Na niespełna 80 torach wyścigowych w 34 różnych krajach zdążyła zagościć w swojej bogatej historii Formuła 1. W tym roku dopiszemy do tej listy nowy obiekt, poprowadzony po ulicach Madrytu – Madring. Hiszpania ma już w swoim portfolio kilka torów, na których odbywały się wyścigi królowej sportów motorowych, począwszy od legendarnego Jerez, przez opuszczony tor uliczny w Walencji, aż do najbardziej znanego toru Circuit de Barcelona-Catalunya. Mało kto jednak pamięta, że zaledwie pół godziny jazdy od tego ostatniego, na drogach wokół wzgórza Montjuïc, kiedyś znajdował się jeszcze jeden tor Formuły 1. Dzisiaj pochylimy się nad jego historią.

Początki toru

Pierwsze wyścigi na torze Montjuïc odbywały się jeszcze przed II wojną światową. W latach 30. na ulicach miejsca, które w języku starokatalońskim oznacza „Żydowskie Wzgórze”, odbywały się zawody Penya Rhin Grand Prix, a rywalizację uświetniali najwięksi zawodnicy tamtego okresu, jak choćby Nuvolari, Chiron, Fagioli czy Varzi.

Tazio Nuovalari
Tazio Nuovalari jest powszechnie uznawany za jednego z najlepszych przedwojennych kierowców wyścigowych. Źródło: x.com / Retro Racing Company

Po wojnie okolica szybko na powrót rozbrzmiała dźwiękami silników maszyn wyścigowych. Na początku były to miejscowe samochody turystyczne, ale już w latach 50. wzgórze Montjuïc było areną zmagań jednej z rund motocyklowych mistrzostw świata.

W tamtym okresie trochę eksperymentowano z nitką toru, ale ostatecznie unikalny charakter trasy został zachowany, a ta składała się zarówno z wolnych nawrotów jak i szybkich łuków. Dodatkowe wyzwanie stanowiły zmiany przewyższeń, spowodowane pagórkowatą okolicą, dzięki którym momentami bolidy nawet odrywały się od ziemi. Jak na tor miejski przystało zadania kierowcom nie ułatwiała infrastruktura taka jak budynki, drzewa i latarnie. Całość natomiast rozpościerała się nad Barceloną i oferowała malownicze widoki na miasto.

Montjuïc gości Formułę 1

Paradoksalnie powodem, dla którego Montjuïc pod koniec lat 60. zostało gospodarzem rundy mistrzostw świata F1, był… nowo otwarty tor Jarama w Madrycie. Kiedy w 1968 roku odbyło się tam pierwsze od 14 lat Grand Prix Hiszpanii, okazało się, że tor nie zyskał popularności. W takim wypadku, zamiast decydować się na radykalny krok i przenosić wyścig na stałe do stolicy Katalonii, hiszpański związek motorowy zdecydował się rozdzielić zaszczyt organizacji Grand Prix Formuły 1 między Madryt i Barcelonę. Za wszystkim stały oczywiście względy polityczne. W ten sposób począwszy od roku 1969 w lata parzyste wyścig o Grand Prix Hiszpanii odbywał się na torze Jarama, a w lata nieparzyste najlepszych kierowców świata gościła u siebie Barcelona.

W sezonie 1969 doszło więc do inauguracyjnego wyścigu F1 na wzgórzu Montjuïc. Pomimo niebezpieczeństw czyhających na kierowców, ci byli entuzjastycznie nastawieni do zmierzenia się z trudami nowego obiektu. To dlatego, że był on pierwszym torem w kalendarzu, który na całej swojej długości miał bariery po obu stronach nitki. Dodatkową ciekawostką był padok zlokalizowany na stadionie olimpijskim.

Dramatyczna inauguracja

Zawody zapisały się na kartach historii z kilku powodów. Po pierwsze Jackie Stewart zwyciężył w Grand Prix F1 z przewagą aż dwóch okrążeń nad drugim kierowcą. Do tej pory takie osiągnięcie był w stanie powtórzyć tylko Damon Hill, dopiero 26 lat później w Australii.

Po drugie, na skutek wypadków kierowców Lotusa – Jochena Rindta oraz Grahama Hilla, wprowadzono zmiany w sposobie budowania bolidów wyścigowych. Wówczas inżynierowie w F1 dopiero rozpoczynali eksperymentowanie z aerodynamiką i momentami w tych eksperymentach posuwano się za daleko. Podczas Grand Prix Hiszpanii 1969 można było zobaczyć tego skutki.

Hill, jeden z pretendentów do tytułu, odpadł z rywalizacji już na ósmym kółku, a powodem, dla którego to się stało, była awaria tylnego skrzydła. Było to jednak skrzydło niczym nieprzypominające konstrukcji, które montowane są na tyle bolidów w dzisiejszych czasach.

Graham Hill chwilę po odpadnięciu z Grand Prix Hiszpanii 1969
Graham Hill chwilę po odpadnięciu z Grand Prix Hiszpanii 1969, Źródło: facebook.com / Culturevolutioner traveler

W tamtym okresie ekipa Lotusa, znana z ogromnej innowacyjności, wprowadziła bardzo wysokie tylne skrzydło, które było przymocowane wprost do tylnego zawieszenia. W zasadzie wyglądało ono tak, jakby ktoś najzwyczajniej w świecie przyczepił do bolidu Formuły 1 deskę do prasowania. I chociaż wszystko wskazywało na to, że dzięki skrzydłom samochody były szybsze, to awarie mogły mieć opłakane skutki, tak jak podczas tego trefnego wyścigu na Montjuïc.

Zaledwie kilkanaście okrążeń po wypadku Brytyjczyka podobny los spotkał jego zespołowego partnera. Tylne skrzydło w samochodzie Jochena Rindta uległo awarii, przez co ten rozbił się w tym samym miejscu, w którym wcześniej problemy miał Hill. Austriak najpierw uderzył w bariery, potem w zaparkowanego na uboczu Lotusa swojego kolegi i na koniec koziołkował. Późniejszy mistrz świata miał uszkodzoną czaszkę i złamany nos. Na skutek tych zdarzeń wysokie skrzydła zostały zakazane w Formule 1.

Późniejsze wizyty na Montjuïc

Kolejne dwie wizyty na wzgórzu Montjuïc padły łupem zawodników, których śmiało można nazwać mianem dominatorów ówczesnej Formuły 1. W 1971 roku po raz kolejny triumfował Jackie Stewart, a dwa lata później na najwyższym stopniu podium stanął Emerson Fittipaldi. Wyścig z 1973 roku przeszedł do historii także za sprawą George’a Follmera, amerykańskiego kierowcy, który wywalczył jedyne w swojej karierze i pierwsze dla ekipy Shadow podium. Zgodnie z założeniami królowa motorsportu po raz kolejny wróciła na tor w Barcelonie w 1975 roku, jak się miało okazać, po raz ostatni.

Emerson Fittipaldi na torze w Montjuïc w 1973 roku
Emerson Fittipaldi na torze w Montjuïc w 1973 roku, Źródło: x.com / Espiritu de Montjuïc

Wraz z przybyciem zawodników na obiekt zaczęły pojawiać się pierwsze zastrzeżenia co do stanu, w jakim znajdowały się bariery wokół toru, które miały być nieprofesjonalnie i niechlujnie przymocowane. Z tego powodu Stowarzyszenie Kierowców Grand Prix zdecydowało się zbojkotować zawody.

W piątek i sobotę rano naprędce dokonywano napraw, tak aby obiekt był gotowy na kwalifikacje. Dzięki pracom poczyniono pewne postępy, jednak wielu kierowców wciąż miało obawy przed wyjazdem na tor. Organizatorzy zagrozili jednak, że jeśli kierowcy nie wezmą udziału w zawodach, nie zostaną wypłacone wynagrodzenia za weekend wyścigowy.

Najbardziej otwarcie swoje niezadowolenie okazywał dwukrotny mistrz świata, kierowca McLarena, Emerson Fittipaldi, który należał do grona zawodników próbujących agitować na rzecz poprawienia bezpieczeństwa w ówczesnej F1. Jego głos był o tyle znaczący, że przy okazji weekendu na Montjuïc Fittipaldi był już dwukrotnym mistrzem świata, a także przewodził klasyfikacji generalnej mistrzostw w sezonie 1975. Dodatkowo stał na czele Stowarzyszenia Kierowców Grand Prix.

Brazylijczyk wziął udział w kwalifikacjach, ale w ramach protestu wręcz snuł się po torze i wykręcił czas o prawie 50 sekund wolniejszy niż ten dający pole position Nikiemu Laudzie. Mistrz planował opuścić Hiszpanię jeszcze w sobotę, ale Jean-Marie Balestre zagroził, że jeśli „Emo” nie weźmie udziału także w niedzielnym ściganiu na Montjuïc, Międzynarodowa Federacja Samochodowa zablokuje transport McLarena i zespół nie będzie w stanie wystartować w kolejnej rundzie mistrzostw.

Zaszantażowany Fittipaldi pojawił się więc na starcie Grand Prix, ale znalazł sposób na przechytrzenie FIA. Urzędujący ówcześnie mistrz świata najzwyczajniej w świecie zjechał do boksu już po pierwszym okrążeniu i wycofał się z rywalizacji. Podobnie postąpił jego starszy brat, Wilson Fittipaldi Junior, oraz Arturo Merzario.

Tymczasem pozostali śmiałkowie, czy to zmuszeni przez zapisy w kontraktach, czy to niezaprzątający sobie głowy bezpieczeństwem, zgodnie z planem rozpoczęli ściganie na Montjuïc.

Jochen Mass w drodze po swoje jedyne zwycięstwo w F1
Jochen Mass w drodze po swoje jedyne zwycięstwo w F1. Źródło: x.com / McLaren Mastercard Formula 1 Team

Tragedia kończy ściganie

Grand Prix Hiszpanii 1975 obfitowało w incydenty już od samego początku. Na skutek różnych wypadków czy awarii z rywalizacji odpadli tacy zawodnicy jak Lauda, Hunt, Andretti, Jones czy Scheckter. Do 25. okrążenia w wyścigu nie było już ponad połowy stawki, która na starcie liczyła 26 bolidów. Nieoczekiwanym liderem Grand Prix na torze Montjuïc został kierowca Embassy Hill – Rolf Stommelen. Wówczas doszło jednak do wypadku, który przyćmił wszystkie poprzednie kraksy z tamtego popołudnia.

Niemiec wspinając się na szczyt wzgórza, pokonywał pierwsze metry nowego okrążenia, gdy w jego samochodzie doszło do awarii tylnego skrzydła. Z powodu utraty docisku auto odbiło się od bandy, po czym przeleciało na drugą stronę toru, gdzie prześlizgnęło się po barierze, by w końcu zatrzymać się na latarni. O dziwo kierowca przeżył, ale mniej szczęścia mieli ludzie stojący przy barierach. Cztery osoby straciły życie w wyniku tego wypadku, a kilka kolejnych zostało rannych. Wyścig przerwano dopiero po upływie kolejnych kilku kółek i nie zdecydowano się na jego wznowienie. W rezultacie kolejność z okrążenia 29. została uznana za ostateczną i z powodu skróconego dystansu zawodów, zamiast pełnej puli, przyznano tylko połowę punktów.

Oprócz okropnego wypadku ostatnie zawody F1 na Montjuïc pamiętamy także z dwóch innych powodów. Po pierwsze, swoje jedyne zwycięstwo w królowej motorsportu odniósł wówczas Jochen Mass. Drugi powód to Lella Lombardi, która została pierwszą (i jak na razie jedyną) kobietą, która zdobyła punkty w Grand Prix Formuły 1. Włoszka startowała do wyścigu dopiero z 24. pola i za sklasyfikowanie na szóstej pozycji przyznano jej pół punktu.

Za sprawą wyścigu na Montjuïc w 1975 roku Lella Lombardi została pierwszą kobietą, która zdobyła punkty w F1
Za sprawą wyścigu na Montjuïc w 1975 roku Lella Lombardi została pierwszą kobietą, która zdobyła punkty w F1. Źródło: Facebook.com / F1

Podsumowanie

Po tak traumatycznym weekendzie stało się jasne, że Montjuïc nie było w stanie zapewnić poziomu bezpieczeństwa godnego toru goszczącego u siebie F1, nawet jeśli wówczas ten poziom i tak nie był wygórowany. Chociaż królowa motorsportu na wzgórze w Barcelonie już nie wróciła, to obiekt wciąż organizował wyścigi motocyklowe aż do połowy lat 80.

Niestety tam również musiało dojść do tragedii, aby zdecydowano się ostatecznie zakończyć ściganie na ulicznym torze w stolicy Katalonii. Po wypadku z 1986 roku, na skutek którego zginął jeden z zawodników, tor ostatecznie został wycofany z użytku.

Dzisiaj, po upływie lat, tor Montjuïc w pewnym sensie można uznać za symbol epoki. Z jednej strony obiekt fascynujący i pełen wyzwań, ale z drugiej – skrajnie niebezpieczny. Najtrafniej opisał go chyba Sir Jackie Stewart, jeden z największych ambasadorów bezpieczeństwa w tamtym okresie w F1, mówiąc: „najpiękniejszy tor, po jakim kiedykolwiek jeździłem… i najbardziej przerażający”.

Źródło grafiki poglądowej: x.com / F1 Images

Autor

  • Jakub A.

    Formułą 1 jestem nieustannie zafascynowany od kilkunastu lat. Uwielbiam nie tylko oglądać akcję dziejącą się na torach, ale też zgłębiać bogatą historię tego sportu. Prywatnie jestem kibicem Ferrari. Pasjonuję się również WRC, a także śledzę i dopinguję polskich zawodników w świecie wyścigów. Poza motorsportem, fan piłki nożnej.

PREVIOUS POST
You May Also Like