W 1999 roku wielu kibiców oglądających 24 Hours of Le Mans nie wierzyło własnym oczom. Samochód Mercedesa na prostej Mulsanne uniósł się na wysokość kilkunastu metrów i wylądował poza torem. Program Srebrnych Strzał pod koniec XX wieku można zaliczyć do udanych z wyjątkiem jednego, kluczowego wyścigu. Tor Circuit de la Sarthe okazał się przeszkodą nie do pokonania.
Złoty powrót do sportscarów
Rok 1997. Stéphane Ratel Organisation stworzyła nową serię wyścigową – FIA GT Championship, w której ścigać mogły się auta GT1 oraz GT2. Upadek Deutsche Tourenwagen Meisterschaft wraz z końcem 1996 roku sprawił, że Mercedes szukał nowego programu wyścigowego. Z tego powodu marka ze Stuttgartu zdecydowała się na powrót do sportscarów z nowym Mercedesem-Benz CLK GTR, który został skonstruowany pod regulacje GT1. Co ciekawe, Mercedes zbudował auto od zera w 128 dni, lecz był pewien haczyk. W rzeczywistości pojazd bazował na McLarenie F1 GTR, który kupiono od zespołu Larbre Compétition. Jedynie nadwozie i silnik zostały skonstruowane w pełni przez Mercedesa.

Debiutancki sezon okazał się ogromnym sukcesem. Kierowcami na pełny sezon zostali byli kierowcy Formuły 1 Bernd Schneider i Alessandro Nannini, do których dobierano na bieżąco kierowców do tworzenia duetów. Co ciekawe, bratanek Włocha – Matteo – obecnie ściga się w Indy NXT, gdzie rywalizuje z Tymkiem Kucharczykiem. Jako jedyny zespół na oponach Bridgestone w całej stawce (dominowała obecność Michelina) Mercedes z dwoma autami na pełny sezon (i trzecim od 4. rundy na Nürburgringu) zgarnął łącznie 7 zwycięstw na 11 wyścigów. Początek sezonu był niepokojący, bo w pierwszych trzech rundach jedynym punktowanym finiszem było 2. miejsce na Silverstone Bernda Schneidera i Alexandra Wurza. Ostatecznie Niemiec wygrał klasyfikację kierowców, a AMG-Mercedes klasyfikację zespołową. Nie zdecydowano się na start w 24 Hours of Le Mans ze względu na silnik V12, który lepiej pasował pod format czterogodzinnych wyścigów. Wtedy rozpoczęto prace nad nową specyfikacją samochodu z silnikiem V8, który weźmie udział we francuskim klasyku.
Powrót na Le Mans
Mercedes-Benz CLK LM zadebiutował podczas trzeciej rundy FIA GT Championship. Ta konstrukcja również zdominowała serię w 1998 roku, wygrywając wszystkie pozostałe wyścigi w sezonie. Były tylko dwa przypadki, kiedy jeden z dwóch Mercedesów nie ukończył wyścigu na 1. lub 2. miejscu – oba padły na duet Bernda Schneidera i Marka Webbera. Mistrzostwo kierowców przypadło Klausowi Ludwigowi i Ricardo Zondzie, a mistrzostwo zespołowe ponownie wpadło w ręce Srebrnych Strzał. W międzyczasie odbyło się 24 Hours of Le Mans i powrót po 7 latach na Circuit de la Sarthe. Wyniki kwalifikacji były imponujące – pole position i trzecie miejsce. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze do wielkiego osiągnięcia.

Jednak podczas wyścigu wszystko wywróciło się do góry nogami. Mercedes z Berndem Schneiderem za kierownicą wycofał się z wyścigu przez awarię pompy hydraulicznej w wspomaganiu układu kierowniczego po zaledwie 19 okrążeniach. Z tego samego powodu 12 okrążeń później Jean-Marc Gounon zjechał do boksu i już z niego nie wyjechał. Mark Webber, dla którego miał być to debiut na 24 Hours of Le Mans, nawet nie miał okazji przejechać jednego okrążenia w trakcie wyścigu. To nie będzie jednak koniec pecha Australijczyka w jego krótkiej przygodzie z marką ze Stuttgartu.
Latające Srebrne Strzały
Wraz z wejściem nowych regulacji LMGTP w 1999 roku, które zastąpiły klasę GT1, Mercedes zaprojektował nowy samochód – Mercedes-Benz CLR. Zredukowano wagę o 50 kg, zmniejszono monokok, obniżono nadwozie o 10 cm, a nos został jeszcze bardziej obniżony i spłaszczony. Ten efekt został osiągnięty, dzięki zmniejszeniu rozstawu osi, który pozwalał na dłuższe zwisy. Aerodynamicznie postawiono na niski opór powietrza, który miał pomóc w osiąganiu wysokiej prędkości maksymalnej. Zwiększono pojemność silnika z 5.0L do 5.7L, co było związane z nowymi regulacjami – wprowadzono ograniczenia przepływu powietrza, które pozwalały na osiągnięcie mocy 600 KM.
Łącznie auto pokonało prawie 35 tysięcy km podczas testów bez żadnych poważnych problemów. Przygotowania do 24 Hours of Le Mans nie uwzględniały jazdy w innych seriach wyścigowych. Zdecydowano się zwiększyć ilość załóg do trzech, co było klarowną wiadomością w stronę konkurencji. Poza Markiem Webberem, na Le Mans miał pojechać m.in przyszły kierowca F1, a ówczesny kierowca testowy McLaren Mercedesa Nick Heidfeld, dla którego miał być to debiut w sportscarach oraz mistrz FIA GT2 z 1998 roku Pedro Lamy.

Nadeszło Le Mans, a wraz z nim wróciły problemy. Podczas pre-kwalifikacji jeden z Mercedesów odniósł awarię zawieszenia, co było pierwszą doświadczoną usterką w Mercedesie-Benz CLR. Podczas drugiego dnia kwalifikacji Mark Webber jechał tuż za Frankiem Bielą w Audi R8R na odcinku między zakrętami Mulsanne i Indianapolis. Po wyjściu z tunelu aerodynamicznego w celu wyprzedzenia rywala, nos CLR podniósł się i auto Australijczyka koziołkowało w powietrzu. Webber został przetransportowany do szpitala z bólem pleców, szyi i klatki piersiowej. Ostatecznie samochód udało się naprawić i wydawało się, że Mercedes #4 przystąpi do wyścigu.
Przyszła pora na sesję rozgrzewkową i ponownie Mark Webber, który został dopuszczony do dalszej jazdy, miał podobny wypadek. Tym razem na dojeździe do zakrętu Mulsanne auto wzniosło się na wysokość 9 metrów i wylądowało na dachu. Niestety to był koniec udziału na Circuit de la Sarthe dla tej załogi i Australijczyk musiał czekał kolejne 15 lat na pełnoprawny debiut we francuskim klasyku. Ówczesny dyrektor ds. aktywności motorsportowych Mercedes-Benz Norbert Haug skontaktował się z samym Adrianem Neweyem, aby skonsultować się w sprawie potencjalnych modyfikacji samochodu w celu uniknięcia podobnych incydentów. Zdecydowano się na dodanie skrzydełek na przednich błotnikach, aby zwiększyć docisk. Jednak nic to nie dało.
Na 75. okrążeniu Mercedes Petera Dumbrecka wzniósł się w powietrze na wysokość aż 15 metrów w tym samym miejscu, co pierwszy “lot” Marka Webbera – między zakrętem Mulsanne a Indianapolis. Auto wylądowało poza torem, przez co dyrekcja wyścigu zdecydowała się na neutralizację, aby móc bezpiecznie przekierować samochody ratownicze. Brytyjczykowi nic się nie stało, lecz w momencie uderzenia w ziemię stracił na chwilę przytomność. Na następnym okrążeniu ostatni rywalizujący Mercedes-Benz CLR został wezwany do garażu. To był koniec krótkiej przygody Mercedesa na Le Mans w drugiej połowie lat ’90.
Następstwa lotników
Wprowadzono zmiany na dojeździe do zakrętu Mulsanne, gdzie obniżono wysokość wzniesienia o blisko 8 metrów.ACO zmieniło regulacje LMGTP w 2000 roku, zmniejszając akceptowalną długość zwisów w celu zapobiegnięcia sytuacji, w których samochód wznosi się w powietrze. Czas klasy LMGTP nie trwał jednak długo, gdyż po 2000 roku Toyota zakończyła swój program GT-One, a Audi skupiło swoją uwagę na prototypach LMP z otwartymi kokpitami. Nieobecność klasy LMGTP była krótka ze względu na Bentleya, który powrócił po 73 latach z prototypem z zamkniętym kokpitem w 2001 roku.
Mercedes postanowił powrócić na lokalny rynek, gdzie wskrzeszono DTM pod nazwą Deutsche Tourenwagen Masters. Do marki ze Stuttgartu dołączył Opel oraz Audi poprzez podmiot Abt Sportline jako częściowo niezależny zespół.
Na kolejny występ Mercedesa na 24 Hours of Le Mans trzeba było czekać ćwierć wieku. Iron Lynx, który wypisał się z programu Lamborghini SC63, wystawił trzy Mercedesy-AMG GT3 Evo. Powrót okazał się bolesny. P12, P16 i nieukończony wyścig. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż w 2025 roku Mercedes debiutował w WEC i nie miał wcześniejszego doświadczenia z czujnikami momentu obrotowego w porównaniu z konkurencją.
Obecnie Mercedes wyklucza wejście do klasy Hypercar ze względu na obecność Balance of Performance i ingerencję zewnętrznych podmiotów w osiągi samochodów. Toto Wolff stwierdził, że nie podoba mu się kontrola parametrów mocy, wagi i ilości paliwa przez organizatora. Zamiast tego preferowałby wprowadzenie limitów budżetowych.
Źródło grafiki poglądowej: Wikimedia Commons

