Rynek transferowy IndyCar ruszył w tym roku wyjątkowo wcześnie. Zazwyczaj najgorętszym okresem jest końcówka sezonu, czyli późny sierpień oraz wrzesień. W 2026 najważniejsze transfery są ogłaszane już teraz i trzeba zadać sobie pytanie – gdzie w tej układance znajduje się Tymek Kucharczyk?
Ambicje McLarena poruszają IndyCar
Największe domino upadło w poniedziałek. Scott Dixon podjął kompletnie niespodziewaną decyzję, aby opuścić Chip Ganassi Racing i dołączył do McLarena. Jest to zdecydowanie największy transfer we współczesnej historii IndyCar, bardzo porównywalny do Lewisa Hamiltona i jego przejścia z Mercedesa do Ferrari. Nowozelandczyk również znajduje się na końcu długiej, pełnej sukcesów kariery. Po debiucie w barwach upadającego zespołu PacWest Racing w 2001 roku, Dixon dołączył do Chip Ganassi Racing w trakcie sezonu 2002 już jako zwycięzca wyścigu. Reszta jest historią. 6 tytułów mistrzowskich oraz 58 wygranych wyścigów, w tym jedno Indianapolis 500. 45-latek jest żywą legendą IndyCar.
Choć dostał ofertę przedłużenia kontraktu z CGR, Dixon zgłosił się do swojego bliskiego przyjeciela – Tony’ego Kanaana, aktualnego szefa McLarena. Podpisał on wieloletnią umowę z brytyjskim zespołem. Bardzo możliwe, że McLaren zaoferował mu udziały lub przyszłą rolę w zarządzie. Tony Kanaan wykonał swoje pożegnalne Indy 500 w barwach tej ekipy za nim został jej dyrektorem sportowym, a następnie szefem. Na tej samej ścieżce znajduje się teraz Ryan Hunter-Reay. Mistrz IndyCar z sezonu 2012 został zatrudniony jako czwarty kierowca McLarena na tegoroczne oraz przyszłoroczne Indianiapolis 500 a jednocześnie jest dyrektorem sportowym. Nie należy też zapominać o programach Hypercar i GT3, które również mogły skusić Dixona.
Ale to nie jedyna zmiana w McLarenie. Po zaledwie dwóch latach z Meyer Shank Racing, zakończonych zwycięstwem w Indianapolis 500, Felix Rosenqvist zdecydował się wrócić do McLarena. Tak jak Dixon, to on zainicjował pierwszy kontakt z zespołem. Oznacza to, że swoją posadę traci nie tylko rozczarowujący „pay-driver„ o imieniu Nolan Siegel, ale też Christian Lundgaard. Tak, ten Christian Lundgaard, który wygrał w tym roku 2 wyścigi, oraz jest aktualnie trzeci w klasyfikacji generalnej. Osiągi Duńczyka na torach „drogowych„ są absolutnie wspaniałe, lecz na owalach dalej zawodzi. W przeciągu swojej 5-letniej kariery tylko raz dojechał do mety wyścigu owalnego w Top 10. Dla McLarena to nie jest akceptowalny balans.
Brytyjska marka obrała sobie ambitny cel ponownego wygrania potrójnej korony motorsportu. Posiadając zespoły w F1, IndyCar oraz wkrótce WEC Hypercar, znajdują się w naprawdę wyjątkowej pozycji, aby tego dokonać. Lando Norris już wygrał Grand Prix Monako oraz Mistrzostwo Świata Formuły 1 w 2025 roku. Teraz przyszła kolej, aby pozostałe dywizje McLarena dotarły na szczyt swoich kategorii. Ich skład kierowców na sezon 2027 jest stworzony przede wszystkim z myślą o Indianapolis 500. Oprócz tego, doświadczenie Dixona i Rosenqvista pomoże im w rozwoju ekipy oraz przygotowaniach na debiut nowego bolidu IndyCar w 2028 roku. Ponadto, Szwed jest zaprzyjaźniony z Pato O’Wardem, co z pewnością poprawi morale u głównej gwiazdy zespołu. Tony Kanaan udzielił świetnego wywiadu na temat tej kontrowersyjnej decyzji:
Sytuacja na rynku transferowym po papajowej burzy
Najważniejsze zmiany w składach kierowców zostały już potwierdzone. Spekuluje się, że na sezon 2027 NTT IndyCar Series wciąż pozostaje wciąż 11 wolnych foteli. Po odejściach Dixona i Rosenqvista mamy gwarancje zmian w Chip Ganassi Racing oraz Meyer Shank Racing. Alex Palou i Marcus Armstrong posiadają wieloletnie kontrakty, Kyffin Simpson najprawdopodobniej utrzyma posadę, ale ktoś musi zastąpić ich partnerów zespołowych. Czy tutaj swoją szansę może upatrywać Tymek Kucharczyk?
Nie jest to całkowicie nierealistyczne. W przeszłości oba te zespoły zatrudniały debiutantów. Choć nasz rodak spisuje się fenomenalnie w Indy NXT, bądźmy ze sobą szczery – CGR i MSR mają lepsze, znacznie bezpieczniejsze opcje niż kierowca z jednym rokiem doświadczenia w Stanach Zjednoczonych. Spekuluje się, że pomiędzy Ganassi oraz McLarenem dojdzie do bezpośredniej wymiany i Christian Lundgaard zastąpi Scotta Dixona w słynnym aucie #9. Byłby to wspaniały ruch, a Alex Palou zyskałby jeszcze poważniejszego rywala na tzw „road coursach„.
Inną ciekawą opcją jest Luke Browning, szukający swojego miejsca w motorsporcie, po tym jak nie udało mu się awansować z Formuły 2 do Formuły 1. Rzekomo, CGR rozważa też powrót Marcusa Ericssona lub zatrudnienie Rinusa VeeKaya. Takie same opcje posiada MSR, lecz w ekipie z Ohio głównym faworytem jest imponujący w swoim debiutanckim sezonie Caio Collet, który posiada na dodatek poważne wsparcie finansowe brazylijskich sponsorów. Ponadto, na liście kandydatów znajduje się Kakunoshin Ohta, dobrze znany już ekipie poprzez jego starty w IMSA.
Z obozu Ganassi & Shank przejdźmy do również współpracujących na polu technicznym Team Penske oraz A.J. Foyt Racing. W zespole „Kapitana„ wszyscy trzej kierowcy – Josef Newgarden, Scott McLaughlin i David Malukas – mają podpisane kontrakty. Sytuacja jest drastycznie inna w Foycie. Plotki łączą wspomnianego wyżej Caio Colleta z Meyer Shank Racing. Ale to nie jedyny fotel, który może się zwolnić. Rzekomo, zespół jest rozczarowany tegorocznymi wynikami Santino Ferrucciego i rozważa zmianę w bolidzie #14.
Należy tutaj podkreślić, że jakakolwiek modyfikacja składu A.J. Foyt Racing na 90% poskutkuje zatrudnieniem Mylesa Rowe’a. Amerykanin rywalizuje razem z Tymkiem Kucharczykiem w Indy NXT. O ile posiada 114 punktów mniej i zajmuje siódme miejsce w klasyfikacji generalnej, tak jest on juniorem Team Penske. Roger z pewnością chciałby dać szansę swojemu kierowcy, zatrudniając go najpierw w zespole partnerskim i zdecydowanie ma na to zasoby. Rowe wyróżnia się też jako mistrz USF Pro 2000 oraz dominujący zwycięzca tegorocznej rundy Indy NXT w Gateway. Amerykanin ma potencjał, aby zostać świetnym kierowcą na owalach.
Kwestia potencjalnego drugiego fotela w Foycie jest znacznie bardziej otwarta. Z poprzednich lat wiemy, że zespół 4-krotnego zwycięzcy Indianapolis 500 potrzebuje przynajmniej jednego kierowcy z poważnym wsparciem finansowym. Myles Rowe i jego konotacje z Penske mogą ten problem załatwić. W takim wypadku fotel aktualnie zajmowany przez Santino Ferruciego staje się otwartą furtką. Czy Foyt chciałby ryzykować, zatrudniając aż dwóch debiutantów? Jest to wątpliwe, choć nie całkowicie wykluczone. Wciąż jednak, doświadczenie Rinusa VeeKaya czy Marcusa Ericssona może być dla zespołu bardziej wartościowe niż talent Kucharczyka.

Ostatni zespół z „wielkiej czwórki„ IndyCar, który pozostał nam do omówienia, to Andretti Global. Kyle Kirkwood oraz Will Power mają zapewnione posady na mocy wieloletnich kontraktów. Już kilkukrotnie zdążyliśmy jednak wspomnieć, że przyszłość Marcusa Ericssona jest bardzo niepewna. Jego pierwsze 2 sezony w barwach Andretti były wielkim rozczarowaniem. Presja potencjalnej utraty fotela najwidoczniej jednak pobudziła Szweda, który w 2026 roku radzi sobie lepiej. Pytanie brzmi – czy nie jest na to za późno?
Zwycięzca Indianapolis 500 jest łączony z wieloma zespołami, lecz pozostanie w Andretti to nadal realna opcja. Głównym kandydatem do zastąpienia go jest ewentualnie Christian Lundgaard. W zależności od jego przygód w F2 i F1, niewykluczony jest też powrót Coltona Herty. Zagorzali fani IndyCar mogą być zaskoczeni, gdyż przecież Andretti ma obiecującego juniora w postaci Dennisa Haugera. Według najnowszych plotek, Andretti jest co raz bliżej przedłużenia umowy Ericssona i zakończenia współpracy z Haugerem. Oznacza to, że mistrz Indy NXT 2025 jednocześnie straciłby finansowanie, dzięki któremu zdobył fotel w Dale Coyne Racing. Byłaby to dziwna decyzja, biorąc pod uwagę imponujące osiągi Norwega w tym sezonie. Hauger zakończył swoje pierwsze kwalifikacje w IndyCar na fenomenalnym P3.
Taki jest właśnie los kierowców w Dale Coyne Racing. Najsłabszy zespół w całej stawce IndyCar, co roku gwarantuje nam istną loterię na rynku transferowym. Ich decyzje potrafią być kompletnie nieprzewidywalne i zdarza się, że swoich kierowców zatrudniają na miesiąc lub nawet kilka dni przed startem nowego sezonu. Z uwagi na niewielki rozmiar zespołu, walka o fotel w DCR najczęściej przybiera formę licytacji między kierowcami. Romain Grosjean i Dennis Hauger będą walczyć o utrzymanie posady z takimi kandydatami jak między innymi Nolan Siegel, Conor Daly, Callum Ilott, Nikita Johnson, Josh Pierson czy nawet Yuki Tsunoda. W przypadku byłego kierowcy F1 ważne okazać się mogą konotacje z Hondą, która jest również dostawcą silników Coyne’a.
Na liście pozostają nam jeszcze 3 zespoły. Realnie, jedyny z nich, który może zatrudnić Kucharczyka, to Juncos Hollinger Racing. W idealnym świecie argentyński zespół pozostałby przy duecie Rinus VeeKay i Sting Ray Robb. Holender dostarcza wyniki, a Amerykanin dostarcza pieniądze. Tak utalentowany kierowca jak VeeKay jest jednak łakomym kąskiem dla wielu innych zespołów. Bardzo możliwe, że opuści Juncos po sezonie 2026, a Kucharczyk mógłby perfekcyjnie uzupełnić po nim lukę.
Przyszłość tego zespołu jest jednak bardzo niepewna. Spodziewamy się, że dojdzie tam do zmiany właścicieli. Hollinger – aktualny sponsor tytularny – stara się o przejęcie całego programu. Niewykluczony jest też powrót do współpracy technicznej z McLarenem. W takim wypadku JHR może nie potrzebować wsparcia finansowego od kierowców, co jeszcze bardziej zwiększy szanse Kucharczyka. Z drugiej strony, współpraca z McLarenem prawdopodobnie skutkowałaby zatrudnieniem Leonardo Fornaroliego. Mistrz Formuły 2 oraz podopieczny brytyjskiej stajni testował w tym roku bolid IndyCar.
Z kronikarskiego obowiązku należy jeszcze wspomnieć o Ed Carpenter Racing. Zarówno Alexander Rossi jak i Christian Rasmussen są zakontraktowani na sezon 2027. Podobnie sprawa prezentuje się w Rahal Letterman Lanigan Racing z Grahamem Rahalem i Louisem Fosterem. Jedyną niewiadomą w RLL jest Mick Schumacher.
Były kierowca F1 w istnie katastrofalny sposób rozpoczął swoją karierę za oceanem. Trwające od marca problemy z nadgarstkiem nie mogą w lipcu dalej usprawiedliwiać ostatniego miejsca w klasyfikacji generalnej. Mimo tak okropnych osiągów, zespół otwarcie przyznał, że decyzja o pozostaniu w ekipie zależy całkowicie od Niemca. Schumacher najprawdopodobniej podpisze zatem nowy kontrakt, lecz z jego „humorkami”, które zaprezentował w trakcie zeszłorocznego sezonu ogórkowego, nie można być niczego pewnym. Wolny fotel w RLL zaowocowałby bardzo dużym zainteresowaniem wśród kierowców spoza serii lub starających się o pozostanie w niej.
Finałowy werdykt
Patrząc na sytuację realistycznie, Tymek Kucharczyk powinien zapomnieć o fotelach w Ganassi, Meyer Shank oraz Andretti. Są to bardzo dobre zespoły, które powinny interesować się głównie doświadczonymi, sprawdzonymi kierowcami. Szanse, że zatrudnią Polaka są znikome.
Nasz rodak powinien przede wszystkim negocjować z A.J Foyt Racing, Dale Coyne Racing, Juncos Hollinger Racing oraz Rahal Letterman Lanigan Racing (jeżeli Mick Schumacher zdecyduje się odejść). Są to zespoły ze środka i tyłu stawki, otwarte na debiutantów, w których można się dobrze rozwinąć. Moim zdaniem, najlepszą opcją dla Tymka jest Juncos. Po pierwsze, szanse na zwolnienie się miejsca w tej ekipie są naprawdę wysokie. Ponadto, Rinus VeeKay regularnie udowadnia, że utalentowany kierowca może wyciągnąć z ich maszyn naprawdę dobre wyniki. Holender zakończył wyścig na Mid-Ohio w zeszły weekend tuż poza podium. Nawiązanie współpracy z McLarenem oferowałoby jeszcze lepsze prospekty dla Kucharczyka.
Problem jest tylko jeden – i dotyczy on wszystkich przedstawionych w akapicie wyżej opcji. O każdy z tych foteli będzie rywalizować przynajmniej 10 kierowców. Lista zawodników, która stara się o utrzymanie, powrót lub awansowanie do IndyCar, jest absolutnie gigantyczna. Grupka kierowców przedstawiona przy omawianiu sytuacji Coyne’a z pewnością będzie też negocjować z Foytem oraz Juncos.
Ekstremalnie ważne jest zatem, aby Tymek Kucharczyk wygrał mistrzostwo Indy NXT. Tak wielki sukces w jego debiutanckim sezonie byłby świetną kartą przetargową. A jeszcze lepszą kartą przetargową byłoby „stypendium” wręczane mistrzom tej serii, które wynosi 850 tysięcy dolarów. Z dużą pomocą sponsorów, Kucharczyk mógłby sfinansować sobie starty na szczycie amerykańskich wyścigów single-seater w 2027 roku. Nawet jeżeli jakiś zespół nie wymagałby takich pieniędzy, zawsze będą one pomocną dłonią w negocjacjach.
Na sam koniec należy podkreślić, że cała treść tego artykułu opiera się na plotkach, spekulacjach i domysłach. Żaden z ważnych, amerykańskich dziennikarzy IndyCar nie wspomniał do tej pory o Kucharczyku jako kandydacie do fotela na sezon 2027. Nie zmienia to jednak faktu, że wygranie mistrzostwa Indy NXT kompletnie odmieniłoby jego sytuację. O czas nie trzeba się martwić, gdyż kontrakty IndyCar zazwyczaj podpisywane są po sezonie, na jesień. Aktualnie Tymek Kucharczyk zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji generalnej ze stratą zaledwie 17 punktów do liderującego partnera zespołowego, Enzo Fittipaldiego. Tytuł w debiucie jest jak najbardziej realny i pozostaje nam tylko trzymać kciuki za naszego rodaka.
Źródło grafiki poglądowej: https://x.com/juncoshollinger

