Akademia VR46 dostarczyła wyścigom motocyklowym wielu zawodników, którzy od lat stanowią o sile MotoGP. Valentino Rossi w momencie zakończenia kariery mógł czuć, że nawet bez niego włoscy kibice będą mieli komu kibicować. Co więcej, sam „Doktor” już wcześniej zadbał o to, zakładając zespoły w Moto2 i Moto3, żeby zrobić swoim podopiecznym miejsce do rozwoju. Od sezonu 2022 zespół VR46 Racing jest też w stawce klasy królewskiej, a Marco Bezzecchi i Luca Marini wybili się z niego do ekip fabrycznych.
Na papierze wszystko wygląda dobrze, jednak w rzeczywistości VR46 jest w dużym kryzysie i w najbliższym czasie Valentino Rossi będzie musiał podjąć kilka trudnych decyzji, które mogą przesądzić o losie całego projektu.

Papierowy tygrys
Pecco Bagnaia jest dwukrotnym mistrzem świata MotoGP, a także mistrzem Moto2. Marco Bezzecchi rozpoczął obecny sezon od trzech wygranych z rzędu, po których dołożył dwa kolejne podia. Franco Morbidelli ma na swoim koncie tytuł w klasie pośredniej i wicemistrzostwo w klasie królewskiej. Luca Marini na ich tle wypada blado, bo ma „tylko” drugie miejsce w Moto2 w sezonie 2020, ale jednocześnie jest uważany za synonim solidności pod kątem wyników, a jego wiedza techniczna znacząco pomogła w rozwoju najpierw Ducati, a teraz Hondy.
Do tej czwórki można dołączyć jeszcze Nicolò Bulegę, który może nie ma na swoim koncie wielkich osiągnięć w Moto2 i Moto3, za to znakomicie radzi sobie w mistrzostwach motocykli produkcyjnych. W 2023 roku zdobył tytuł w klasie Supersport, po czym przez dwa lata był głównym rywalem Topraka Razgatlıoğlu w zawodach World Superbike. Choć w obu przypadkach przegrał z Turkiem walkę o tytuł, tak po jego odejściu pokazuje swoją klasę.
W momencie pisania tego artykułu Włoch ma na koncie aż 19 wygranych wyścigów z rzędu i pewnie pędzi po końcowy triumf. Co więcej, na koniec zeszłego sezonu pokazał próbkę swoich możliwości na motocyklu MotoGP, z powodzeniem zastępując Marca Márqueza w posezonowych testach oraz dwóch ostatnich wyścigach. Bulega nie jest już formalnie zawodnikiem Akademii, ale wciąż pozostaje w dobrych relacjach z Valentino Rossim i jest często spotykany na treningach na torze Ranch.

Czysto liczbowo zawodnicy spod szyldu VR46 radzą sobie dobrze. Niestety ten obraz się rozmywa, kiedy popatrzymy na aktualną formę każdego z nich. Bagnaia, pomimo dwóch tytułów, był określany mianem zawodnika, który wygrywał głównie dzięki znakomitej maszynie i braku realnej konkurencji. Kolejne dwa lata, w których Włoch najpierw przegrał walkę o tytuł z Jorge Martínem, a następnie spadł aż na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, dawały amunicję krytykom zawodnika z Turynu.
Franco Morbidelli po wicemistrzowskim sezonie 2020 stanął na podium zaledwie trzy razy i wiele wskazuje na to, że nie znajdzie on miejsca w stawce na sezon 2027. Luca Marini może i osiąga solidne wyniki, jednak zdaje się, że pewnego pułapu nie przeskoczy i już na zawsze będzie zaszufladkowany jako zawodnik zatrudniany do rozwoju motocykla, a nie walki o tytuł. Nawet Nicolò Bulega, pomimo dobrych wyników w Superbike, nie jest postrzegany jako ktoś, kto stanie się gwiazdą MotoGP, tym bardziej że ma na karku już 27 lat.
Z całej grupy jedynie Marco Bezzecchi jest aktualnie w świetnej formie i najprawdopodobniej będzie w tym roku walczyć o mistrzowski tytuł. Szersza perspektywa pokazuje więc, że ewidentnie istnieje problem z kierowcami VR46, przynajmniej pod kątem formy trzech z nich. Jest to jednak wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o analizę całej Akademii.
Przystań do rozwoju ratunku
Zespół VR46 Racing pojawił się w stawce MotoGP w sezonie 2022. Już rok wcześniej branding Valentino Rossiego pojawił się w nazwie jednej z ekip, jednak wtedy był to tylko pojedynczy motocykl zespołu Esponsorama Racing, z dodanymi inicjałami i numerem legendarnego kierowcy. Zespół, w którym rok później jeździli Luca Marini i Marco Bezzecchi, był już pełnoprawną organizacją, która miała w zamyśle promować talenty z Akademii i pomóc im się wybić do fabrycznych ekip.
Na podstawie historii dwóch pierwszych kierowców zespołu można powiedzieć, że się udało. VR46 wykorzystało dominujące wtedy maszyny Ducati, które w tamtych czasach zdecydowanie górowały nad rywalami, co pozwalało ich kierowcom regularnie walczyć o dobre wyniki. Sezon 2022 ekipa skończyła na ósmym miejscu w klasyfikacji zespołów, a na torze TT Assen Bezzecchi wywalczył ich pierwsze podium.

Rok później było jeszcze lepiej. Już w drugim wyścigu sezonu w Argentynie Bezzecchi odniósł zwycięstwo, a dzień wcześniej obaj kierowcy zameldowali się na podium w sprincie, przegrywając jedynie z Bradem Binderem. Cały sezon zakończyli na trzecim miejscu w klasyfikacji zespołów, z trzema zwycięstwami w wyścigach, jednym triumfem w sprincie, a także 15 podiami (sześć w wyścigach, dziewięć w sprintach). Dobre wyniki zaowocowały transferem Mariniego, którego Honda wytypowała na następcę Marca Márqueza. Bezzecchi, pomimo zakończenia sezonu na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej, został skuszony przez Ducati perspektywą awansu do fabrycznej ekipy w niedalekiej przyszłości, dlatego został w zespole. VR46 pozostało więc sprowadzić swojego najbardziej utalentowanego zawodnika z Moto2 jako drugiego kierowcę na sezon 2024.
Rzecz w tym, że takiego kierowcy nie było. Celestino Vietti był dopiero dziesiąty w klasyfikacji generalnej, a najlepszy Włoch w stawce – Tony Arbolino – nie był związany z Akademią, w dodatku miał słabą drugą połowę sezonu, co podało w wątpliwość jego umiejętności. Ostatecznie postawiono na Fabio Di Giannantonio, zawodnika MotoGP, który – choć nie był związany z VR46 – prezentował wystarczająco dobrą formę w końcówce sezonu, żeby dać mu szansę. Na pewno pomógł mu też paszport, gdyż w credo zespołu, zaraz po zatrudnianiu wychowanków Akademii, było stawianie na zawodników z Włoch.
Rok później Valentino Rossi stanął przed podobnym dylematem. Marco Bezzecchi, rozczarowany brakiem fabrycznego kontraktu z Ducati, postanowił skorzystać z oferty Aprilii, żeby wreszcie móc jeździć w głównej ekipie producenta. VR46 znowu musiało znaleźć kierowcę, który pasuje do ich profilu. Vietti kolejny rok nie dał wystarczającej liczby argumentów za daniem mu szansy, a innych opcji w Moto2 i Moto3 nie było. Była za to okazja, która pojawiła się na rynku MotoGP. Miejsce w ekipie Pramac stracił bowiem Franco Morbidelli, a więc zawodnik wywodzący się z Akademii VR46 (co więcej, był on jej pierwszym oficjalnym podopiecznym).
Oczywiście jego wyniki od czasów wicemistrzowskiego sezonu 2020 pozostawiały wiele do życzenia, jednak w zespole uznano, że były one skutkiem problemów z kontuzjami u zawodnika z Rzymu. Postanowiono więc wyciągnąć do niego pomocną dłoń i jednocześnie zachować zgodność ze swoją strategią. Zespół, który narodził się jako przystań do rozwoju talentów, drugi rok z rzędu zatrudniał kierowcę będącego na wylocie z MotoGP, celem trzymania się swoich zasad. I choć wyniki duetu Diggia–Morbidelli bronią tych decyzji, na pewno żaden z nich nie był modelowym kandydatem na swoją pozycję.

Więźniowie polityki
Trudno też oczekiwać, że zamierzonym kierunkiem jest zatrudnienie Fermína Aldeguera, który według wszelkich doniesień ma dołączyć do VR46 w przyszłym sezonie. Decyzja ta została niejako narzucona przez Ducati, z którym Hiszpan ma podpisany fabryczny kontrakt. Oznacza to, że ekipa, w której Aldeguer jeździ, ma w posiadaniu motocykl w aktualnej specyfikacji, a tym samym (przynajmniej w teorii) ma przewagę nad rywalami. Valentino Rossi uznał, że taka oferta jest warta przyjęcia i niejako odrzucenia własnych założeń na rzecz sukcesu sportowego. W grę wchodzi rola głównego satelity Ducati, o którą VR46 rywalizuje z zespołem Gresini. Zatrudnienie Aldeguera, czyli aktualnego zawodnika zespołu Nadii Padovani, jest znakiem zaufania od fabryki z Bolonii i sygnałem, że zależy im na dobrych relacjach z Rossim.
O nadchodzących transferach w MotoGP możecie przeczytać TUTAJ
Jednocześnie „Doktor” zapowiedział, że drugi kierowca zespołu na sezon 2027 będzie już zgodny ze strategią i wybrany z kwartetu: Morbidelli, Marini, Vietti i Bulega. Niestety dla Akademii VR46 żaden z nich nie jest naturalnym kandydatem na to miejsce. Morbidelli i Marini notują średnie wyniki, Vietti – choć zalicza niezły początek sezonu – wciąż nie wygląda na zawodnika zasługującego na awans do klasy królewskiej. Bulega z kolei dominuje w Superbike, jednak wciąż istnieją uzasadnione wątpliwości co do tego, jak poradzi sobie na motocyklu MotoGP. O ostatecznej decyzji mają zdecydować wyniki w najbliższych tygodniach, ale na ten moment wydaje się, że najpoważniejszymi kandydatami są Bulega i Marini.
O Franco Morbidellim, Luce Marinim i innych kierowcach, których przyszłość w MotoGP jest niepewna, przeczeytacie TUTAJ
Brak talentów

Można zadać sobie pytanie, czy naprawdę poza Celestino Viettim nie ma w mniejszych klasach żadnego kandydata? Problem w tym, że faktycznie zawodnik SpeedRS jest jedynym przedstawicielem Akademii w Moto2, a w Moto3 nie ma żadnego zawodnika spod jej szyldu. Żeby znaleźć innych członków VR46, trzeba włączyć Mistrzostwa Europy Moto4, w których jeżdżą Lorenzo Pritelli i Leonardo Casadei, albo europejskie Moto3, bo tam jeździ Matteo Gabarrini. Być może ta trójka w najbliższych latach przywróci logotyp VR46 na poziom mistrzostw świata.
Oczywiście przez lata Akademia wypromowała do mistrzostw klasy królewskiej wielu zawodników, którzy ostatecznie się nie przebili. Zespół VR46 powstał w 2014 roku w Moto3. Jego celem było pozyskiwanie i dawanie szansy rozwoju młodym włoskim talentom w mistrzowskiej klasie. Miała to być odpowiedź na rosnącą liczbę Hiszpanów meldujących się w czubie wszystkich klas mistrzowskich. Przez sześć lat istnienia zespołu Moto3 przewinęli się przez niego Pecco Bagnaia, Romano Fenati, Nicolò Bulega, Andrea Migno, Dennis Foggia i Celestino Vietti.
Choć ostatecznie żaden z nich nie zdobył tytułu w najmniejszej klasie, to dzięki przynależności do Akademii zadebiutowali w Moto3 i wypromowali się albo do bardziej konkurencyjnego zespołu w serii, albo bezpośrednio do Moto2. Wyjątkiem jest Andrea Migno, który szybko postanowił zakończyć karierę i zostać trenerem oraz analitykiem w VR46. Ostatecznie w najmniejszej klasie VR46 funkcjonowało do 2020 roku, po czym zespół wycofał się ze stawki przez zbyt dużą konkurencję innych włoskich akademii.

Od 2017 roku zespół istniał też na poziomie klasy pośredniej. To właśnie w jego barwach Pecco Bagnaia, Luca Marini i Marco Bezzecchi kończyli sezon na podium klasyfikacji generalnej i przechodzili do klasy królewskiej. Ich naturalnymi następcami mieli być Celestino Vietti i Niccolò Antonelli. Ten pierwszy zaliczył nawet znakomity początek sezonu 2022 i wydawało się, że będzie kolejnym wychowankiem VR46, który awansuje do MotoGP, jednak fatalna postawa w drugiej połowie sezonu sprawiła, że marzenia o klasie królewskiej musiał odłożyć w czasie.
Jeszcze gorzej radził sobie Antonelli, który przez cały rok nie uzbierał nawet punktu. Po zakończeniu sezonu zespół został przejęty przez firmę Fantic i pod taką nazwą funkcjonuje do dziś, nie mając już żadnych koneksji z VR46. Vietti nadal jeździ w Moto2. Zaliczył w tym czasie osiem zwycięstw. Z kolei Antonelli po nieudanym sezonie przeniósł się do serii Supersport, a od tego roku pracuje w Akademii jako trener.
Włoski problem
Sukcesy Bezzecchiego stanowią pewną zasłonę dymną przed faktem, że Akademia VR46 przeżywa duży kryzys nieurodzaju. Potencjalny awans Viettiego do MotoGP jest obrazem ciężkiej sytuacji, jaka spotkała ekipę Valentino Rossiego. Być może talenty z europejskich mistrzostw rozbłysną w tym roku, jednak wciąż potrzeba kilku lat, żeby realnie ocenić ich potencjał.
Kryzys w VR46 jest też niejako obrazem kryzysu w całej włoskiej szkole motocyklowej. O ile wyniki w MotoGP są raczej pozytywne, rzut oka na niższe klasy pokazuje skalę problemu. W Moto2 mamy zaledwie trzech włoskich kierowców – poza wspomnianym Viettim są to Tony Arbolino, dla którego szanse na awans do MotoGP są bliskie zeru, oraz Luca Lunetta, który choć niewątpliwie ma potencjał, dopiero zaczyna swoją przygodę w klasie pośredniej, dlatego trudno jeszcze ocenić, na co go stać. Szczególnie że jego wyniki w Moto3 były niezłe, ale na pewno nie kazały sądzić, że mamy do czynienia z epokowym talentem.
W najniższej klasie wyścigowej jest jeszcze gorzej. Guido Pini co prawda wygrał w tym roku GP Stanów Zjednoczonych, jednak od tamtej pory nawet nie zbliżył się do tego wyniku. Matteo Bertelle miał niezły początek ubiegłego sezonu, jednak jego rozwój przerwała kontuzja. Chociaż w tym sezonie zdołał stanąć raz na podium, wciąż wydaje się, że nie jest on jeszcze w pełni sprawny, co przekłada się na dość średnie wyniki w pozostałych wyścigach. Jest jeszcze Nicola Carraro, jednak jest on zawodnikiem, który zdecydowanie odstaje poziomem od reszty stawki i trudno w nim upatrywać nadziei na lepsze czasy dla włoskich kierowców.

O skali problemu świadczy też fakt, że włoskie zespoły w Moto3 nie stawiają na swoich rodaków. Zespół Sic58 reprezentują Irlandczyk O’Gorman i Austriak Rammerstorfer, a zespoły MTA i Snipers, choć znalazły miejsce dla Włochów (wspomnianych Bertelle i Carraro), zdecydowały się do nich dobrać kierowców z zagranicy.
Valentino Rossi założył Akademię VR46 w odpowiedzi na napływ talentów z Hiszpanii. Po ponad 10 latach można stwierdzić, że choć przez pierwszych kilka lat VR46 dostarczyło MotoGP wielu świetnych kierowców, tak obecnie Akademia, jak i całe włoskie szkolenie jest w głębokim kryzysie. A talenty z Hiszpanii jak napływały, tak dalej napływają i kolekcjonują kolejne tytuły.

Źródło grafiki poglądowej: motogp.com

