„Nie potrafię patrzeć na ten weekend pozytywnie. W połowie wyścigu próbowałem jeszcze naciskać, ale pod koniec zupełnie odpuściłem. Nie ma sensu tracić energii na jeden punkt. Na dziś zgubiłem całą motywację”. Takimi słowami Fabio Quartararo podsumował swój występ na torze Mugello. Francuz ukończył wyścig na 18. miejscu, jedynie przed jadącym w zastępstwie Michele Pirro.
Relacja „El Diablo” z Yamahą jest już kompletnie wypalona i obie strony czekają na koniec sezonu, żeby móc wreszcie się pożegnać. Będzie to smutne zakończenie ośmioletniej współpracy, która najpierw przyniosła euforię, trofea i tytuły, a potem frustrację i medialne przepychanki.
Oto historia o tym, jak Fabio Quartararo i Yamaha przez cztery lata budowali mistrzowską więź, a potem przez taki sam okres ją psuli.
O problemach Yamahy oraz innych konstruktorów w MotoGP przeczytacie tutaj.

Skąd ten szum?
Francuz wchodził do mistrzostw świata w 2015 roku. Miał za sobą kilka udanych lat w juniorskich seriach, w których zdobył m.in. dwa tytuły mistrza Europy. Jego debiut w Moto3 wzbudzał więc duże zainteresowanie ekspertów i kibiców. Dodatkowo Fabio reprezentował rzadko spotykany w stawce kraj, co sprawiało, że poza potencjałem sportowym wnosił szansę na zwiększenie popularności MotoGP we Francji.
Pierwszy sezon zawodnika z Nicei w Moto3 był obiecujący – dwa razy stanął na podium i miał tyle samo pole position. Niestety, podczas Grand Prix San Marino odniósł kontuzję, która wyeliminowała go z czterech wyścigów. Ostatecznie zajął dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Krótko mówiąc, debiutancki sezon Francuza w mistrzostwach świata był niezły, ale oczekiwano, że druga kampania będzie jeszcze lepsza. Co więcej, Quartararo przed sezonem 2016 dołączył do zespołu Leopard Racing, czyli ekipy, z którą Danny Kent wywalczył rok wcześniej mistrzowski tytuł.

Sezon 2016 okazał się jednak wielkim rozczarowaniem. Francuz był bardzo daleki od walki o tytuł. Zajął 13. miejsce w klasyfikacji generalnej i ani razu nie stanął na podium. Mistrzem Moto3 został Brad Binder, który zdobył prawie cztery razy więcej punktów niż Fabio.
Mimo to zespół Pons postanowił dać Quartararo możliwość awansu do kategorii Moto2 na sezon 2017. Identycznie jak rok wcześniej, zajął on 13. miejsce w klasyfikacji generalnej, ani razu nie stanął na podium i miał sporą stratę do mistrza. Wydawało się, że cały szum wygenerowany w trakcie kariery juniorskiej kompletnie nie znalazł odzwierciedlenia na poziomie seniorskim.
Błysk
Czy sezon 2018 gwałtownie zmienił postrzeganie Quartararo w świecie MotoGP? Po trzech latach przerwy wreszcie stanął na podium, i to pierwszy raz na jego najwyższym stopniu. Francuz pojechał niemal bezbłędne GP Katalonii, gdzie najpierw wygrał kwalifikacje, a następnie dojechał jako pierwszy do mety, wyprzedzając drugiego Miguela Oliveirę o ponad dwie sekundy. Co więcej, w kolejnym wyścigu Quartararo dołożył kolejne podium, a niedługo potem wygrał jeszcze GP Japonii, po którym jednak został zdyskwalifikowany. Z tej perspektywy można powiedzieć, że Francuz wreszcie zaczął pokazywać namiastkę swojego talentu.

Gorzej to wygląda, jeśli spojrzymy na pozostałe wyniki zawodnika z Nicei w tamtej kampanii. Quartararo zdobył zaledwie punkt w pierwszych trzech wyścigach sezonu, a następnie balansował w okolicach pierwszej i drugiej dziesiątki. Owszem, poza dwoma podiami miał też udaną końcówkę sezonu, w której dwukrotnie ukończył wyścig na piątym miejscu, ale całościowo dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej nie jest wynikiem, po którym spodziewasz się awansu do MotoGP.
A jednak właśnie po takim sezonie Quartararo otrzymał od Yamahy ofertę. Japońska marka kończyła współpracę z Tech3 i w 2019 roku jej zespołem satelickim miała być nowa ekipa – Petronas SRT. W kwestii obsady foteli postawiono na dwóch młodych zawodników. Franco Morbidelli w sezonie 2018 zadebiutował w MotoGP i radził sobie przyzwoicie. Co więcej, był on zawodnikiem Akademii VR46, co bardzo pomogło w negocjacjach. Valentino Rossi upatrywał bowiem w młodszym koledze swojego następcy w fabrycznym zespole Yamahy.
Wybór Quartararo był bardzo nieoczywisty. Miejsce w klasyfikacji generalnej Moto2 sugerowało, że było co najmniej dziewięciu lepszych kandydatów pod względem sportowym, nie mówiąc o zawodnikach z MotoGP, którzy nie mieli ważnych kontraktów. Yamaha postanowiła jednak zaryzykować. Uznano, że przebłyski w sezonie 2018 to dowód, że Francuz wciąż ma umiejętności, które zrobiły szum wokół niego w czasach juniorskich, i nie warto czekać, aż przejmie go inny zespół.

Bez kompleksów
Podczas inaugurującego sezon 2019 GP Kataru Fabio miał 19 lat i 324 dni. Stał się tym samym trzecim najmłodszym debiutantem w erze MotoGP. Nawet Marc Márquez w dniu swojego pierwszego wyścigu miał już 20 lat. To pokazywało, jak wielkie nadzieje wiązano z Quartararo, nawet pomimo przeciętnej kariery w Moto2 i Moto3. Już w debiucie Francuz zaprezentował się świetnie, kwalifikując się na piątej pozycji. Niestety, na okrążeniu rozgrzewkowym motocykl Francuza odmówił posłuszeństwa, przez co musiał on startować z alei serwisowej. Niemniej dobry występ w kwalifikacjach przyjęto jako sygnał, że na pojedynczym okrążeniu „El Diablo” jest w stanie walczyć z każdym.
Potwierdziło się to już trzy rundy później, kiedy zawodnik Yamahy wygrał kwalifikacje przed GP Hiszpanii. Miał wtedy 20 lat i 14 dni. Do dziś jest on najmłodszym zawodnikiem, który wywalczył pole position w klasie królewskiej. Mimo to w wyścigu znowu nie popisała się maszyna Francuza i po 13 okrążeniach motocykl z numerem 20 zatrzymał się na poboczu. Było jednak widoczne, że Quartararo jest zawodnikiem na poziomie MotoGP i jeśli tylko Yamaha będzie funkcjonować poprawnie, to czekają go liczne sukcesy.
Tak się też stało. W GP Katalonii Quartararo znowu zdobył pole position, natomiast w wyścigu dojechał na drugim miejscu. Identycznie jak rok wcześniej w Moto2, po podium w Barcelonie przyszło podium w Assen. To jednak nic w porównaniu z tym, co działo się pod koniec sezonu. Quartararo wywalczył pięć podiów w ostatnich siedmiu wyścigach. Za każdym razem było to drugie miejsce po wyrównanym pojedynku z Márquezem. Hiszpan był w tamtym sezonie nie do pokonania. Poza rundą w Austin każdy wyścig ukończył na pierwszej lub drugiej pozycji. Nawiązanie z nim walki świadczyło o dużej klasie zawodnika, a ostateczną porażkę można w przypadku Quartararo tłumaczyć brakiem doświadczenia.

Siedem podiów, sześć pole position, piąte miejsce w klasyfikacji generalnej – jak na debiutanta w klasie królewskiej to wynik rewelacyjny. Po czterech latach oczekiwań Francuz wreszcie zaprezentował się na miarę swojego potencjału i wszyscy fani MotoGP czekali na jego rywalizację z Márquezem w sezonie 2020. Jeszcze przed startem nowego sezonu Yamaha ogłosiła, że Quartararo przejdzie w 2021 roku do zespołu fabrycznego, w którym zastąpi samego Valentino Rossiego.
Stare problemy
Do rywalizacji Márquez–Quartararo jednak nie doszło. W otwierającym sezon GP Hiszpanii Márquez szybko objął prowadzenie, które po chwili stracił, gdy wypadł z toru i spadł przy tym na koniec stawki. Quartararo w tamtym momencie jechał na czwartym miejscu i dopiero podkręcał tempo. Pod koniec wyścigu Francuz był już liderem i pewnie jechał po swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Za jego plecami Márquez zdołał przebić się na trzecie miejsce i walczył z Maverickiem Viñalesem o drugą lokatę. Cztery okrążenia przed końcem zaliczył jednak potężny highside, który wyeliminował go nie tylko z wyścigu, ale – jak się miało okazać – również z całego sezonu.
W takich okolicznościach Quartararo stał się głównym faworytem do tytułu. W drugim wyścigu sezonu również wygrał. Takie otwarcie, w połączeniu z dość słabą formą innych zespołów, sprawiało, że Yamaha zdawała się mieć wszystko na wyciągnięcie ręki.

Quartararo nie zdołał jednak utrzymać równej formy. A to, jak się miało okazać, było w sezonie 2020 kluczowe. Poza wygranymi w Jerez Francuz pojawił się na podium tylko raz – gdy wygrał w Barcelonie. W pozostałych wyścigach wróciły do niego demony z czasów Moto2 i Moto3. Zaliczył wiele słabych sesji, w których przez własne błędy lub problemy techniczne gubił punkty. To odebrało mu nie tylko możliwość walki o tytuł, ale również szansę na jakiekolwiek wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jeśli prawie 60% twojego dorobku punktowego pochodzi z trzech wyścigów, trudno mówić o dobrym sezonie.
Zapaść formy Quartararo zbiegła się z nagłym wystrzałem formy u Morbidellego. Włoch również wygrał trzy wyścigi, ale zaprezentował równiejszy poziom i zdobył wicemistrzostwo. To podało w wątpliwość decyzję Yamahy o przyznaniu miejsca w ekipie fabrycznej Francuzowi, który zaprezentował się gorzej od swojego zespołowego kolegi.
Na szczycie
Quartararo przeszedł więc do fabrycznego zespołu Yamahy z dużym bagażem oczekiwań. Francuz wiedział, że ze względu na nagły spadek formy w poprzednim sezonie znów ma nad sobą dużo znaków zapytania co do swoich możliwości. Poprzednia kampania pokazała, że pod nieobecność Márqueza kluczem do tytułu jest przede wszystkim ograniczenie liczby błędów.
W sezonie 2021 Fabio Quartararo tak właśnie zrobił. Na przestrzeni całego roku miał w zasadzie tylko jeden naprawdę słaby wyścig, ale poza tym nie spadł poniżej ósmego miejsca. Na pewno pomógł też awans do fabrycznej ekipy, dzięki czemu nieco poprawiła się niezawodność motocykla. Pięć zwycięstw i tyle samo podiów, równa forma przez w zasadzie cały sezon. Wreszcie, pod koniec Grand Prix Emilii-Romanii, Pecco Bagnaia wypadł z wyścigu i stało się. Fabio Quartararo został mistrzem świata.

Był to tytuł zasłużony. O ile pod koniec sezonu Bagnaia ewidentnie złapał wiatr w żagle (cztery wygrane i jedno podium w ostatnich sześciu wyścigach), o tyle na przestrzeni całego sezonu to zawodnik Yamahy był najlepszy. Quartararo jest pierwszym motocyklowym mistrzem świata z Francji i do dziś pozostaje ostatnim zawodnikiem, który zdobył tytuł na japońskim motocyklu.

Po wynikach z tamtego sezonu widać było nadchodzącą zmianę. O ile w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej znalazło się dwóch przedstawicieli japońskich marek, o tyle cała reszta top 10 jeździła już na europejskich motocyklach. Yamaha z wyścigu na wyścig była coraz mniej konkurencyjna, Honda nie potrafiła się odnaleźć bez Márqueza, a Suzuki planowało odejście z MotoGP, co zrealizowało po sezonie 2022.
O sile Quartararo świadczy fakt, że nawet na dogorywającej Yamasze był w stanie do końca walczyć o obronę tytułu. Trzeba jednak przyznać, że w pierwszej połowie sezonu 2022 radził sobie bardzo dobrze. Francuz wygrał trzy wyścigi i dołożył tyle samo podiów. W połączeniu z nierówną formą Pecco Bagnai sprawiało to, że przed GP Holandii Quartararo miał 91 punktów przewagi nad Włochem. Ewentualne zniwelowanie tej straty w ostatnich dziesięciu wyścigach byłoby rekordem MotoGP.

Na nieszczęście Fabio jego rywal dobił do tego poziomu. Pięć wygranych i trzy podia w dziewięciu wyścigach sprawiły, że przed ostatnią rundą w Walencji to zawodnik Ducati był liderem klasyfikacji generalnej. Miał on przewagę 24 punktów, co oznaczało, że Quartararo musiał wygrać i liczyć na to, że Bagnaia nic nie zdobędzie. Prawda jest jednak taka, że Włoch mógł kompletnie odpuścić sobie tę rundę, bo Yamaha była już w takim stanie, że tylko cud dałby wygraną Fabio. Francuz w drugiej połowie sezonu dwoił się i troił, żeby dowieźć tytuł do mety, jednak nie miał maszyny, która by mu na to pozwoliła.
Podczas GP Malezji musiał on hamować na maksymalnym limicie, żeby trzymać się blisko uciekającego Ducati z numerem 63. Tak samo było w Walencji, gdzie Francuz robił, co mógł, ale prowadząca trójka była po prostu zbyt szybka. Quartararo skończył czwarty, Bagnaia dziewiąty, więc tytuł powędrował do zawodnika z Turynu. Fabio udowodnił w tym sezonie swoją klasę, jednak widać było, że na dłuższą metę nie będzie mógł walczyć o mistrzostwo na Yamasze.
Zjazd
Mimo spadku formy Yamahy, jeszcze w lipcu 2022 roku Quartararo przedłużył kontrakt z japońską marką do końca sezonu 2024. Francuz miał na stole ofertę z Aprilii – zespołu, który notował wyraźny progres. Stajnia z Noale miała jednak dość skromne zaplecze, zwłaszcza finansowe. Ich oferta pensji była trzykrotnie niższa od tej, którą proponowała Yamaha. Co więcej, w tamtym okresie Aprilia wciąż była uważana za zespół, który na dłuższą metę nie jest w stanie rywalizować o tytuły, a jedynie dać zawodnikom przestrzeń do walki o wygrane w pojedynczych wyścigach oraz rodzinną atmosferę.
Quartararo postanowił zostać w Yamasze nie tylko ze względów finansowych, ale również po to, by odpłacić się za zaufanie, jakim marka obdarzyła go kilka lat wcześniej, gdy zaoferowała mu awans do klasy królewskiej. Francuz wierzył, że spadek formy jest chwilowy i dzięki dobremu zapleczu zespół wkrótce wróci do walki o najwyższe cele.

Niestety, przez kolejne lata Francuz jako jedyny zdawał się pchać zespół do przodu. Ducati stało się hegemonem, w siłę rosły KTM i Aprilia. Jedynym pocieszeniem dla Yamahy było to, że Honda radziła sobie jeszcze gorzej. Jest to jednak marne pocieszenie, jeśli zespół zajmuje siódme, a potem ósme miejsce w klasyfikacji zespołów. Doszło nawet do sytuacji, w której fabryczna Yamaha skończyła za Tech3, czyli swoją dawną ekipą satelicką, która przeszła na motocykle KTM.
Quartararo w latach 2021–2022 był głównym źródłem szczęścia Yamahy, ale jego znaczenie jeszcze bardziej uwydatniło się w kolejnych trzech latach, kiedy był jedynym przedstawicielem zespołu, który był w stanie walczyć o podium, co zresztą udało mu się osiągnąć trzykrotnie w wyścigach i tyle samo razy w sprintach. Były to jednak małe promyczki słońca w szarej rzeczywistości Yamahy.
Wypalenie
W połowie sezonu 2024 Quartararo dał Yamasze jeszcze jedną szansę i przedłużył kontrakt do 2026 roku. Chciał w ten sposób pozwolić zespołowi przygotować projekt na sezon 2027, który wraz z nadejściem nowych regulacji ma przywrócić go na szczyt. Jednocześnie liczył, że dwa kolejne sezony przyniosą jakąkolwiek poprawę w osiągach motocykla. Pewien progres pojawił się w 2025 roku, kiedy to Quartararo wywalczył trzy pole position z rzędu. Niestety tylko jedno z nich udało się przekuć w podium, podczas gdy pozostałych dwóch wyścigów Francuz nie ukończył.
Moment załamania nadszedł podczas GP Wielkiej Brytanii, kiedy to awaria zmusiła Quartararo do wycofania się z rywalizacji. Francuz jechał wtedy na pierwszym miejscu z dużą przewagą nad Marco Bezzecchim i pewne jest, że gdyby nie awaria, cieszyłby się z wygranej. Ta ostatecznie przypadła zawodnikowi Aprilii – tej samej, którą kilka lat wcześniej Quartararo odrzucił. Co równie bolesne, niedługo wcześniej Johann Zarco wygrał GP Francji na motocyklu Hondy, co sprawiło, że Yamaha straciła nawet argument, że przynajmniej rywal zza miedzy radzi sobie jeszcze gorzej.

Już wtedy pojawiły się tarcia na linii zawodnik–zespół. Quartararo kilkukrotnie negatywnie wypowiadał się na temat Yamahy i głośno mówił o potrzebie poprawy osiągów. W odpowiedzi szef zespołu, Massimo Meregalli, sugerował, że takie publiczne szpilki są niepotrzebne i niezadowoleni zawodnicy powinni raczej skupić się na jeździe.
Obecny sezon to już powolne dogasanie tej zepsutej relacji. Owszem, Quartararo zdarzają się przebłyski formy, jednak przeplatają się one z bezbarwnymi wyścigami, w których Francuzowi pozostaje walka o jakiekolwiek punkty. Już przed sezonem pojawiły się doniesienia, że po ośmiu latach Quartararo zmieni motocykl i przeniesie się do Hondy. Choć nie zostało to jeszcze oficjalnie potwierdzone, wnioski można wyciągać m.in. z faktu, że Francuz został całkowicie odsunięty od testowania prototypów na przyszły sezon.
Takie zagrania, w połączeniu z wypowiedziami, jak przytoczona na początku artykułu lub ta sprzed GP Węgier, mówiąca o „kompletnym braku progresu względem zeszłego roku”, są z jednej strony przykre, ale z drugiej strony zrozumiałe. Jeśli Yamaha chce się skupić na rozwoju motocykla, logiczne jest, żeby dopuścić do niego tylko zawodników, którzy długoterminowo mają być związani z zespołem. Nie jest to jednak korzystna sytuacja dla zawodnika, który będzie musiał zaczekać na test przyszłorocznej maszyny aż do listopada.
Oprócz Quartararo japońską markę najpewniej opuszczą również Jack Miller i Álex Rins, o którego historii przeczytacie tutaj.
Nie być jak Leclerc
Fani Formuły 1 mogą dostrzec w tej historii wiele podobieństw do relacji Charlesa Leclerca z Ferrari, która trwa długo i, jak wiemy od niedawna, potrwa jeszcze kilka lat. Wydaje się, że potencjał Monakijczyka jest nieco marnowany w stajni z Maranello. Quartararo oczywiście ma już na swoim koncie tytuł mistrza świata, ale pewnym jest, że na Ducati lub Aprilii mógłby mieć ich więcej. Francuz jest powszechnie uważany za jednego z najlepszych zawodników w stawce pod względem umiejętności, którego od lat ogranicza słaba maszyna.

Cztery lata wspólnych sukcesów zakończonych mistrzostwem, a potem wicemistrzostwem świata, po których nastąpiły cztery lata powolnego spadku w hierarchii aż po dziś dzień, kiedy finisz na punktowanej pozycji przyjmowany jest jako coś pozytywnego. Dziwna to była relacja: począwszy od niespodziewanego angażu, przez kredyt zaufania, jakim obie strony obdarzały się przez wiele lat. Teraz jednak dobrze zrobi im rozstanie, choć można się zastanawiać, czy nie lepiej było go dokonać wcześniej. Mimo to, Quartararo zarzeka się, że pomimo ostatnich utarczek będzie dobrze wspominał swoją współpracę z japońską marką.
Transfer do Hondy, biorąc pod uwagę duży nacisk japońskiego zespołu na pracę nad nową maszyną, powinien dawać nadzieję kibicom, że w przyszłym roku Quartararo wreszcie będzie miał motocykl godny swoich umiejętności. A mocny Fabio, dzięki swojej popularności, na pewno będzie wartością dodaną dla całego MotoGP.

Źródło grafiki poglądowej: motogp.com

