siebie i podobnie jak w mistrzowskim sezonie zdobywa punkty, umiejętnie wykorzystując wszelkie potknięcia swojego rodaka. Martín już od początku swojej kariery w MotoGP dał się poznać jako przebojowy, agresywnie jeżdżący kierowca. Już w debiutanckim sezonie cieszył się z premierowej wygranej, a już trzy lata później jego nazwisko znalazło się na Wieży Mistrzów.
Choć zdawało się, że czas w Aprilii wyhamuje jego karierę, to w tym sezonie Martín udowadnia, że jest jednym z najlepszych kierowców w stawce. Wygrał tylko jeden wyścig, ale regularnie staje na podium lub – w najgorszym wypadku – w pierwszej piątce (poza GP Katalonii i Węgier, których nie ukończył, oraz GP Czech, gdzie był dziewiąty). Dodatkowo Hiszpan potwierdza, że świetnie czuje się w sprintach, podczas których w tym roku wygrał już czterokrotnie. Jeśli Yamaha stworzy dobry motocykl, to Martín na pewno będzie wart obserwacji w przyszłym sezonie. Tak samo jak jego kolega z ekipy.

Z kolei transfer Ogury został ogłoszony dość niespodziewanie. Japońska marka zwietrzyła okazję, żeby ściągnąć swojego rodaka do siebie, i postanowiła ją wykorzystać. Obecny zawodnik Trackhouse już w swoim debiucie zrobił świetne wrażenie, gdy zajął piąte miejsce w GP Tajlandii. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w tym sezonie – Ogura regularnie znajduje się w czołówce, a w GP Holandii zatriumfował po raz pierwszy w MotoGP. Kto wie, co mógłby osiągnąć, gdyby nie feralna kontuzja kciuka sprzed kilku tygodni. Dla Yamahy posiadanie Ogury w swoim składzie ma wartość sportową, ale też marketingową, gdyż pozwoli marce budować swoją tożsamość z pomocą zawodnika z Japonii. Ten skład jest naprawdę mocny. Tylko czy dostanie odpowiedni motocykl.
1. Ducati: Marc Márquez i Pedro Acosta
Nie mogło być inaczej. Fabryczna ekipa Ducati zmontowała jedną z najsilniejszych par kierowców ostatnich lat i jednogłośnie została zwycięzcą tego rankingu. Duet Hiszpanów wykracza poza sferę czysto sportową, gdyż Marc Márquez, jeden z najlepszych kierowców w historii MotoGP, będzie miał za kolegę z zespołu młodszego o 11 lat Pedro Acostę. Młodzian wypłynął na szerokie wody w 2021 roku i zdobył mistrzostwo Moto3 w swoim debiutanckim sezonie. Dwa lata później dołożył do tego tytuł w Moto2, a swoją karierę w MotoGP rozpoczął od podium w już drugim wyścigu. Szybko przyklejono mu łatkę „nowego Márqueza”.
Wraz z upływem czasu Acosta wyrósł na lidera zespołu KTM. Maszyna ta była jednak ograniczona pod kątem osiągów, dlatego zawodnik długo musiał oglądać plecy rywali jeżdżących na Ducati czy Aprilii. Pocieszeniem było to, że osiągał on znacznie lepsze wyniki od swoich kolegów z KTM-a. Dość powiedzieć, że przez prawie dwa lata współpracy Brad Binder ani razu nie pokonał Acosty w kwalifikacjach.
W tym roku Acosta wreszcie przełamał swoją passę bez wygranych w klasie królewskiej. Najpierw po pasjonującej walce z Márquezem wygrał otwierający sezon sprint w Tajlandii, a kilka miesięcy później wreszcie zatriumfował w niedzielę, gdy wygrał GP Austrii. Do tego dołożył łącznie siedem podiów w wyścigach i sprintach. W klasyfikacji generalnej zajmuje aktualnie piąte miejsce i ma więcej punktów, niż wszyscy pozostali kierowcy KTM-a razem wzięci.

Acosta przyznaje, że przechodząc do Ducati nie myślał o kwestiach finansowych. Jego celem jest pokonanie Marca Márqueza na tej samej maszynie. W połączeniu z temperamentem młodszego z Hiszpanów stwarza to bazę pod fascynującą rywalizację na torze i poza nim, którą będą śledzić wszyscy kibice MotoGP.
Sam Márquez, mimo licznych problemów zdrowotnych, w tym sezonie wciąż utrzymuje się na topie. Pomimo drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej nadal zdaje się mieć więcej argumentów w walce o tytuł od Jorge Martína. Ewentualne mistrzostwo będzie jego ósmym w klasie królewskiej (wyrównałby rekord Giacomo Agostiniego) i dziesiątym łącznie (tutaj Agostini ma 15, a Angel Nieto 13). W obu przypadkach wyprzedziłby swojego wielkiego rywala, Valentino Rossiego. I choć walka z Martínem zapowiada się bardzo ciekawie, tak zdaje się, że w przyszłym roku Hiszpana czeka najpoważniejszy rywal od lat.
Sezon 2027 zapowiada się na najlepszy sezon od dawna. Pojawi się dużo zmian technicznych, licznych transferów wewnętrznych, aż pięciu debiutantów. A wszystko to na przestrzeni 22 weekendów wyścigowych. Jednak zanim to nastąpi, mamy jeszcze pasjonującą walkę o tytuł w końcówce bieżącej kampanii. To naprawdę dobry czas, żeby być fanem MotoGP.


