Oscar Piastri i Lando Norris. Grand Prix Holandii

W Formule 1 zdarzają się sezony, w których walka o mistrzostwo kierowców wyznacza rytm całych rozgrywek i staje się ich prawdziwym sercem. Tak było chociażby w 2021 roku, gdy przez cały sezon liczyło się właściwie tylko jedno pytanie: kto sięgnie po tytuł – Max Verstappen czy Lewis Hamilton. Ich pojedynek dostarczył fanom widowiska, które na długo pozostanie w pamięci.

Patrząc jednak na obecną rywalizację, trudno nie odnieść wrażenia, że do tamtych emocji można dziś jedynie zatęsknić. Co zatem sprawia, że pojedynek Oscara Piastriego z Lando Norrisem nie rozgrzewa w podobny sposób? Zapraszam do felietonu!

Problem dominacji

McLaren dysponuje w tym sezonie wyjątkowo dominującym samochodem – maszyną zdolną wygrywać na każdym torze i w każdych warunkach. To sprawia, że realna walka o mistrzostwo ogranicza się wyłącznie do duetu kierowców z Woking. Historia Formuły 1 pokazała jednak, chociażby na przykładzie rywalizacji Hamiltona i Rosberga, że nawet wewnętrzny pojedynek może rozpalać emocje fanów i zawodników do czerwoności. Dlaczego więc w przypadku McLarena jest w tym roku zupełnie inaczej?

W powszechnym odczuciu kierowcom McLarena w tym sezonie wszystko przychodzi wyjątkowo łatwo. Mają znakomite zaplecze, kapitalny samochód i błyskawiczne pit stopy. Każde zwycięstwo Lando Norrisa czy Oscara Piastriego sprawia wrażenie zwykłej formalności, a prawdziwe emocje pojawiają się dopiero wtedy, gdy któryś z nich zaliczy potknięcie – to właśnie wtedy wyścig staje się naprawdę interesujący.

W tym sezonie zdarzają się wyścigi, w których zwycięstwo przypada po prostu temu kierowcy McLarena, który lepiej odnajdzie się w danym weekendzie. Sprawia to, że rywalizacja staje się przewidywalna, a już w piątek można z dużym prawdopodobieństwem wskazać, kto z duetu zespołu z Woking stanie na najwyższym stopniu podium w niedzielę.

Oscar Piastri i Lando Norris.
Oscar Piastri i Lando Norris. Źródło: https://x.com/McLarenF1

W tym sezonie pojedynków między kierowcami McLarena na torze było naprawdę niewiele. A gdy już do nich dochodziło – jak w Grand Prix Kanady czy na Węgrzech – miały one dość ostrą formę. Zdecydowanie jednak brakuje bezpośredniej walki o zwycięstwa w wyścigach, a to właśnie jest, moim zdaniem, pierwszy powód, dla którego tegoroczna rywalizacja o tytuł nie dostarcza tylu emocji.

Charakter wewnątrzzespołowej rywalizacji

Wydaje się też, że jak dotąd szefostwo McLarena skutecznie utrzymuje wszelkie napięcia między kierowcami za zamkniętymi drzwiami garażu. To rozwiązanie dobre i zdrowe z perspektywy zespołu, ale jednocześnie odbiera kibicom dodatkową dawkę emocji. Dla kontrastu w rywalizacji Hamiltona z Verstappenem nie brakowało wzajemnych uszczypliwości po każdym Grand Prix – także dlatego, że obaj kierowcy nie mieli ze sobą absolutnie nic wspólnego, a ich szefowie równie chętnie dolewali oliwy do ognia.

Z perspektywy fana może to być rozczarowujące. Kiedy pojawia się okazja, oczekujemy, że kierowca szczerze skomentuje dany incydent. Tymczasem w McLarenie słyszymy jedynie oficjalną akceptację działań rywala, a zaraz potem któryś z przedstawicieli zespołu zapewnia, że wszystko jest w porządku i nikt nie ma do siebie pretensji.

Takie podejście bez wątpienia sprzyja stabilności zespołu, ale ma też swoją cenę. McLaren w ten sposób skutecznie tłumi charaktery Oscara Piastriego i Lando Norrisa. Pojawia się więc pytanie: jak długo kierowcy będą w stanie funkcjonować w takim układzie i czy w dalszej części sezonu nie dojdzie jednak do spięcia?

Lando Norris w Grand Prix Holandii.
Lando Norris w Grand Prix Holandii. Źródło: https://x.com/McLarenF1

Brak presji

Na spokojniejszy przebieg walki o tytuł w tym roku wpływa też fakt, że Oscar Piastri i Lando Norris prezentują bardzo wyrównaną formę. Po 14 wyścigach dzieli ich zaledwie dziewięć punktów, a żaden z nich nie odniósł serii większej niż trzy zwycięstwa z rzędu. Obaj doskonale wiedzą, że pewne drugie miejsce przybliża ich do mistrzostwa bardziej niż ryzykowna walka, która mogłaby zakończyć się utratą punktów po kolizji z zespołowym partnerem. Wyjątkiem był incydent Norrisa podczas Grand Prix Kanady, choć od tamtej pory widać u niego znaczną poprawę w kalkulacji ryzyka.

Duet McLarena nie jest pozbawiony wad – obaj kierowcy popełniają błędy, a jednocześnie każdy z nich stara się maksymalizować swoje szanse w walce o mistrzowski tytuł. Dodatkowo emocji nie podnoszą tzw. Papaya Rules, wprowadzone przez zespół od poprzedniego sezonu, które nakazują ścigać się z szacunkiem i unikać ryzykownych manewrów.

Oscar Piastri w Grand Prix Holandii.
Oscar Piastri w Grand Prix Holandii. Źródło: https://x.com/McLarenF1

Czy czekają nas emocje?

Do końca sezonu pozostało już tylko dziesięć wyścigów – czas na gromadzenie punktów powoli się kończy, a na pierwszy plan wkracza chłodna kalkulacja, w której kluczowe będą zwycięstwa. Różnica między Oscarem Piastrim a Lando Norrisem jest obecnie minimalna, a po Grand Prix Holandii może praktycznie zniknąć. Pierwsze wyścigi po przerwie wakacyjnej będą zatem wyjątkowo istotne – kierowca, który zdobędzie więcej punktów, zyska względny spokój, podczas gdy rywal może zacząć podejmować ryzykowne działania, do których w obozie McLarena nie jesteśmy przyzwyczajeni.

Moim zdaniem rywalizacja w końcu zacznie naprawdę rozgrzewać emocje. Nie jestem pewien, czy poza torem, ale w trakcie wyścigów możemy być świadkami poważniejszych prób zdobycia kluczowych punktów. Od tego momentu na znaczeniu nie będą już tylko umiejętności – liczyć się będą także charakter i determinacja kierowców.

Mam nadzieję, że końcówka sezonu wreszcie ożywi rywalizację w 2025 roku, który uchodzi za jeden z najmniej emocjonujących okresów w ostatnim czasie. Jeśli kierowcy McLarena utrzymają dotychczasowy styl jazdy, możemy spodziewać się imponującej bezkolizyjnej dominacji zespołu pomarańczowych papaj. Oczywiście w takim scenariuszu wszystko zakończy się happy endem dla ekipy, ale przegrany kierowca może długo odczuwać ciężar tej porażki.

Korekta: Nicola Chwist

Źródło zdjęcia poglądowego: https://x.com/McLarenF1

Authors

  • Igor Osica

    Gdy Robert Kubica świętował swoje zwycięstwo w Kanadzie, ja mówiłem jeszcze na chleb „pep” – a mimo to siedziałem z tatą przed telewizorem i z wypiekami na twarzy oglądałem Formułę 1. Sporty motorowe towarzyszyły mi od najmłodszych lat. Ryk silników, błyskotliwe manewry kierowców i zawrotna prędkość na torze – to wszystko zawsze podnosiło mi ciśnienie. Dziś, po zakończeniu edukacji, dołączyłem do szeregów Kontry i co tydzień mam przyjemność relacjonować dla Was najbardziej ekscytujące wydarzenia ze świata królowej sportów motorowych!

  • Nicola Chwist

    Absolwentka sztuki pisania i studentka psychologii. Z zawodu Starsza Korektorka materiałów dydaktycznych na uczelni prywatnej. W wolnym czasie redaguje dla wydawnictw, a jedną z jej specjalizacji stała się Formuła 1. Współpracowała przy książkach, takich jak "Grand Prix" Willa Buxtona, "Mercedes. Za kulisami teamu F1" Matta Whymana, "Formuła 1. Ilustrowana historia królowej motorsportu" Maurice’a Hamiltona czy "Bez ściemy" Günthera Steinera. Wierna fanka F1 od 2007 roku.

PREVIOUS POST
You May Also Like