Najnowsze medialne doniesienia sugerują, że w kolejnym sezonie Formuły 1 liczba weekendów sprinterskich może wzrosnąć z sześciu do dziewięciu, a nawet dziesięciu. Coraz więcej nowych kibiców oczekuje urozmaicenia formatu wyścigowego weekendu, a organizatorzy Grand Prix chętnie opowiadają się za sprintami ze względu na dodatkowe korzyści finansowe. Wraz z tymi spekulacjami ponownie powraca dyskusja na temat sprintów rozgrywanych w odwróconej kolejności względem wyników kwalifikacji.
W tym felietonie postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy takie rozwiązanie rzeczywiście miałoby sens w Formule 1, oraz przedstawić argumenty przeciwko jego wprowadzeniu. Zapraszam do lektury!
Sprinty…
Gdy w 2021 roku weekendy sprinterskie debiutowały w Formule 1, wielu kibiców, ekspertów, a także samych kierowców zadawało sobie jedno i to samo pytanie: po co? Pięć lat później wątpliwości wcale nie zniknęły. Zespoły i kierowcy zamiast trzech sesji treningowych mają do dyspozycji tylko jedną, co znacząco ogranicza czas na przygotowanie samochodu do rywalizacji. Dodatkowo sprint oznacza kolejną sesję wyścigową i kwalifikacyjną, a więc większe ryzyko awarii, uszkodzeń czy kosztownych kolizji. Jednocześnie liczba punktów możliwych do zdobycia w sprincie jest na tyle niewielka, że w perspektywie całego sezonu rzadko okazuje się ona decydująca.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na przestrzeni kolejnych lat format sprintów został znacząco dopracowany. Mimo to wielu bardziej tradycyjnych kibiców Formuły 1 wciąż nie potrafi zaakceptować sztucznie stworzonego drugiego, krótszego wyścigu w trakcie weekendu Grand Prix. W ich opinii osłabia to wyjątkowość głównego wyścigu, który od zawsze stanowił kulminacyjny punkt całego weekendu.
Kolejnym argumentem przeciwników sprintów jest ich wpływ na przebieg niedzielnej rywalizacji. Sprint dostarcza zespołom cennych danych na temat zachowania samochodu, zużycia opon czy tempa wyścigowego. Dzięki temu przed Grand Prix mogą one wprowadzić zmiany w ustawieniach, co niekiedy prowadzi do sytuacji, w której przodujący zespół znajduje optymalne rozwiązanie i wyraźnie odjeżdża konkurencji. W efekcie niedzielny wyścig bywa mniej wyrównany, a walka o zwycięstwo staje się mniej emocjonująca.
Można również wysunąć kontrargument, że sprinty dają szansę zespołom będącym w tyle na poprawę ustawień i zmniejszenie straty do czołówki, co przekłada się na bardziej wyrównaną i ciekawszą rywalizację w wyścigu głównym. Problem polega jednak na tym, że w praktyce takie sytuacje należą do rzadkości. W minionych sezonach przypadki, w których sprint rzeczywiście zwiększył emocje podczas niedzielnego Grand Prix, można było policzyć najwyżej na palcach jednej ręki, a często zdarzały się zaledwie raz w całym sezonie.

Sprint z odwróconą kolejnością jako wypaczenie ducha sportu
Niektórzy uważają, że aby jeszcze bardziej uatrakcyjnić weekendy sprinterskie, należałoby zmienić format sobotniego sprintu poprzez odwrócenie kolejności kierowców, którzy awansowali do trzeciego segmentu kwalifikacji. W praktyce oznaczałoby to, że zawodnik, który zajął dziesiąte miejsce w Q3, ruszałby z pole position, natomiast zdobywca pole position startowałby dopiero z dziesiątego pola. Tego typu rozwiązanie od lat funkcjonuje w wielu seriach juniorskich i ma na celu zwiększenie liczby pojedynków na torze oraz stworzenie większych szans kierowcom znajdującym się poza ścisłą czołówką.
Problem tkwi przede wszystkim w dwóch kluczowych kwestiach. Po pierwsze, sprint ma własne kwalifikacje i trudno wyobrazić sobie, by Formuła 1 z nich zrezygnowała. To dodatkowa sesja przyciągająca kibiców na tor już w piątek, a więc również dodatkowe wpływy dla organizatorów. Gdyby jednak po takich kwalifikacjach kolejność startowa do sprintu i tak była częściowo odwracana, mogłoby to prowadzić do absurdalnych sytuacji. Zespoły, które awansowały do Q3, zamiast walczyć o jak najlepszy rezultat, mogłyby celowo próbować uzyskać najgorszy czas spośród dziesięciu najszybszych kierowców, aby w efekcie wystartować z pole position. Trudno wyobrazić sobie bardziej wypaczoną sytuację niż kierowców świadomie walczących o gorszy wynik. W serii o tak ogromnym prestiżu jak Formuła 1 byłoby to po prostu nie do zaakceptowania.

Po drugie, warto pamiętać, że w seriach juniorskich obowiązuje zupełnie inna filozofia rywalizacji. Tam kierowcy mają do dyspozycji tylko jedną sesję kwalifikacyjną, a odwrócony grid do sprintu stanowi element procesu szkoleniowego. Zawodnicy, którzy zakwalifikowali się nieco niżej, otrzymują szansę na walkę o czołowe pozycje i naukę obrony przed szybszymi rywalami, natomiast ci najszybsi muszą doskonalić umiejętność przebijania się przez stawkę. Taki format ma więc jasno określony cel – rozwój młodych kierowców i przygotowanie ich do rywalizacji na najwyższym poziomie.
Formuła 1 nie jest jednak serią szkoleniową. To szczyt sportów motorowych, w którym powinni rywalizować najlepsi z najlepszych. Trudno więc odpowiedzieć na pytanie, jaki problem miałyby rozwiązać sprinty z odwróconą kolejnością. Czy ich jedynym celem byłoby sztuczne zwiększenie liczby wyprzedzeń? Jeśli tak, to byłby to argument zdecydowanie zbyt słaby, by uzasadnić tak fundamentalną zmianę formatu weekendu wyścigowego.
Na koniec pozostawiłem argument, który moim zdaniem jest najważniejszy – sportowego ducha rywalizacji. Formuła 1 to najbardziej prestiżowa seria wyścigowa świata. Niemal każdy, kto interesuje się motorsportem, wie, że ścigają się w niej najlepsi kierowcy oraz najszybsze zespoły. Wyniki powinny być konsekwencją tempa, umiejętności i właściwie obranej strategii, a nie sztucznie stworzonego układu stawki.

Odwrócenie kolejności startowej mogłoby prowadzić do sytuacji, w której kierowca reprezentujący wyraźnie słabszy zespół – przy odrobinie szczęścia, korzystnych okolicznościach i skutecznej obronie – wygrałby sprint przed zawodnikami dysponującymi zdecydowanie szybszymi samochodami. Choć dla wielu kibiców byłaby to atrakcyjna historia, trudno uznać taki rezultat za w pełni zgodny z ideą sportowej rywalizacji. W Formule 1 zwycięstwo powinno być nagrodą za bycie najlepszym na torze, a nie efektem sztucznie odwróconej kolejności startowej.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło obrazka poglądowego: zrzut ekranu z x.com/F1

