Franco Colapinto podczas pokazu w Buenos Aires

Wrzask wysoko wkręcającego się na obroty silnika V8 pod koniec kwietnia na wskroś przeszył ulice Buenos Aires. Stolica Argentyny stała się areną wyjątkowego wydarzenia, podczas którego kierowca Alpine – Franco Colapinto – jeździł po ulicach swojego rodzinnego miasta bolidem Lotusa z 2012 roku (wówczas pod tym szyldem jeździła ekipa z Enstone, dziś przemianowana na Alpine), a także repliką Mercedesa z lat 50., którym przed laty ścigał się jego rodak, legendarny Juan Manuel Fangio. Miejscowego chłopaka, który zdołał wedrzeć się do świata Formuły 1, przyszło zobaczyć aż 600 000 fanów, a impreza zdawała się mieć charakter narodowego święta. Zgromadzeni kibice z pewnością mogli w ten sposób poczuć namiastkę tego, jaka mogłaby panować atmosfera, gdyby Grand Prix Argentyny znalazło się w kalendarzu F1.

Wobec oddania i pasji, jaką cechują się argentyńscy kibice, a także chęci Liberty Media, właściciela praw komercyjnych sportu, do podbijania nowych rynków, warto zastanowić się nad tym, czy jest szansa na to, aby Grand Prix Argentyny wróciło do Formuły 1? Chociaż na co dzień trochę o tym zapominamy, losy królowej motorsportu historycznie dosyć często przeplatały się z losami kraju tanga, steków i Diego Maradony.

Pierwsze Grand Prix Argentyny

Kraj z Ameryki Południowej gościł u siebie Formułę 1 z bardzo dużą nieregularnością – łącznie robiąc to 20 razy. Wszystkie Grand Prix Argentyny odbywały się na torze, który dziś nosi nazwę Autódromo Oscar y Juan Gálvez, a na przestrzeni lat korzystano z jego różnych konfiguracji.

Po raz pierwszy Argentyna była gospodarzem rundy mistrzostw świata Formuły 1 jeszcze w latach 50. Wówczas prezydent Juan Perón, na kanwie sukcesów swojego rodaka Juana Manuela Fangio, bardzo zabiegał o to, aby w jego ojczyźnie mógł odbyć się wyścig F1. Zbudowano więc odpowiedni tor i w ten sposób w 1953 roku królewska kategoria bolidów jednomiejscowych zadebiutowała w Ameryce Południowej. Alberto Ascari zwyciężył w pierwszym, historycznym Grand Prix Argentyny, jednak triumfował w cieniu tragedii, do której doszło w trakcie rywalizacji.

Prezydent Perón zarządził, że wstęp na zawody będzie wolny, co spowodowało pojawienie się większej liczby kibiców, niż obiekt był w stanie przyjąć. Fani zaczęli gromadzić się niebezpiecznie blisko mknących bolidów, a na 31. okrążeniu wyścigu jeden z widzów wtargnął na nitkę toru. Starający się go ominąć Giuseppe Farina stracił kontrolę nad samochodem i wpadł w tłum obserwatorów. Źródła nie są zgodne co do liczby ofiar, ale szacuje się, że na skutek tego zdarzenia zginęło około dziesięciu osób.

Cztery kolejne wizyty w Buenos Aires padły już łupem lokalnego bohatera, czyli Fangio, który w tym czasie dominował też na innych torach F1 i ostatecznie sięgnął aż po pięć mistrzowskich tytułów. Wyścigi w Argentynie rozgrywano do 1960 roku (z wyjątkiem 1959), a jej późniejszą absencję w kalendarzu można wyjaśnić przede wszystkim zakończeniem kariery przez Fangio, co przełożyło się na spadek zainteresowania sportem wśród tamtejszej społeczności, a także odsunięciem Peróna od władzy i politycznymi zawirowaniami w kraju.

Juan Manuel Fangio z pucharem za zwycięstwo w Grand Prix Holandii w 1955 roku. Źródło: Wikimedia Commons

Nowy idol Argentyńczyków

Carlos Reutemann pojawił się w F1 w 1972 roku, a jego debiut zbiegł się w czasie z powrotem Grand Prix Argentyny do kalendarza mistrzostw. Znów duży wpływ miała na to płomienna miłość Argentyńczyków do jednego ze swoich i ich ponowne zaangażowanie w śledzenie zmagań kierowców.

Wyścig na torze w „Boskim Buenos” był inauguracyjną rundą sezonu i, co ciekawe, już w swoim pierwszym starcie miejscowy bohater Reutemann zakwalifikował się na pole position. W niedzielę nie zdołał jednak pójść za ciosem i „postawić kropki nad i” w debiucie jak ze snów, kończąc wyścig za kierownicą bolidu Brabhama na siódmej pozycji.

Reutemann nie zbliżył się nigdy osiągnięciami do tych, które na swoim koncie miał Fangio, niemniej jednak w czasie kariery trwającej przez nieco ponad dekadę zdołał zwyciężyć w 12 wyścigach F1, a w sezonie 1981 przegrał tytuł mistrzowski z Nelsonem Piquetem o zaledwie jeden punkt. Dzięki wynikom sportowym, nawet po tym, gdy skończył ze ściganiem, Carlos był na tyle popularny i szanowany we własnym kraju, że pozwoliło mu to na zrobienie kariery w polityce.


Carlos Reutemann za kierownicą bolidu Ferrari podczas Grand Prix Argentyny 1978
Carlos Reutemann za kierownicą bolidu Ferrari podczas Grand Prix Argentyny 1978. Źródło: Wikimedia Commons

Co do samego Grand Prix Argentyny – utrzymało się w kalendarzu mistrzostw świata do roku 1981, a więc praktycznie przez cały okres obecności Reutemanna w świecie królowej motorsportu. Początkowo planowano się tam ścigać także w sezonie 1982, jednak problemy ze sponsorem, a także wojna o Falklandy, do której wybuchu doszło między Argentyną a Wielką Brytanią, skutecznie uniemożliwiły rozegranie zawodów.

Krótki epizod w latach 90.

W sezonach 1995–1998 południowoamerykański kraj po raz ostatni gościł u siebie najszybszych kierowców świata. W przeciwieństwie do tego, jak to wyglądało w przeszłości, za tym powrotem nie stała moda na żadnego lokalnego kierowcę. Na początku lat 90. bogate konsorcjum kupiło trącący myszką tor z myślą o jego renowacji w celu przywrócenia Argentyny na wyścigową mapę świata. Pomysł bardzo intensywnie wspierał Carlos Reutemann – teraz już w roli senatora.

Michael Schumacher podczas Grand Prix Argentyny 1998
Michael Schumacher podczas Grand Prix Argentyny 1998. Źródło: facebook.com/Autódromo de Buenos Aires Oscar y Juan Gálvez

Marzenie o powrocie się ziściło, ale całego przedsięwzięcia nie można rozpatrywać w kategorii wielkiego sukcesu. Tor miał być krytykowany przez kierowców za zbyt małą liczbę miejsc do wyprzedzania, a do tego pojawiły się problemy finansowe właściciela obiektu. Pomimo niesprzyjających okoliczności Grand Prix Argentyny pojawiło się jednak w pierwotnym kalendarzu na sezon 1999, ale ostatecznie zostało z niego usunięte, ponieważ nie było finansowo opłacalne.

Szanse na Grand Prix Argentyny dzisiaj

Jak pokazuje historia, ciężko odseparować zaangażowanie Argentyńczyków w śledzeniu Formuły 1 od tego, czy akurat mają oni swojego przedstawiciela wśród kierowców. Oczywiście Fangio, Reutemann i Colapinto to nie jedyni reprezentanci tego kraju w świecie F1 (łącznie było ich ponad 20), ale większość z nich nie zapisała się na kartach historii tego sportu niczym szczególnym.

Dzisiaj, za sprawą Franco Colapinto, boom na królową motorsportu w Argentynie jest być może większy niż kiedykolwiek wcześniej. Według danych podawanych przez zespół Alpine aż 17 milionów osób z 46 zamieszkujących ten kraj jest zainteresowanych Formułą 1, co przekłada się na prawie 40% całego społeczeństwa.

Nowa runda mistrzostw odbywająca się w Ameryce Południowej, w kraju, który ma swojego reprezentanta w stawce i jest on żywo wspierany przez niemałą część obywateli, brzmi jak scenariusz, który mógłby potencjalnie zainteresować włodarzy sportu. Podobno już w październiku 2024 miało dojść do spotkania między argentyńską delegacją a Stefano Domenicalim – dyrektorem generalnym Formuły 1 – podczas którego omawiana była taka ewentualność.

Grand Prix Argentyny miałoby po raz kolejny odbywać się na obiekcie imienia Oscara i Juana Gálvez. Już od sezonu 2027 Buenos Aires będzie gospodarzem rundy mistrzostw świata MotoGP, ale ma to być zaledwie pierwszy krok. Trwają bowiem prace mające na celu umożliwienie ścigania się po nitce toru bolidom F1. Nad procesem modernizacji czuwa nie kto inny, jak Hermann Tilke – niemiecki inżynier i najbardziej znany projektant torów F1.

Widok z powietrza na tor w Buenos Aires
Widok z powietrza na tor w Buenos Aires. Źródło: facebook.com/Autódromo de Buenos Aires Oscar y Juan Gálvez

Czy Argentyna będzie miała wystarczająco dużo argumentów, aby wywalczyć miejsce w kalendarzu Formuły 1? Czas pokaże. Z pewnością jednak „Colapintomania” już zdążyła zawładnąć tym południowoamerykańskim krajem, a dobre występy 22-latka, jak choćby ten ostatni w Miami, zapewne spowodują, że zarówno on sam, jak i cały sport, zdobędą w ojczyźnie tanga jeszcze większą popularność. W rozmowach negocjacyjnych – poza czynnikami finansowymi – może okazać się to mocną kartą przetargową.

Korekta: Nicola Chwist

Źródło grafiki poglądowej: facebook.com/Alpine F1 Team

Authors

  • Jakub A.

    Formułą 1 jestem nieustannie zafascynowany od kilkunastu lat. Uwielbiam nie tylko oglądać akcję dziejącą się na torach, ale też zgłębiać bogatą historię tego sportu. Prywatnie jestem kibicem Ferrari. Pasjonuję się również WRC, a także śledzę i dopinguję polskich zawodników w świecie wyścigów. Poza motorsportem, fan piłki nożnej.

  • Nicola Chwist

    Absolwentka sztuki pisania i studentka psychologii. Z zawodu Starsza Korektorka materiałów dydaktycznych na uczelni prywatnej. W wolnym czasie redaguje dla wydawnictw, a jedną z jej specjalizacji stała się Formuła 1. Współpracowała przy książkach, takich jak "Grand Prix" Willa Buxtona, "Mercedes. Za kulisami teamu F1" Matta Whymana, "Formuła 1. Ilustrowana historia królowej motorsportu" Maurice’a Hamiltona czy "Bez ściemy" Günthera Steinera. Wierna fanka F1 od 2007 roku.

PREVIOUS POST
You May Also Like