
Sierpień w Formule 1 to czas długo wyczekiwanej przerwy wakacyjnej – chwila wytchnienia dla kierowców i członków zespołów, którzy udają się na obowiązkowy dwutygodniowy urlop. Dla kibiców i dziennikarzy to z kolei idealny moment, by podsumować pierwszą część sezonu i przyjrzeć się bliżej formie zawodników oraz kondycji poszczególnych ekip. Zapraszam na podsumowanie pierwszej części sezonu!
Podsumowanie ogólne
Za nami 14 z 24 wyścigów sezonu 2025, czyli ponad połowa rywalizacji. W tym czasie zwycięstwa odniosło czterech kierowców: Oscar Piastri, Lando Norris, Max Verstappen oraz George Russell. Na podium stawało siedmiu zawodników – oprócz wspomnianej czwórki także Charles Leclerc, Andrea Kimi Antonelli i Nico Hülkenberg. Z kolei pole position zdobyło pięciu kierowców: Piastri, Norris, Verstappen, Russell oraz Leclerc.
Kierowcy McLarena wygrywali aż 11 razy. Jedynym zespołem poza ekipą z Woking, który odniósł w tym roku dwa zwycięstwa, jest Red Bull za sprawą Maxa Verstappena.
Kierowcy McLarena zdominowali także kwalifikacje – choć w nieco mniejszym stopniu niż wyścigi – triumfując w nich aż ośmiokrotnie. Lando Norris, Oscar Piastri i Max Verstappen podzielili między siebie po cztery pole position. Poza duetem McLarena i „Latającym Holendrem”, po jednej czasówce wygrali jeszcze reprezentanci Ferrari oraz Mercedesa.
Najciekawsze w pierwszej części sezonu okazują się statystyki dotyczące podium. Również tutaj prym wiedzie McLaren – jego kierowcy stawali na nim aż 24 razy, po 12 każdy. Dalej w zestawieniu znajduje się George Russell z sześcioma wizytami, a za nim Max Verstappen i Charles Leclerc, którzy pięciokrotnie odbierali trofea za miejsca w pierwszej trójce. Pojedynczym podium mogą pochwalić się Andrea Kimi Antonelli – najmłodszy kierowca w historii, który ukończył wyścig w czołowej trójce – oraz Nico Hülkenberg, który przerwał swoją imponującą serię 239 startów w Formule 1 bez finiszu podium. To właśnie jego sukces wielu kibiców uznaje za jedną z najciekawszych historii tego sezonu.
Alpine

Na półmetku sezonu na końcu tabeli mistrzostw konstruktorów znajduje się francuska ekipa z Enstone. Alpine zaliczyło spektakularny spadek formy w porównaniu z poprzednim rokiem, jednak na osłodę można podkreślić ciekawą statystykę – jeśli rzeczywiście zakończą sezon na ostatniej pozycji, co wydaje się bardzo prawdopodobne, będą najlepszą „czerwoną latarnią” w historii Formuły 1. Już teraz bowiem mają na koncie 20 punktów, a żadna drużyna zajmująca ostatnie miejsce w klasyfikacji końcowej nie zgromadziła dotąd takiego dorobku.
Na tegoroczne wyniki Alpine złożyło się wiele czynników: nagłe zmiany na kluczowych stanowiskach w zespole, brak stabilnego duetu kierowców oraz zbyt duże przywiązanie do zeszłorocznej konstrukcji, która – choć solidna w realiach środka stawki – okazała się niewystarczająca na obecny sezon.
Alpine to w tym sezonie jedna z trzech ekip, które skorzystały z usług więcej niż dwóch etatowych kierowców wyścigowych. Po słabym początku – zaledwie sześciu punktów zdobytych w sześciu rundach – główną przyczyną problemów zespołu obarczono debiutanta Jacka Doohana. W efekcie szefostwo podjęło decyzję o zmianie składu, a miejsce Australijczyka zajął Franco Colapinto, który od dwóch lat bezskutecznie poszukiwał zespołu oferującego mu stały kontrakt.
Forma Argentyńczyka również nie zachwyca – w ośmiu weekendach wyścigowych nie zdołał zdobyć ani jednego punktu, podczas gdy jego zespołowy partner, Pierre Gasly, dorzucił w tym samym czasie do dorobku Alpine 14 oczek w klasyfikacji konstruktorów.
Haas

Haas zajmuje dziewiąte miejsce w tegorocznej klasyfikacji konstruktorów. Esteban Ocon i Oliver Bearman zdobywali punkty w sumie dziesięć razy, z czego trzykrotnie obaj kierowcy kończyli wyścig na punktowanych pozycjach podczas tego samego weekendu.
Amerykańska ekipa sprawia wrażenie takiej, która potrafi skutecznie wykorzystać dostępne w dany weekend narzędzia – wtedy zazwyczaj zdobywa punkty. Gdy jednak padnie zła decyzja, kończy się to zerowym dorobkiem. I właśnie w tej nierówności tkwi największa wada zespołu.
Na szczególne wyróżnienie w tym podsumowaniu zasługuje dyspozycja Estebana Ocona, który w pierwszej części sezonu prezentował się zdecydowanie lepiej niż uchodzący za „złote dziecko” Ferrari Oliver Bearman.
Ocon zajmuje obecnie 10. miejsce w klasyfikacji kierowców z dorobkiem 27 punktów, podczas gdy Bearman zgromadził ich zaledwie osiem. Warto podkreślić, że Brytyjczyk musi poprawić swoją formę, jeśli Haas chce realnie myśleć o wyższej pozycji w klasyfikacji konstruktorów. Poza sprintem do Grand Prix Belgii Bearman ostatni raz zdobył punkty w Grand Prix Bahrajnu, które odbyło się na początku kwietnia.
Racing Bulls

Racing Bulls to druga z trzech ekip, która w tym sezonie wystawiała więcej niż jeden duet kierowców. Siostrzany zespół Red Bulla już po dwóch pierwszych weekendach był zmuszony dokonać roszady, zastępując Yūkiego Tsunodę Liamem Lawsonem, który nie sprawdził się w głównej ekipie RB.
Lawson prezentował początkowo słabą formę, jednak po 12 wyścigach w barwach Racing Bulls wyraźnie się odbudował. To szczególnie istotne dla zespołu, biorąc pod uwagę wyraźny spadek dyspozycji Hadjara po Grand Prix Hiszpanii.
Obecnie kierowcy juniorskiej ekipy Red Bulla tworzą jeden z najbardziej wyrównanych duetów w stawce. Francuz zgromadził 22 punkty, a Nowozelandczyk tylko dwa mniej. Warto też podkreślić, że Liam Lawson, dysponując znacznie bardziej przewidywalnym samochodem niż ten, który otrzymał w Red Bullu, wypracował wyraźną przewagę punktową nad Japończykiem, którego wcześniej tam zastępował.
Racing Bulls to zespół, który ma potencjał, by na koniec sezonu walczyć o wyższą pozycję w klasyfikacji konstruktorów. Mają solidny samochód i odpowiednie zaplecze, jednak po odejściu Christiana Hornera z Red Bulla swoje stanowisko musiał opuścić także dotychczasowy szef ekipy, Laurent Mekies, co na pewno jest sporą stratą dla tej ekipy.
Kick Sauber

Sauber to jedyny zespół spoza czołowej czwórki – McLarena, Ferrari, Mercedesa i Red Bulla – który w tym sezonie stanął na podium. Do Grand Prix Hiszpanii tylko Hülkenberg zdołał wyszarpać sześć punktów w szalonym Grand Prix Australii. Przełom nastąpił podczas upalnego wyścigu na torze Catalunya, gdy Niemiec sensacyjnie finiszował na wysokiej piątej pozycji, dokładając do dorobku zespołu aż dziesięć punktów. Od tamtej pory Sauber regularnie punktuje w każdym kolejnym weekendzie, a w Kanadzie udało się nawet zdobyć podwójne punkty.
Duet Kick Sauber aspiruje do miana idealnego – może nie pod względem umiejętności, ale dzięki atmosferze i zdrowemu duchowi w zespole. Hülkenberg i Bortoleto wielokrotnie pokazywali, jak silna jest ich pozytywna więź. Na torze starają się też wzajemnie uzupełniać: Gabriel zazwyczaj błyszczy w kwalifikacjach, podczas gdy Nico najlepiej spisuje się w wyścigach. Kulminacją formy starszego kierowcy z ich duetu było Grand Prix Wielkiej Brytanii na torze Silverstone, gdzie Niemiec po raz pierwszy w karierze stanął na podium.
Kick jest obecnie na fali wznoszącej, a trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile wpływ na wyniki ma pozytywna atmosfera i nadchodzący rebranding na Audi, a na ile efekt ciężkiej pracy setek osób w fabryce i na torze. Faktem jest, że w porównaniu z zeszłym rokiem Sauber poczynił ogromny postęp i nic nie wskazuje na to, by był to koniec ich tegorocznej ofensywy.
Aston Martin

Aston Martin wyprzedza Saubera w klasyfikacji konstruktorów zaledwie o jeden punkt – i to właściwie jedyna pewna informacja, z którą wszyscy się zgadzają. Poza tym ekipa z Silverstone uchodzi w tym sezonie za najbardziej „szarą” w stawce. Na papierze zespół wygląda jak potencjalna potęga – na dużą skalę realizowane są projekty mające poprawić dyspozycję Brytyjczyków w Formule 1. Do tego dołączył Adrian Newey, który, jak sam podkreśla, skupia się już na sezonie 2026. Pojawia się więc pytanie – czy Aston Martin nie spisał sezonu 2025 na straty?
Duet Lance Stroll – Fernando Alonso zdobył w tym sezonie łącznie 52 punkty, po równo 26 dla każdego z kierowców, co plasuje ich odpowiednio na 12. i 11. miejscu w klasyfikacji. I tu pojawia się problem – nie wszyscy są pewni co do zaangażowania zawodników zespołu. Fernando Alonso daje jasno do zrozumienia, że skupia się już na sezonie 2026, natomiast Lance Stroll woli unikać komentarzy na temat swojej formy i oddania.
Rok temu Aston Martin był bezdyskusyjnie najlepszą ekipą środka stawki, jednak w tym sezonie brakuje im 18 punktów, by wyprzedzić Williamsa w klasyfikacji konstruktorów. Gdzie leży problem? Najprawdopodobniej w wielu aspektach naraz – od braku spójności między symulatorem a samochodem, przez sam bolid, po zaangażowanie kierowców i atmosferę w zespole. Wygląda na to, że wszyscy już niecierpliwie czekają na przyszłoroczne rozdanie.
Williams

Williams to obecnie najszybsza ekipa spoza wielkiej czwórki. Zaskakujące jest, że jeszcze w ubiegłym sezonie mieli problem, by zdobyć dwadzieścia punktów, a w tym roku potrafią punktować niemal przy każdej nadarzającej się okazji. Szczególnie imponująca jest statystyka, zgodnie z którą ekipa z Grove tylko trzy razy opuściła tor bez zdobyczy punktowej.
James Vowles wkroczył z impetem do zespołu w roli szefa. Po skompletowaniu znakomitego duetu Sainz – Albon zabrał się za modernizację zaplecza i znacząco wpłynął na zmiany kadrowe w zespole. Efekty? Zaskakujące.
Alexander Albon zajmuje obecnie ósme miejsce w klasyfikacji kierowców, zgromadził 54 punkty. Jego zespołowy partner radzi sobie znacznie słabiej, wciąż najwyraźniej nie przyzwyczaił się do pracy w innym zespole niż Ferrari. Mimo że Hiszpan ma na koncie tylko 16 punktów, drzemie w nim potencjał, by w przyszłości rzucić wyzwanie Albonowi – może nie w tym sezonie, ale w kolejnym jak najbardziej. To niewątpliwie bardzo dobra wiadomość dla Williamsa.
Wygląda na to, że dzięki solidnej formie Williams w kolejnych wyścigach umocni swoją pozycję na piątym miejscu w klasyfikacji konstruktorów. Jeśli tak się stanie, będzie to najlepszy sezon zespołu od 2017 roku.
Red Bull Racing

Z mistrzowskiego składu Red Bulla sprzed dwóch lat pozostał już tylko jeden element – Max Verstappen. W ekipie byków nie ma już Sergio Péreza, Christiana Hornera ani Adriana Neweya, jednak dzięki czterokrotnemu mistrzowi świata zespół wciąż od czasu do czasu pojawia się na szczycie.
Red Bull – a właściwie Max Verstappen – w tym roku stanął na podium pięć razy, w tym dwukrotnie na najwyższym stopniu. Holender regularnie wyciska maksimum z bolidu w niemal każdym wyścigu. Obecnie Verstappen zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji, jednak przy obecnej formie zespołu trudno przewidzieć, czy utrzyma je do końca sezonu.
Byki to trzecia ekipa w tym sezonie, która dokonała zmiany w składzie kierowców – po dwóch wyścigach z powodu fatalnej formy odszedł Liam Lawson, a jego miejsce zajął Yūki Tsunoda, który nie prezentuje dużo lepszej dyspozycji.
O tym, co w Red Bullu nie funkcjonuje, pisałem już w dwóch artykułach – jednym o bolidzie, drugim o drodze zespołu do „upadku”. W skrócie: zespół boryka się z problemami z samochodem, atmosferą, drugim kierowcą oraz zapleczem. Trudno wskazać choć jeden element, który w tegorocznej ekipie byków działa w pełni sprawnie.
W marcu, po ogłoszeniu zmiany Liama Lawsona na Yūkiego Tsunodę, wysnułem następujący wniosek: „RB21 nie jest udanym bolidem, a zdecydowanie można go określić mianem kapryśnego. RBR to zespół utalentowanych inżynierów, na pewno będą w stanie chociaż trochę sprowadzić RB21 na ziemię. Moim zdaniem na tym powinni się skupić, a nie na zwalnianiu i zatrudnianiu nowych kierowców po dwóch wyścigach sezonu”. To moim zdaniem najlepiej oddaje sytuację po połowie sezonu.
Mercedes

Mercedes w tym sezonie prezentuje się naprawdę solidnie, głównie dzięki George’owi Russellowi, który sześciokrotnie stawał na podium, w tym raz na jego najwyższym stopniu. Do wyników zespołu należy jednak podchodzić z pewną rezerwą – Andrea Kimi Antonelli, debiutant, wyraźnie odstaje od bardziej doświadczonego kolegi, choć i tak pokazuje wystarczająco dobrą formę, by można było wysnuć wniosek, że Mercedes ma realne szanse powalczyć o wicemistrzostwo.
Obecnie zespół traci do Ferrari 24 punkty. Jeśli George Russell utrzyma dobrą formę, a Andrea Kimi Antonelli będzie w stanie rywalizować z Lewisem Hamiltonem na torze, walka o wicemistrzostwo pozostanie otwarta. Sam Russell ma także realną szansę zakończyć sezon na podium klasyfikacji kierowców – do Maxa Verstappena brakuje mu obecnie zaledwie 15 punktów.
Wszystko zależy właściwie od ostatnich poprawek, których spodziewać możemy się po przerwie wakacyjnej. Od tego momentu rozwój tegorocznych aut prawdopodobnie zostanie zamrożony, a zespoły skupią się już na przyszłorocznej rywalizacji.
Ferrari

Ferrari to obecnie zespół, który naprawdę ciężko oszacować. Wydaje się, że mają stabilną i dobrą maszynę z dobrym zapleczem. Również forma Charles’a Leclerca znacznie przyczyniła się do aktualnej pozycji w mistrzostwach. Jedyną niewiadomą dla Włochów w tym momencie jest dyspozycja Lewisa Hamiltona, która pozostawia wiele do życzenia.
Hamilton w tym sezonie ani razu nie stanął na podium, podczas gdy Charles Leclerc meldował się na nim już pięciokrotnie. U Brytyjczyka widać oznaki zakłopotania w nowym środowisku, a z samego Ferrari docierają sygnały, że jego podpisanie mogło być błędem.
Jeśli Leclerc utrzyma obecną formę, ma realne szanse powalczyć nawet o podium na koniec sezonu. Jeśli chodzi o wicemistrzostwo Ferrari, wszystko zależy od tego, jak Lewis Hamilton wróci po wakacyjnej przerwie. Obecnie wydaje się, że Brytyjczyk pełni rolę piątego koła u wozu, mając stratę aż 42 punktów do Leclerca.
McLaren

McLaren, ubiegłoroczny mistrz świata, zmierza po kolejny tytuł i trudno uznać to za niespodziankę. W tym sezonie zespół ma już na koncie 559 punktów, a jego kierowcy w każdy weekend starają się w pełni wykorzystać potencjał znakomitego bolidu.
Obecnie jedynym „problemem” McLarena wydaje się być kwestia tego, który z jego kierowców sięgnie w tym roku po tytuł mistrza świata. Poza tym w zespole wszystko funkcjonuje niemal perfekcyjnie – od samochodu, przez pit stopy, aż po strategię – co przekłada się na tak wyraźną dominację.
Oscar Piastri ma obecnie dziewięć punktów przewagi, prezentując w trakcie sezonu równiejszą, choć nieco wolniejszą formę niż Lando Norris. Na ten moment w liczbie zwycięstw prowadzi Piastri – sześć do pięciu – natomiast w klasyfikacji podiów panuje idealny remis: dwanaście do dwunastu.
Nie odważę się wskazać, który z tych kierowców sięgnie w tym sezonie po tytuł, choć jedno wydaje się pewne – ta rywalizacja najprawdopodobniej potrwa aż do ostatniego wyścigu. Dla obu niezwykle istotne będzie mocne wejście w drugą część sezonu, by wyraźnie zaznaczyć swoją pozycję w zespole.
Mam wrażenie, że im bliżej finału sezonu w Abu Zabi, tym większe ryzyko, że w McLarenie pojawią się tarcia wynikające z kalkulowania punktów przez kierowców. W pewnym momencie ich rywalizacja na torze może wymknąć się spod kontroli zespołu, czego przedsmak widzieliśmy już podczas Grand Prix Kanady i Grand Prix Węgier. Pod tym względem będzie to ciekawa końcówka sezonu.
Korekta: Nicola Chwist
Źródło zdjęcia poglądowego: Red Bull Content Pool