Martín Aprilia Silverstone

Ówczesny lider klasyfikacji generalnej, zawodnik, który poczuł się niedoceniony przez swój zespół i koniecznie chciał w związku z tym zmienić otoczenie, oraz ekipa, która rok po roku notowała wyraźny progres, ale szukała zawodnika, który pomoże przebić szklany sufit. Kiedy w 2024 roku Jorge Martín i Aprilia ogłosili podpisanie kontraktu, wielu uważało to za strzał w dziesiątkę. Jeszcze więcej poklasku transfer ten zyskał w listopadzie, kiedy Hiszpan przypieczętował zdobycie mistrzowskiego tytułu, co oznaczało, że po raz pierwszy w historii Aprilia będzie mieć w swoim składzie motocykl z numerem 1.

Dwa lata później, kiedy jasne jest, że do końca współpracy pozostał niecały miesiąc, można śmiało określić to jako jeden z najgorszych transferów w ostatnim czasie w MotoGP. Jorge Martín i Aprilia nigdy nie znaleźli wspólnego języka, a Hiszpan spędził niemal tyle samo czasu na torze, ile w szpitalu, lecząc kolejne kontuzje. Co więcej, ten okres mocno obnażył Jorge pod kątem charakteru i umiejętności pracy w zespole. Niesamowite, że pomimo tych wszystkich problemów mogło się to skończyć tytułem mistrzowskim.

Młody gniewny

W sezonie 2024 Martín miał już za sobą trzy sezony w klasie królewskiej. W tym czasie dorósł zarówno pod względem sportowym, jak i mentalnym. Początkowo imponował brawurową jazdą oraz tempem na jednym okrążeniu, ale jednocześnie był też niezwykle chimeryczny i skłonny do wypadków, przez które musiał poddawać się operacjom.

Martín Pramac
Jorge Martín po swoim pierwszym zwycięstwie w MotoGP – GP Styrii 2021. Źródło: Red Bull Content Pool

Już rok wcześniej zawodnik Pramac Ducati otarł się o tytuł. Chociaż sezon rozpoczął od dwóch nieukończonych wyścigów w ciągu pierwszych trzech rund, to od Jerez rozpoczął długą wspinaczkę na szczyt klasyfikacji generalnej. Martín szczególnie upodobał sobie nowo wprowadzone wyścigi sprinterskie, których wygrał w tamtym sezonie aż dziewięć, co było najlepszym wynikiem w całej stawce. Wreszcie podniósł też swój poziom w niedzielnych wyścigach, dzięki czemu powiększył dorobek triumfów o cztery. 

Przed ostatnim wyścigiem w Walencji Martín wciąż miał szansę na tytuł, choć strata 14 punktów do Bagnai oznaczała, że musi liczyć na wyjątkowy pech Włocha, samemu przejeżdżając niemal idealny wyścig. Marzenia o tytule skończyły się już na pierwszym okrążeniu, kiedy Hiszpan zderzył się z Márquezem. Martín musiał zadowolić się tytułem wicemistrzowskim.

Transfer idealny

Wraz z końcem sezonu 2024 kończył się również kontrakt Martína z zespołem Pramac. Celem Jorge był awans do fabrycznej ekipy Ducati, w tamtym okresie zdecydowanie najlepszej w stawce. Jedno miejsce było tam zarezerwowane dla Bagnai, jednak o drugie toczyła się rywalizacja między Martínem, Márquezem i Bastianinim. Zawodnik Pramaca pod kątem formy sportowej miał argumenty za daniem mu szansy, jednak ostatecznie kontrakt powędrował do Márqueza. Ducati argumentowało to statusem ośmiokrotnego mistrza świata oraz jego obiecującym początkiem w satelickim zespole Gresini. Jak się miało okazać, ta decyzja była strzałem w dziesiątkę.

Martín musiał rozglądać się za nowym pracodawcą. Choć Ducati chciało go pozostawić w swoich szeregach, dając mu motocykl o fabrycznej specyfikacji, to Hiszpana interesowała tylko pozycja w fabrycznym zespole. Mimo że Honda i Yamaha mogły mu zaoferować gwiazdorskie kontrakty, to ostatecznie Jorge postawił na Aprilię – najbiedniejszy pod kątem zasobów zespół, jednak mający dużo więcej do zaoferowania pod kątem sportowym niż konkurenci z Japonii. Aprilia już wtedy była drugim motocyklem po Ducati, ale zdawało się, że z Aleixem Espargaró i Maverickiem Viñalesem nie będą w stanie realnie im zagrozić. Angaż młodych i głodnych – Martína, ale również Marco Bezzecchiego, miał im pomóc rzucić rękawicę rodakom z Bolonii.

Wspomniany Espargaró był też bardzo ważny w przekonaniu Martína do Aprilii. Obaj Hiszpanie się przyjaźnią, mieszkają blisko siebie w Andorze i wspólnie trenują. Starszy o dziewięć lat Aleix odchodził na emeryturę wraz z końcem roku i namaścił młodszego kolegę na swojego następcę. Martín podpisał dwuletni kontrakt, po czym przejechał niemal bezbłędną resztę sezonu i mógł świętować mistrzowski tytuł. Świętował też Massimo Rivola, który w wywiadach wbijał szpileczki Ducati, mówiąc, że mają najtańszy numer 1 w historii, co było nawiązaniem do rzekomo wysokiej pensji Marca Márqueza w zespole z Bolonii.

Espargaró/Martín/Rivola
Aleix Espargaró, Jorge Martín i Massimo Rivola. Źródło: instagram.com/aleixespargaro

Kontuzje i kłótnie

Od początku zakładano, że przenosiny na nowy motocykl nie będą dla Martína łatwe. Mimo to liczono, że testy pozwolą mu zaznajomić się zarówno z maszyną, jak i zespołem, co sprawi, że szybciej wejdzie na swój optymalny poziom sportowy.

Niestety zaczęło się najgorzej, jak tylko mogło. Martín uległ wypadkowi już na pierwszym okrążeniu testów na torze Sepang i wykluczył się z dalszej części przygotowań do nowego sezonu. Co więcej, przygotowując się do powrotu uległ kolejnemu wypadkowi, tym razem w trakcie prywatnych testów, w wyniku czego złamał wcześniej operowaną nogę, dokładając do tego złamanie lewej ręki. Urzędujący mistrz świata opuścił pierwsze trzy rundy sezonu 2025, ale postanowił wrócić do ścigania na GP Kataru.

Konsekwencje tej decyzji były poważne. Hiszpan przez cały weekend nie był konkurencyjny sportowo, ale sam przyznawał, że celem był po prostu powrót do rytmu. Niestety w trakcie wyścigu zawodnik Aprilii uległ kolejnemu wypadkowi. Spadł z motocykla i został uderzony przez jadącego za nim Fabio Di Giannantonio. Zarówno Hiszpan, jak i jego bliscy mówią, że był to najstraszniejszy wypadek, jaki mu się przydarzył, i jedyny, w którym myślał, że może umrzeć. Diagnoza wykazała 11 złamanych żeber i odmę opłucnową. Wszyscy sądzili, że resztę sezonu Martín poświęci na leczenie i przygotowanie do następnego roku. A jednak niedługo po wypadku znowu zrobiło się o nim głośno. 

Jorge Martín Qatar
Jorge Martín w szpitalu po wypadku w GP Kataru 2025. Źródło: instagram.com/89jorgemartin

Podczas GP Francji w padoku gruchnęła informacja, że Hiszpan planuje odejść z Aprilii po zakończeniu sezonu. W jego kontrakcie miała znajdować się klauzula umożliwiająca przedwczesne zerwanie umowy. Pojawiły się nawet doniesienia, że Jorge porozumiał się już z nowym pracodawcą, którym miała zostać Honda. Aprilia się broniła, mówiąc, że żadnej klauzuli nie ma i jeśli zawodnik chce odejść, to może się to wydarzyć jedynie po wykupieniu go z zespołu. W innym razie są gotowi pójść do sądu.

Przeciąganie liny trwało kilka tygodni i zakończyło się wycofaniem Martína z pomysłu ucieczki. Swoją decyzję ogłosił na konferencji prasowej przed GP Czech, gdzie wrócił do ścigania. Poszło mu całkiem pozytywnie – zajął siódme miejsce, a po wyścigu dość ciepło wypowiadał się o zespole i wsparciu, jakie otrzymał. Przez kolejne cztery wyścigi prezentował przyzwoite tempo (w GP Węgier zajął nawet czwarte miejsce) i wydawało się, że współpraca na linii Martín–Aprilia wreszcie idzie do przodu.

Martín/Aprilia 2025
Jorge Martín potwierdza zawieszenie broni z Aprilią. Źródło: motogp.com

Niestety wszystko posypało się podczas rundy w Japonii, kiedy podczas sprintu Hiszpan doprowadził do kolizji ze swoim kolegą z zespołu, Marco Bezzecchim. O ile Włoch wyszedł z niej „tylko” poobijany, tak Martín znowu musiał pójść pod skalpel, tym razem ze złamanym obojczykiem. Kontuzja wykluczyła go z poważnego ścigania do końca sezonu. Co prawda wrócił jeszcze na ostatnią rundę w Walencji, jednak jego obecność tam była raczej spowodowana posezonowymi testami maszyn na 2026 rok.

Odwilż

Kolejna przerwa zimowa przebiegła bez większych problemów i Jorge Martín mógł zacząć nowy sezon od pierwszej rundy w Tajlandii. Już wtedy było jasne, że niezależnie od wyników wypełni on swój kontrakt z Aprilią, po czym zmieni zespół. Jeszcze w trakcie testów mówiło się o porozumieniu z Yamahą, co zostało ostatecznie potwierdzone na początku lipca. 

Do tego czasu Hiszpan wyciskał co się da ze znakomicie przygotowanej do sezonu Aprilii. Zespół z Noale wykorzystał skupienie się pozostałych ekip nad rozwojem maszyn na 2027 rok i postanowił dokręcić śrubę znakomicie spisującej się RS-GP. Szczególnie widać było to po Marco Bezzecchim, który wygrał pierwsze trzy wyścigi w sezonie. Martín wcale nie był na jego tle gorszy – stawał na podium w Brazylii i Stanach Zjednoczonych, co więcej, w drugim z tych krajów wygrał wyścig sprinterski. Jego radość po triumfie była tak wielka, że rozbił się na okrążeniu zjazdowym. 

Niedługo później przyszła też pierwsza od półtora roku wygrana w niedzielę, podczas GP Francji. Stało się jasne, że Martín jest w gronie zawodników walczących o tytuł, szczególnie że Marc Márquez miał problemy zdrowotne i pojawiła się okazja, żeby odskoczyć od niego w klasyfikacji generalnej.

Aprilia z dubletem w Brazylii
Martín i Bezzecchi, dzięki nim Aprilia miała częste powody do świętowania. Źródło: motogp.com

Martín kontra Martín

W tym samym czasie Jorge Martín w dość dziwny sposób wypowiadał się w mediach. Hiszpan jednego tygodnia składał deklarację, po czym przy kolejnej okazji mówił coś zupełnie odwrotnego. Po serii dobrych występów Aprilii na początku sezonu mocno tonował nastroje, mówiąc, że po powrocie do Europy wszystko „wróci do normy”, a więc Ducati wróci na szczyt.

Kilka tygodni później, po wygranej w Le Mans, Hiszpan zadeklarował, że jest zawodnikiem Aprilii i będzie bronić zespołu tak długo, jak jest jego częścią. Z kolei w Katalonii, jeden wyścig po wygranej we Francji, gdzie Hiszpan nie ukończył zmagań po kolizji z Raúlem Fernándezem, wrócił do garażu wściekły i zachowywał się agresywnie w stosunku do mechaników swojej ekipy. Niezbyt eleganckie zachowanie, jak na kogoś, kto ma bronić barw zespołu.

Jorge Martín Le Mans
Jorge Martín celebruje pierwszą wygraną w zespole Aprilia. Źródło: instagram.com/89jorgemartin

Do tego dochodziły sprzeczności w kwestii walki o tytuł. Martín mówił o braku szans w bezpośredniej rywalizacji z Márquezem, żeby potem mówić, że nie ma nic do stracenia. O torze Motorland Aragón mówił, że to jeden z najgorszych dla Aprilii obiektów w kalendarzu, po czym zdobywał pole position z rekordem toru. Takie słowa nie znajdowały uznania u Massimo Rivoli, który wykorzystywał każdą okazję, żeby wbić szpilkę swojemu podopiecznemu. Po wypadku na Węgrzech, kiedy Martín wyrzucił z rywalizacji dwie inne Aprilie, szef zespołu z Noale skrytykował… sędziów, którzy jego zdaniem dali Hiszpanowi zbyt łagodną karę.

Bez happy endu

Mimo to Martín rozpoczynał letnią przerwę jako lider klasyfikacji generalnej. Nawet bez zwycięstw w wyścigach cały czas był w stanie uzyskać wystarczająco dużo punktów, żeby utrzymywać minimalną przewagę nad Márquezem. Niestety wszystko zakończył sprint w GP Australii. Martín, rywalizując o pierwsze miejsce ze swoim rodakiem, wypadł z toru i złamał nadgarstek. 

Na jego szczęście wyścig został odwołany z powodu deszczu, jednak jasne było, że Martínowi będzie bardzo trudno wyzdrowieć do odbywającego się tydzień później GP Malezji. Zawodnik Aprilii spróbował pojechać treningach na torze Sepang, ale ostatecznie wycofał się jeszcze przed kwalifikacjami. Przed wylotem do Hiszpanii udzielił krótkiego wywiadu, w którym wywiesił białą flagę w kwestii walki o tytuł.

Martín Sepang 2026
Jorge Martín z kontuzją nadgarstka podczas GP Malezji 2026. Źródło: instagram.com/motogp

Nowa era

Sezon 2027 przyniesie MotoGP szereg zmian, na czele z nową specyfikacją motocykli. Wielu zawodników postanowiło wykorzystać tę okazję do zmiany pracodawcy i rozpoczęcia nowej ery sportu na innym motocyklu. Tegoroczna Yamaha kontynuuje trwający od kilku lat marazm, w związku z czym po tym sezonie opuści ją trzech zawodników – Jack Miller, Álex Rins oraz Fabio Quartararo, który z japońskim zespołem świętował mistrzowski tytuł w sezonie 2021.

Czy przyszłoroczna maszyna będzie w stanie rywalizować o najwyższe cele? Nie wiadomo, ale można być pewnym, że duet Martín–Ogura z pewnością będzie jednym z najsilniejszych w stawce pod względem potencjału zawodników. Być może poznamy też odpowiedź na pytanie, który sezon Martína na Aprilii więcej o nim mówi? Ten pierwszy, kiedy po pierwszych niepowodzeniach chciał uciec, czy ten obecny, w którym do niedawna naprawdę walczył o mistrzostwo świata?

Moto3/Moto2 kalendarz
Kalendarz MotoGP na sezon 2026. Źródło: motogp.com

Źródło obrazka poglądowego: instagram.com/89jorgemartin

Authors

  • Mikolaj Liszko

    Absolwent Uniwersytetu Haskiego i Instytutu Johana Cruyffa w Barcelonie (oba w zakresie zarządzania sportem). Pracował przy mediach i marketingu trzech turniejów siatkarskich (MŚ kobiet 2022, VNL mężczyzn 2023 i ME kobiet 2023). Fan sportów wszelakich, od motosportu, tenisa i piłki nożnej, po hokeja, darta i skoki narciarskie. Wierny fan F1 od 2007 roku i MotoGP od 2012

  • Nicola Chwist

    Absolwentka sztuki pisania i studentka psychologii. Z zawodu Starsza Korektorka materiałów dydaktycznych na uczelni prywatnej. W wolnym czasie redaguje dla wydawnictw, a jedną z jej specjalizacji stała się Formuła 1. Współpracowała przy książkach, takich jak "Grand Prix" Willa Buxtona, "Mercedes. Za kulisami teamu F1" Matta Whymana, "Formuła 1. Ilustrowana historia królowej motorsportu" Maurice’a Hamiltona czy "Bez ściemy" Günthera Steinera. Wierna fanka F1 od 2007 roku.

PREVIOUS POST
You May Also Like