
Rafał Wołosz to polski kierowca wyścigowy mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Swoją karierę rozpoczął od kartingu halowego, następnie przeniósł się do profesjonalnych zawodów kartingowych, a później do bolidów Formuły 4. Po startach w USA w sezonie 2025 Rafał przeniósł się do Europy. W tej rozmowie opowiada o swoich największych marzeniach dotyczących motorsportu, „przesiadce” ze Stanów do Europy oraz wrażeniach po ściganiu się na torze goszczącym Formułę 1.
Rozmowa z Rafałem Wołoszem

Maciej Jackiewicz: Zaczniemy od początku twojej kariery, czyli od kartingu. Z tego, co czytałem, zaczynałeś w gokartach do wynajęcia, w kartingu halowym. Czy zanim zacząłeś jeździć na tych gokartach, to interesowałeś się w ogóle motorsportem? Oglądałeś jakieś wyścigi?
Rafał Wołosz: Tak, oglądałem różne wyścigi, dużo Formuły 1, ale też tata zawsze mówił o rajdach, no i o Le Mans. Le Mans to był dla mnie taki wielki wyścig – zawsze dużo się o nim rozmawiało. Dwadzieścia cztery godziny to wiesz… dla mnie to było „wow”, że można tak długo jechać. To było niesamowite.
MJ: A te wyścigi amerykańskie typu IndyCar czy NASCAR cię interesowały? Śledziłeś je w jakiś sposób?
RW: Powiem ci, że raczej nie. Bardziej skupiałem się na formułach albo europejskich wyścigach międzynarodowych. NASCAR nigdy mnie specjalnie nie wciągnął.
MJ: Rozumiem. Jak już mówiłem, zacząłeś w kartingu halowym, a potem miałeś przerwę, po której wróciłeś już do ścigania na poważniej, w bardziej profesjonalnych gokartach. Jak duża jest różnica między takim gokartem, który możemy sobie wynająć na torze halowym, a takim, w którym ścigają się kierowcy w zawodach?
RW: Różnica jest spora. W halowych gokartach – w Stanach zazwyczaj są elektryczne – nie masz dostępu do mechaniki, po prostu dostajesz gokarta i takim jeździsz. A w profesjonalnym kartingu to już zupełnie inna bajka – większe prędkości, różne opony, ustawienia, do tego dochodzą kwestie temperatury toru i opon. No i oczywiście mechanicy mają sporo pracy. To jest ogromna różnica.
MJ: Czyli można powiedzieć, że w tych profesjonalnych gokartach dużo bardziej da się dostosować ustawienia pod styl jazdy albo pod konkretny tor, tak?
RW: Tak, dokładnie.
MJ: Twoja kariera kartingowa nie była szczególnie długa – dość szybko przesiadłeś się do samochodów. Oczywiście po testach, ale jak patrzyłem na twoje pierwsze wyścigi, to twój debiut w Formule 4 był dość ciekawy. To był wyścig, w którym jechałeś na torze razem z różnymi innymi samochodami, nie tylko z bolidami Formuły. Jak to jest prowadzić bolid, gdy wokół ciebie jeżdżą auta zupełnie innego typu, których normalnie nie spotyka się w Formule 4?
RW: To jest trochę frustrujące, bo nie możesz pojechać szybciej albo dogonić tych samochodów. Z drugiej strony daje ci to pewien spokój – możesz się skupić bardziej na sobie i na własnym wyniku, a nie od razu na walce koło w koło. To dobre doświadczenie na pierwszy wyścig w bolidach, ale jednocześnie bywa frustrujące.
MJ: Tak, w takich wyścigach, w których są różne klasy samochodów, kiedy jedziesz wolniejszym autem, rozumiesz, że nie możesz dogonić tych szybszych. Ale i tak frustruje cię, że nie możesz pojechać szybciej, prawda?
RW: No, dokładnie – to wkurzające.
MJ: No tak. Ale już później przesiadłeś się do normalnej serii, gdzie wszystkie bolidy były Ligierami Formuły 4. Wystartowałeś bodajże w dwóch rundach. Jak to było – ten pierwszy poważny wyścig, podczas którego już naprawdę musiałeś walczyć koło w koło z dużą liczbą bolidów?
RW: Było trochę nieszczęścia, bo akurat trafiłem na jeden z najtrudniejszych torów w sezonie – Mid-Ohio. Tam było bardzo dużo wzniesień i zmian wysokości, a wcześniej nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Samochód skakał góra-dół i przyczepność była zupełnie inna. Bardziej skupiłem się wtedy na nauce toru niż na walce. Ale kiedy już dochodziło do pojedynków, to było niesamowite – hałas, adrenalina… Czasami trudno się skupić tylko na jeździe, bo myślisz o kierowcy obok czy za sobą. To super uczucie, choć trochę straszne. Zdecydowanie ciekawsze niż tamten debiut w mieszanej stawce.
MJ: Czułeś, że z każdym wyścigiem na Mid-Ohio było coraz lepiej? Że coraz bardziej oswajasz się z bolidem i jesteś w stanie walczyć?
RW: Tak. Z każdą sesją jechałem lepiej, poprawiałem czasy. W ostatnim wyścigu jeszcze spadł deszcz – mieliśmy wyjechać na suchych oponach, a ostatecznie jechaliśmy na mokrych. Ja akurat uwielbiam jazdę w deszczu, więc sprawiło mi to frajdę. Co prawda na początku odpadło mi lusterko, więc nie było idealnie, ale potem zacząłem doganiać rywali. To był naprawdę niesamowity weekend.
MJ: To jeszcze nie był twój domowy tor, prawda?
RW: Tak, to było przed wyścigiem domowym.

MJ: Potem miałeś dłuższą przerwę – prawie rok bez startów. W 2025 roku sporo się zmieniło: zacząłeś ścigać się w Europie, przesiadłeś się z Ligiera na włoskiego Tatuusa. Choć osiągi są podobne, to czy odczuwasz dużą różnicę w jeździe między tymi bolidami?
RW: Bardzo dużą. Tatuusy są lżejsze, dłuższe, szersze, mają lepszą przyczepność. No i turbo – co daje świetne przyspieszenie, ale w deszczu trzeba uważać. Szczerze mówiąc, o wiele bardziej podobają mi się samochody w Europie – są szybsze i lepiej się nimi jeździ.
MJ: A jak różni się atmosfera w padoku i kultura ścigania między Ameryką a Europą?
RW: To był dla mnie kompletny szok. Tyle ciężarówek w jednym miejscu nie widziałem w życiu! Niektóre zespoły budowały całe budynki tylko na weekend – dla mechaników czy kierowców. Atmosfera niesamowita. Spałem wtedy w przyczepie na torze i obok była niemiecka drużyna – grali muzykę do pierwszej w nocy. Inny zespół zrobił restaurację z muzyką na żywo, zaprosili piosenkarzy. Normalnie kosmos.
MJ: To ciekawe, bo takie rzeczy częściej słyszy się o najwyższych seriach, a okazuje się, że dzieją się też w niższych.
RW: Tak, mnie to też zaskoczyło. Niby niższe serie, ale Porsche Carrera Cup Italia czy GT3 już przyciągają ludzi. To też pokazuje siłę marek i zespołów. Super doświadczenie.
MJ: Twój pierwszy wyścig w Europie był na Mugello, czyli byłym torze Formuły 1. Czy to pobudza wyobraźnię – świadomość, że jedziesz w miejscu, gdzie kiedyś ścigali się najlepsi kierowcy świata?
RW: Na pewno. To niesamowite uczucie, że już coś osiągnąłeś, że jesteś w miejscu, gdzie jeździła elita motorsportu. To bardzo motywuje, żeby dać z siebie maksimum.
MJ: Mugello to trudny tor – pagórkowaty, z wieloma zmianami wysokości. A mimo przerwy dałeś radę i ukończyłeś oba wyścigi. Twój następny start jest we wrześniu w FX Pro Series, w której wszyscy będą mieli identyczne bolidy. Nie możesz się doczekać pierwszej prawdziwej rywalizacji, równej walki z innymi kierowcami?
RW: Oj tak, bardzo się nie mogę doczekać. Mamy dobrą drużynę, dobrych zawodników, fajną atmosferę. Będzie więcej rywalizacji, więcej walk na torze – a po to są wyścigi. W Mugello brakowało mi tego, może poza treningami. Tak że czekam na to z niecierpliwością.
MJ: A jakie są plany na przyszły sezon? Zostajecie przy Formule 4 czy są szanse na szybsze serie?
RW: Mam już parę ofert od różnych zespołów, ale wszystko zależy od finansów – to największa blokada. Mam propozycje z Formuły 3 w Stanach, a nawet dostałem ofertę testów w Formule 2. Ale to na razie tylko testy, nic pewnego.
MJ: No właśnie – w motorsporcie finanse zawsze są największym problemem. Patrząc na twoje social media, widzę, że twoje posty i filmiki cieszą się sporą popularnością. Czy to pomaga w zdobywaniu sponsorów?
RW: Tak, na pewno pomaga. Sponsorzy widzą, że mogą się promować nie tylko na torze, ale też w mediach społecznościowych. To daje dodatkową wartość. Ale i tak jest trudno – trzeba cały czas pisać do firm, szukać kontaktów. Social media pomagają, ale nie załatwiają wszystkiego.
MJ: Ostatnie pytanie – czy twoim głównym celem wciąż jest Formuła 1? Wierzysz, że kiedyś tam wystartujesz?
RW: Tak, to cały czas mój główny cel. Myślę, że kiedyś tam dojdę – nie wiem, czy przez wszystkie szczeble Formuły, czy może przez GT albo Hypercary, ale wierzę, że się uda.
MJ: A oprócz Formuły 1 – jakie są twoje największe marzenia w motorsporcie?
RW: Oprócz Formuły 1 chciałbym zdobyć potrójną koronę – to ogromne marzenie. Le Mans, Indy 500, może też Dakar, a nawet rajdy w Polsce.
MJ: Czyli sporo planów. Życzę ci powodzenia w najbliższych startach i oczywiście spełnienia marzeń.
RW: Dziękuję bardzo.
MJ: Dzięki za rozmowę.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło zdjęcia poglądowego: Rafał Wołosz / archiwum prywatne