110. edycja Indianapolis 500 wcale nie zapowiadała się na thriller. Brak Bump Day, brak wypadków w pierwszym tygodniu zmagań… po czym byliśmy świadkami 1-dniowego formatu kwalifikacji oraz kontuzji czołowego kierowcy. Następnie nadeszła niedziela i jej niepewna pogoda. Padły wówczas 2 legendarne rekordy – najbliższy finisz w historii oraz najwięcej zmian lidera w historii. Indianapolis 500 2026 będziemy bardzo ciepło wspominać.

Wyścig dwóch połów

Pierwsze 100 okrążeń tegorocznej edycji Indianapolis 500 miało bardzo przewidywalny przebieg. Poza ciekawymi restartami, w trakcie których kierowcy ostro walczyli o pozycję, zawodnicy skupiali się głównie na oszczędzaniu paliwa i wymieniali się prowadzeniem tylko z tego powodu. Stereotypowy początek Indy 500 w erze podwozia DW12/IR18.

Niepewna pogoda uczyniła jednak drugą połowę wyścigu spektakularną. Zgodnie z regulaninem, po 101 okrążeniach sędziowie mają prawo przedwcześnie zakończyć zawody ze względu na niesprzyjające warunki. A tak się w niedzielę składało, że mieliśmy ciągłe zagrożenie deszczu. Każda chwila spędzona na prowadzeniu mogła być zatem na wagę złota.

Całe szczęście, wyścig został zneutralizowany tylko 2 razy ze względu na mżawkę. To tylko zwiększyło intensywność jazdy wśród kierowców. Prawdziwie kluczowym fragmentem dla całych zmagań była sekwencja okrążeń 115-133. Samochody cyrkulowały pod samochodem bezpieczeństwa, kiedy nad torem przechodził bardzo lekki deszcz. Podczas restartu rozbił się natomiast jeden z faworytów – Josef Newgarden. 2-krotny zwycięzca Indianapolis 500 popełnił błąd godny nowicjusza, najeżdżając na krawężnik w zakręcie numer 4, powodując w ten sposób piruet. Do tamtej pory Amerykanin jechał wspaniały wyścig, przebijając się z P23 do czołowej dziesiątki w trakcie zaledwie jednego stintu.

Neutralizacja wywołana przez Newgardena okazała się być absolutnie kluczowa dla losów tego wyścigu. Kierowcy spoza czołówki postanowili zaryzykować, zjeżdżając w jej trakcie do alei serwisowej. Oznaczało to, że mogli dojechać do mety wykonując jeszcze tylko 1 pit stop, lecz wymagało to ogromnej ilości oszczędzania paliwa. Liderzy potrzebowali natomiast dwóch tankowań, ale w zmian mogli jechać pełnym tempem. Ten podział na dwie grupy uczynił końcówkę wyścigu wyśmienitą do oglądania.

Strategia na oszczędzanie paliwa wydawała się być lepszą opcją. Dwóch kierowców wybudowało sobie w ten sposób gigantyczne prowadzenie – Felix Rosenqvist oraz Pato O’Ward. Zapowiadał nam się świetny pojedynek dwóch byłych partnerów zespołowych. Aż wtedy…

Kontrowersyjny finisz


Kierowcy podarowali nam wspaniałe show na zakończenie Indianapolis 500 – mimo fatalnych decyzji sędziowskich. IndyCar po raz kolejny udowodniło, że ma alergię na kończenie wyścigów za samochodem bezpieczeństwa. Wypadek Caio Colleta na 9 okrążeń do mety zupełnie nie wymagał czerwonej flagi, lecz sędziowie ponownie ją wykorzystali w roli „entertainment flag”.

Wyścig został wznowiony na 5 okrążeń do mety. Narracja walki o zwycięstwo od razu uległa zmianie, kiedy Marcus Armstrong (trzeci kierowca na strategii oszczędzania) oraz David Malukas (lider strategii „głównej„) przeskoczyli na restarcie Rosenqvista i O’Warda. Nie dostaliśmy jednak dłuższego pojedynku pomiędzy nimi, gdyż… Mick Schumacher dotknął bariery w T1. Tak, dotknął. Ostatnio krytykowaliśmy sędziów za zbyt długie czekanie z wywieszeniem żółtych flag, więc teraz poszli w drugą skrajność.

Co za tym idzie, 5-okrążeniowy sprint do mety zamienił się w 1-okrążeniowy pokaz. Kierowcy zrobili jednak wszystko, aby dać nam wspaniałe show. Malukas objął prowadzenie na dojeździe do pierwszego zakrętu, a dwaj kierowcy Meyer Shank Racing zaczęli genialny pojedynek. Rosenqvist i Armstrong spędzili tak naprawdę całe ostatnie okrążenie koło w koło. Mimo to, Malukas wcale im nie uciekł. Szwed w końcu uzyskał drugą pozycję w zakręcie numer 3 i z pomocą tunelu aerodynamicznego złapał swojego rywala tuż przed linią mety. W najbardziej spektakularny możliwy, Felix Rosenqvist został zwycięzcą Indianapolis 500 z najmniejszą przewagą w historii – 0.023 sekundy.

O ironio, dokładnie ten sam rezultat mielibyśmy bez neutralizacji w końcówce. Rosenqvist miał więcej paliwa od O’Warda, więc utrzymałby swoją przewagę. Choć Szwed nie jest ulubieńcem kibiców, a malowanie jego auta szczególnie nie przypadło fanom do gustu, tak trzeba przyznać, że w 100% zasłużył na to zwycięstwo. Przez cały miesiąc miał jeden z najszybszych samochodów, o czym przekonał nas w kwalifikacjach, mimo przeciętnego występu w Fast 6 i braku pole position. W niedzielę non-stop trzymał się w czołówce, a świetna strategia i jeszcze lepsze zarządzanie paliwem wygrałyby mu wyścig.

Kiedy ten scenariusz się nie spełnił, Felix dosłownie wyszarpał zwycięstwo z rąk rywali. Ostatniego okrążenia dosłownie nie mógł pojechać lepiej. Otarł się oponami z Armstrongiem w T1. Następnie utrzymał się na zewnętrznej swojego kolegi zespołowego w pierwszych dwóch zakrętach oraz ukończył manewr w T3 – na torze, który zdecydowanie preferuje wewnętrzną. Rosenqvist spędził prawie całe ostatnie okrążenie jadąc koło w koło, perfekcyjnie wykorzystując też side-draft oraz hybrydę. Prawdopodobnie te dwa detale uczyniły go wspaniałym zwycięzcą Indianapolis 500.

Przegrani 110. edycji Indianapolis 500


Nic dziwnego, że David Malukas rozpłakał się tuż po zakończeniu wyścigu. Na ostatnim restarcie pół-Litwin zrobił tak naprawdę wszystko poprawnie. Zresztą, można to powiedzieć o całym jego występie w tegorocznym Month of May. Był zdecydowanie najlepszym kierowcą Team Penske w swojej pierwszej „pięćsetce” dla tej ekipy. W drugiej połowie wyścigu objął prowadzenie z rąk Alexa Palou oraz potrafił uciec legendzie IndyCar. Był liderem strategii głównej i niezależnie od tego jak potoczyłaby się końcówka, zasługiwał na zwycięstwo. David Malukas udowodnił, że jeszcze kiedyś wygra Indianapolis 500.

Co ciekawe, walka o trzecie miejsce była jeszcze bardziej wyrównana niż o pierwsze. Scott McLaughlin, Pato O’Ward i Marcus Armstrong wspólnie przekroczyli linię mety, a różnice między ich autami wyniosły absurdalne 0.006 oraz 0.008 sekundy. Nowozelandczyk uzupełnił (nieistniejące na tym torze) podium, co powinien uważać za sukces po przeciętnym Month of May w jego wykonaniu. McLaughlin cały dzień walczył w czołówce i odbudował się po zeszłorocznym koszmarze.

Przeklęty Pato O’Ward ponownie ukończył Indianapolis 500 nierozlewając mleka. W przeciwieństwie do poprzednich lat, tym razem chyba jednak nie istnieje realny scenariusz, w którym Meksykanin by wygrał. Jak sam przyznał, jego bolid generował dużo oporu aerodynamicznego, co utrudniało walkę o pozycję, szczególnie na ostatnich restartach. W pojedynku paliwowym przegrałby natomiast z Felixem Rosemqvistem, który oszczędził 2 okrążenia benzyny więcej na pierwszym stincie ich strategii. Możliwe, że bez neutralizacji nie dojechałby nawet do mety. Niezależnie od sytuacji, O’Ward był skazany na kolejną porażkę. Rozczarowujący Month of May dla McLarena dobiegł do końca.

Marcus Armstrong przedstawił jak okropna jest pozycja lidera na restartach we współczesnym Indianapolis 500. Rozpoczął ostatnie okrążenie na pierwszym miejscu, a skończył je na piątym. Nowozelandczyk był zły na swojego kolegę zespołowego, gdyż w zakręcie numer 3 doprowadził do sytuacji, gdzie tak naprawdę do wyboru miał kolizję lub odpuszczenie gazu. To pokazuje, że Armstrong jeszcze musi się nauczyć, na czym polega walka o zwycięstwo w najbardziej prestiżowym wyścigu świata. Czołową szóstkę zamknął jak zwykle szybki na IMS Rinus VeeKay, który po cichu, za pomocą zwycięskiej strategii Rosenqvista, przebił się do czołówki.

Finisz 110. edycji Indianapolis 500 – walka o trzecie miejsce. Źródło: indycar.com/photos

Dlaczego nie dyskwalifikacja?


Siódme miejsce zajął Alex Palou. Wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerowały, że Hiszpan obroni swój tytuł zwycięzcy Indianapolis 500. Kiedy jednak w drugiej połowie wyścigu stracił prowadzenie, Palou poniekąd przepadł w grupie liderów i nie potrafił się odbudować.

4-krotny mistrz IndyCar znajduje się jednak w centrum uwagi z innego powodu. Po wyścigu delegaci techniczni zauważyli, że przednie skrzydło bolidu #10 było zawieszone zbyt nisko. Karą wcale jednak nie była dyskwalifikacja – jak zazwyczaj ma to miejsce – a zaledwie redukcja pięciu punktów z klasyfikacji generalnej oraz grzywna w wysokości 10 000 dolarów. Chip Ganassi Racing tłumaczy się z tego incydentu awarią części. Wciąż jednak, takie uzasadnienie nie wystarczyłoby w poprzednich latach, aby uniknąć DSQ. Niemalże dokładnie za ten sam powód Callum Ilott został wykluczony z wyników zeszłorocznego Indianapolis 500. Jedyny logiczny powód tej decyzji to zmienione podejście nowego na sezon 2026 panelu sędziowskiego IndyCar.

Santino Ferrucci kontynuuje swoją genialną passę. Ósmy raz wystartował w Indianapolis 500 i ósmy raz zakończył je w Top 10. Żaden inny kierowca w historii jeszcze tego nie dokonał. Istnieje wiele słusznych powodów, aby nie lubić Ferrucciego, lecz trzeba przyznać, że jest wspaniałym kierowcą na owalu IMS. Podobnie jak VeeKay, w tym roku zaliczył cichy, lecz udany występ. Romain Grosjean zajął świetne P9 dla Dale Coyne Racing z pomocą dobrych ruchów strategicznych jego ekipy, a Takuma Sato domknął czołową dziesiątkę.

Conor Daly był jednym z faworytów do zwycięstwa. Amerykanin dokonał kilku wspaniałych manewrów wyprzedzania, lecz podział strategii w końcówce zepsuł jego wyścig. Dreyer & Reinbold Racing wraca do domu z zaledwie dwunastym miejscem.

Scott Dixon w spektakularny, niespodziewany sposób przebił się na prowadzenie podczas drugiego cyklu pit stopów, choć nie dysponował w tym miesiącu czołowym samochodem. Brak czystych osiągów był widoczny w drugiej połowie wyścigu, kiedy powoli tonął w dół stawki, ostatecznie kończąc na piętnastym miejscu. Pokonał go nawet Kyffin Simpson, który przez cały dzień po prostu jechał w środku stawki.

Marcus Ericsson w jednym momencie przebił się do czołówki, udowadniając swoją świetność wokół IMS po raz kolejny. Poza tym, jak każdy kierowca Andretti, nie potrafił zdziałać czegokolwiek w tym wyścigu. Kyle Kirkwood utknął w środku stawki i dojechał na rozczarowującym P16, a pechowy Will Power doznał awarii na półmetku zmagań.

Tegorocznym Rookie of the Year został Mick Schumacher. Był najwyżej sklasyfikowanym debiutantem na mecie, choć nie dokonał niczego specjalnego w tym wyścigu, poza przeszkadzaniem dublującym go liderom oraz wywołaniem niepotrzebnej neutralizacji. Caio Collet był znacznie szybszy, lecz rozbił się w końcówce, a Dennis Hauger walczył z Pato O’Wardem i Felixem Rosenqvistem na tej samej strategii za nim dostał karę za przekroczenie prędkości w alei serwisowej.

Jeżeli chodzi o pozostałych pełnoetatowych kierowców McLarena w tegorocznym Indianapolis 500, to po prostu oni istnieli. P11 dla Nolana Siegla oraz P17 dla Christiana Lundgaarda. Równie bez historii w tym wyścigu są zawodnicy od dwudziestego miejsca w dół – Graham Rahal, Louis Foster, Jack Harvey, Sting Ray Robb oraz Jacob Abel.

Z powodu późnych awarii linii mety nie ujrzeli Helio Castroneves oraz Christian Rasmussen. Niedziela była istnie okropna dla Ed Carpetner Racing. Założyciel i szef ekipy został wyeliminowany po kontakcie z Takumą Sato. Wydarzyło się to tuż po pierwszym cyklu pit stopów, w trakcie którego ECR straciło łącznie aż 30 pozycji. Alexander Rossi (który jechał zapasowym autem oraz z kontuzją kostki) został w ten sposób wykluczony z walki o zwycięstwo, choć na starcie wymieniał się prowadzeniem z Alexem Palou. Na domiar złego, drugi rok z rzędu, jego samochód stanął w płomieniach. On chyba naprawdę podpisał cyrograf z diabłem, aby wygrać w debiucie 10 lat temu…

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Amerykanin nie powinien był został dopuszczony do startu. Aby wyjść z bolidu potrzebował pomocy mechaników, a przez padok poruszał się o kulach. Strach pomyśleć, co by było, gdyby Rossi musiał szybko opuścić samochód na torze zamiast w alei serwisowej.

Jako pierwsi swój udział w tegorocznym Indianapolis 500 zakończyli Ryan Hunter-Reay, który obrócił się na 18 okrążeniu, a Kathetine Legge rozbiła się, próbując go uniknąć.

Indianapolis 500 2026 wyniki
Indianapolis 500 2026 – wyniki wyścigu. Źródło: indycar,com/results

Źródło grafiki poglądowej: indycar.com/photos

Autor

  • Igor Dlugosz

    Moi znajomi nie bez powodu nazywają mnie motorsportową encyklopedią. Szczególnie interesuję się długim dystansem, ale też MotoGP, IndyCar, F1 i NASCAR. Dołączyłem do Kontry po siedmiu latach prowadzenia portalu Świat Motorsportu w mediach społecznościowych. Absolwent politologii na Uniwersytecie Warszawskim.

PREVIOUS POST
You May Also Like