BMW odniosło swój największy triumf od lat i wygrało 6 Hours of Spa. Chociaż to zespół Peugeota startował z pierwszego miejsca po udanych sobotnich kwalifikacjach, niedziela należała do marki z Bawarii. Kluczem do sukcesu okazała się świetna strategia, która zapewniła BMW historyczny dublet. Rywalizacja obfitowała w liczne zwroty akcji – od poważnych kolizji eliminujących faworytów, po kosztowne błędy w alei serwisowej. O ostatecznym układzie miejsc na podium zdecydował szalony, niespełna półgodzinny sprint do mety. Prześledźmy po kolei to, co się dokładnie wydarzyło.
Majstersztyk w alei serwisowej
Cały plan na wygraną ułożyli inżynierowie z belgijskiego zespołu WRT, który obsługuje prototypy BMW M Hybrid V8 w klasie Hypercar. Ekipa samochodu z numerem 20, w której jeżdżą René Rast, Sheldon van der Linde i Robin Frijns, zaczęła wyścig z dziewiątej pozycji. Podczas pierwszej tury zjazdów do boksów zespół postanowił zaryzykować i nalać do baku mniej paliwa niż cała reszta stawki. Krótsze tankowanie oznaczało krótszy postój. Dzięki temu René Rast wyjechał na tor na samym czele.
Ten ruch pozwolił kierowcom na jazdę w czystym powietrzu. Szybko okazało się, że dzięki temu BMW #20 jest nie tylko szybsze, ale też lepiej zarządza zużyciem energii w porównaniu do uwikłanej w walkę konkurencji. Ich przewaga nad rywalami rosła błyskawicznie. Z początkowych sześciu sekund zrobiło się ponad 50. Wyglądało to na spokojny marsz po zwycięstwo, ale w wyścigach długodystansowych sytuacja potrafi się znacząco zmienić.

Pech Toyoty i sprint po wygraną
Na nieco ponad dwie godziny przed końcem zawodów sędziowie zarządzili wirtualną neutralizację. To sprawiło, że ogromna przewaga BMW stopniała do zaledwie dwóch sekund. Tuż za nimi pojawiła się Toyota #8, za której kierownicą siedział Sébastien Buemi. Japońska ekipa zastosowała wcześniej identyczny trik z krótkim tankowaniem po tym, jak Brendon Hartley utknął na początku wyścigu na 15. pozycji.
Robin Frijns w BMW nie uległ jednak presji i po wznowieniu ścigania zaczął od nowa budować przewagę. Najważniejszy moment nadszedł akurat wtedy, gdy kierowcy zjeżdżali na ostatnie planowane postoje. Na torze ponownie pojawiła się wirtualna neutralizacja. Toyota miała tu ogromnego pecha. Buemi zjechał do mechaników dosłownie chwilę przed ogłoszeniem VSC. Ograniczenie prędkości na torze kosztowało Toyotę mnóstwo czasu i wyrzuciło z walki o pierwsze miejsce. BMW miało przed sobą otwartą drogę do zgarnięcia dwóch pierwszych pozycji.
Frijns miał dwie sekundy przewagi, gdy na torze doszło do wypadku z tyłu stawki. Wtedy na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, co całkowicie wyzerowało różnice czasowe. Do końca rywalizacji pozostały tylko 24 minuty. Rozpoczął się szybki i nerwowy sprint. Frijns miał ułatwione zadanie, ponieważ zaraz za nim znajdował się Kevin Magnussen w drugim BMW, oznaczonym numerem 15. Duńczyk, który prowadził auto wspólnie z Raffaele Marciello i Driesem Vanthoorem, wcielił się w rolę obrońcy. Skutecznie powstrzymywał ataki rywali z tyłu. Frijns uciekł do przodu i wygrał wyścig z przewagą niespełna dwóch sekund nad Magnussenem.
To potężne wydarzenie dla bawarskiej marki. BMW odniosło swoje pierwsze w historii zwycięstwo w WEC i pierwszą wygraną w wyścigach pod szyldem organizacji ACO od czasu triumfu w Le Mans w 1999 roku. To także pierwszy taki sukces dla ekipy WRT i samych kierowców.

Sytuacja w reszcie stawki Hypercar
Trzecie miejsce na podium wywalczyło ostatecznie Ferrari z numerem 50. Zespół musiał nadrabiać straty po tym, jak na początku wyścigu zablokowała się nakrętka koła podczas wymiany opon. Tuż za podium na czwartym miejscu dojechał Aston Martin Valkyrie #007 ekipy THOR Team, a na piątej lokacie zameldowała się fabryczna Toyota #7.
Prywatne Ferrari zespołu AF Corse #83 z Robertem Kubicą w składzie skończyło wyścig na szóstej pozycji, wyprzedzając Peugeota #93. Pozytywnym zaskoczeniem był wynik prototypu Genesis GMR-001 zespołu Magma Racing z numerem 17, który przekroczył linię mety na bardzo dobrym ósmym miejscu. Dziewiątą lokatę zajął Cadillac #12 Hertz Team JOTA. Kierowcy tej ekipy początkowo prowadzili, ale w drugiej połowie spadli w dół stawki ze względu na szybkie zużycie miękkich opon. Pierwszą dziesiątkę zamknęła Toyota #8. Drugi samochód Genesisa z numerem 19 dojechał do mety na 13. miejscu, po ogromnej stracie czasu z powodu usterki elektroniki.

Wiele incydentów na torze i wycofane auta
Wyścig 6 Hours of Spa obfitował w liczne zdarzenia na torze. Już w pierwszej godzinie rywalizacji Earl Bamber w Cadillacu #38 zderzył się z Porsche #92 niedaleko 12. zakrętu. Bamber dwukrotnie zahaczył o bariery i zniszczył lewą tylną część swojego auta. Kiedy później za kierownicę wsiadł Sébastien Bourdais, samochód uległ jeszcze awarii mechanicznej i zespół musiał się ostatecznie wycofać.
Do mety nie dojechali także zdobywcy pole position. Malthe Jakobsen w Peugeocie #94 nie zdołał ominąć obracającego się Mercedesa #79 w zakręcie Les Combes. Uszkodzonym autem dojechał do mechaników, po czym wycofał się z dalszej jazdy. To właśnie ten incydent spowodował pierwszą wirtualną neutralizację pod koniec czwartej godziny.
Kolejny incydent miał miejsce z udziałem Ferrari #51. Alessandro Pier Guidi wchodził spokojnie w nawrót La Source, gdy uderzyło w niego BMW kategorii LMGT3 z numerem 32, prowadzone przez Augusto Farfusa. Sam Farfus był w tej sytuacji bezradny, ponieważ chwilę wcześniej został trącony przez Porsche z numerem 91, za kierownicą którego siedział Ayhancan Güven.
Ostatni wyjazd samochodu bezpieczeństwa był wynikiem wypadku Álexa Riberasa. Hiszpan próbował wyprzedzić Alpine #35, prowadzone przez António Félixa da Costę. Riberas zjechał na trawę na prostej Kemmel i przy sporej prędkości wypadł z toru w bariery. Po restarcie wyścigu wspomniany da Costa również stracił panowanie nad autem. Obrócił się na wzniesieniu Raidillon, uderzył w barierę i zjechał do boksu na naprawy.

Zmiany w klasyfikacji generalnej po 6 Hours of Spa
Te wszystkie awarie i wypadki mocno przetasowały układ sił w tabeli całego sezonu. Toyota #8 zdobyła bardzo mało punktów, a Ferrari #51 zakończyło weekend z zerowym dorobkiem. Obie te ekipy zajęły dwa pierwsze miejsca podczas poprzedniej rundy na włoskiej Imoli. Dzięki temu nowymi liderami mistrzostw w klasyfikacji kierowców zostali kierowcy ze zwycięskiego BMW #20, zyskali przy tym dziewięć punktów przewagi nad załogą Toyoty. BMW objęło również prowadzenie w zestawieniu producentów, wyprzedzając Toyotę o siedem punktów. Z kolei trzecie w klasyfikacji Ferrari traci do japońskiej marki dziesięć punktów. AF Corse #83 po tym wyścigu znajduje się na 11. miejscu w klasyfikacji kierowców.
Zacięta walka do samego końca i kary w LMGT3
Klasa LMGT3 również dostarczyła nam kawał świetnego ścigania. Zwycięstwo w tej kategorii zgarnął zespół Garage 59 w McLarenie oznaczonym numerem 10. Kierowcy Antares Au, Tom Fleming i Marvin Kirchhöfer ruszali dopiero z 15. pola startowego. Krok po kroku i niezwykle skutecznie przebijali się w górę stawki, wynagradzając sobie tym samym wcześniejsze rozczarowania z Włoch.
Interesująco zrobiło się po przekroczeniu linii mety, ponieważ jako pierwsze przejechało ją Ferrari #21 ekipy Vista AF Corse. Sędziowie nałożyli jednak na nią pięć sekund kary. Podczas ostatnich zjazdów do alei serwisowej mechanicy wypuścili ze stanowiska Alessio Roverę prosto pod nadjeżdżającego Kirchhöfera, co spowodowało niebezpieczną sytuację. Rovera naciskał do samego końca i próbował odjechać od rywali, ale nie dał rady uciec na więcej niż pięć sekund. Po doliczeniu kary spadł na czwarte miejsce w bardzo ciasnej grupie aut. Drugie miejsce przejął Aston Martin #27, należący do Heart of Racing, a na najniższym stopniu podium stanęło Porsche #92 zespołu The Bend Manthey, które zdołało odrobić straty po uderzeniu na samym początku wyścigu.
Na torze przez długi czas świetnie spisywały się Mustangi zespołu Proton Competition. Eric Powell w Fordzie #77 popisał się odważnym manewrem wyprzedzania po zewnętrznej w zakręcie Eau Rouge. Zostawił w ten sposób w tyle Lexusa z numerem 78, który startował z pole position z Tomem van Rompuyem za kierownicą.
Pierwsze miejsce Powella przepadło jednak po paru minutach, gdy zakopał auto w żwirze na zakręcie Stavelot i wywołał pierwszą neutralizację. Wtedy pałeczkę lidera przejął drugi Ford z numerem 88. Ekipa ta zdołała wyprzedzić wspomnianego Lexusa podczas postoju w boksach. Zawodnicy utrzymywali się na prowadzeniu aż do drugich zjazdów do mechaników, gdzie ostatecznie stracili pozycję na rzecz świetnie dysponowanego zespołu Ferrari numer 21. Ostatecznie zakończyli 6 Hours of Spa na 12. miejscu w klasie LMGT3.
Po 6 Hours of Spa sytuacja w klasyfikacji generalnej klasy LMGT3 wygląda interesująco. Na pierwszym miejscu znajduje się Porsche #92 Bend Team Manthey z dorobkiem 30 punktów. Za ich plecami z 26 punktami plasuje się McLaren #10 Garage 59, który wygrał 6 Hours of Spa, a czołową trójkę z 25-punktową zdobyczą zamyka załoga #69 BMW Team WRT, która wygrała inaugurującą sezon rundę na torze Imola.

Podsumowanie
Niedziela na Spa pokazała, jak przewrotne bywają wyścigi długodystansowe. BMW zgarnęło zwycięstwo, bo ich ekipa w boksach podjęła ryzyko i ugrała cenną przewagę na krótszym tankowaniu. Faworyci z Toyoty i Ferrari mieli w tym czasie sporo pecha, zaliczali kolizje albo po prostu utknęli w tłoku. Dzięki temu układ sił w klasyfikacji generalnej całkowicie się odwrócił.
Z kolei w klasie LMGT3 triumfował McLaren, który systematycznie odrabiał straty z samego końca stawki. Załoga Ferrari przecięła linię mety jako pierwsza, ale błąd mechaników poskutkował karą i kosztował ją zwycięstwo. Kolejną rundą w kalendarzu WEC jest legendarne 24 Hours of Le Mans, które odbędzie się 13 czerwca. Śledźcie uważnie social media i kanał YouTube Kontry, ponieważ w związku z tym wyścigiem będzie działo się u nas naprawdę sporo.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło grafiki poglądowej: Charly López / DPPI

